Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Którą drogę byś wybrał ?
#1
Fragmenty książki opowiadającej losy chrześcijan w Korei północnej - tytuł : "Uciśnione Narody - Korea Północna"

"Kompromis : czczenie innych bogów"

Najbardziej znaczący podział w kościele koreańskim pojawił się na tle oddawania pokłonów przed japońskimi świątyniami szintoistycznymi. Szintoizm był ściśle powiązany z japońską polityką i systemem władzy aż do zakończenia II wojny światowej. Według tej religii cesarz japoński miał pochodzić od bogów.
Wyznawcy szintoizmu wznoszą świątynie w wielu miejscach, które uważają za święte, takich jak wzgórza, źródła czy rzeki. Każda świątynia jest poświęcona jakiemuś Kami (bogu), który odpowiada na szczere modlitwy swoich wiernych. Wchodząc do świątyni, przekracza się przez Tori - specjalną bramę prowadzącą do bogów. Stanowi ona wyraźną granicę między światem materialnym, a nieskończonym światem bogów. Obrządki świątynne - które obejmują obmywanie, ofiary, modlitwy i tańce - są skierowane do boga.
Kiedy w 1910 roku Japonia zaanektowała Koreę, rząd japoński natychmiast nakazał japońskiemu kościołowi ogłosić, że akt ten był Bożą wolą dla Japonii i że nowy status Korei powinien zostać uznany przez wszystkich chrześcijan.
Władze Japonii zwróciły się także do japońskiego kościoła z prośbą o pomoc w kolonizacji Korei. Kościół miał wysłać japońskich misjonarzy do zakładania nowych kościołów i nauczania Koreańczyków właściwych japońskich wartości. W ramach procesu inkulturacji Japończycy domagali się, by Koreańczycy okazywali szacunek japońskim duchom, kłaniając się przed świątyniami szintoistycznymi.
Przedstawiono to jako obywatelski obowiązek pozbawiony duchowych implikacji. Jednak szintoizm upamiętnia w ten sposób jedność bogini słońca i cesarza i przedstawia cesarza jako żywego boga. Kościół japoński o wiele wcześniej przyjął kompromisowe stanowisko, usprawiedliwiając biblijnie swoją uległość jako obywatelski obowiązek szanowania cesarza. Nie była to zatem cześć oddawana bożkom.


Kiedy japońscy misjonarze przybyli do Korei, zaczęli propagować tę niebiblijną teologię wśród koreańskich chrześcijan.
Cztery lata po zajęciu Korei Japonia wydała zarządzenie, zgodnie z którym wszyscy uczniowie szkół publicznych byli zobowiązani składać pokłon przed świątyniami szintoistycznymi. Następnie, kontynuując swoje imperialistyczne podboje w Mandżurii i Chinach, zaczęła nakładać obowiązek kultu szintoistycznego na wszystkich obywateli na okupowanych ziemiach. Wprowadzono też przymusowy pobór do wojska i nakaz pracy.
Ponieważ wykształceni na sposób zachodni Koreańczycy byli zbyt niebezpieczni dla ich planów, Japończycy obrali sobie za cel chrześcijańskie szkoły, a w następnej kolejności koreańskich chrześcijan. Kiedy policja wtargnęła do jednego z kościołów, wyraziła swoje stanowisko bardzo zwięźle : "Czcicie już trzech swoich bogów : Ojca, Syna i Ducha Świętego...My was prosimy, abyście dodali czwartego - cesarza. To przecież nic wielkiego !".
Niektóre chrześcijańskie instytucje wolały zamknąć swoją działalność niż pójść na kompromis. Inne obawiały się, że taka decyzja pozbawi Koreę świadków chrześcijaństwa, więc starały się współpracować z okupantem, licząc na to, że w ten sposób uda się im nadal działać i głosić ewangelię. Niektóre próbowały dokonywać rozgraniczenia między politycznym charakterem obrządków wyrażających lojalność względem Japonii, a religijnym charakterem kultu cesarza. Granica była jednak bardzo cienka.
Prezbiterianie z północy byli bardzo negatywnie nastawieni do szintoizmu. Australijscy prezbiterianie postanowili nie oddawać pokłonu przed świątyniami szintoistycznymi i w lutym 1936 roku zaczęli zamykać swoje szkoły
Katolicy ogłosili, że zaakceptują warunki jako obywatelski obowiązek i w maju tego samego roku zaczęli składać pokłony przed świątyniami. Prezbiterianie z południa 2 lutego 1937 roku oficjalnie odrzucili nakaz władz japońskich, zamykając tym samym pięć swoich szpitali, otwartych zaledwie kilka miesięcy wcześniej.
17 czerwca 1937 roku metodyści zaakceptowali obrządek szintoistyczny jako obywatelski akt szacunku względem cesarza. Kanadyjscy prezbiterianie postąpili podobnie, dzięki czemu mogli nadal prowadzić swoje szkoły. Gorąca debata wśród chrześcijan i rozmaite podejmowane przez nich decyzje niosły ze sobą wiele podziałów wśród pastorów, liderów i denominacji. Japończycy wykorzystali te podziały, by przymuszać kolejne kościoły do podporządkowania się kultowi szintoistycznemu.
9 września w kościele Seo-mooneui w Pjongjangu odbyło się historyczne spotkanie Zgromadzenia Ogólnego Prezbiterian, na którym obecnych było 193 delegatów, a wśród nich 86 pastorów, 85 starszych zborów i 22 misjonarzy.
Każdy z delegatów został przesłuchany przez japońską policję, zanim pojawił się na spotkaniu. Usłyszał, że zostanie podjęta uchwała popierająca kult szintoistyczny i głosowanie przeciwko niej nie będzie tolerowane. Niektórzy po spotkaniu z policją postanowili zrezygnować z udziału w zgromadzeniu, lecz policja nie pozwoliła im wstrzymać się od głosu i siła eskortowała ich do kościoła. Pod tak silną presją zgromadzenie zagłosowało za oddawaniem pokłonu przed świątyniami szintoistycznymi, nie pozwalając na debatę czy wyrażenie innych poglądów. Shim Ik-hyun ze wspólnoty pastorów z Pjongjangu zaproponował, by wszyscy uczestnicy zgromadzenia udali się do świątyni szintoistycznej w Pjongjangu. W południe wiceprezes organizacji zaprowadził 23 przywódców prezbiteriańskich do świątyni na obrządek złożenia pokłonu bóstwu.
Ten historyczny kompromis ośmielił Japończyków, którzy tym bardziej tępili wszelkie przejawy sprzeciwu w koreańskich kościołach. Wielu koreańskich chrześcijan uważa, że dało to początek prześladowaniom i uciskowi, jakim do dzisiaj są poddawani wyznawcy Chrystusa w Korei Północnej. Obecnie w miejscu, w którym odbyło się Zgromadzenie Ogólne Prezbiterian, stoi potężny Kim Ir Sena.


Wielu koreańskich chrześcijan było przeciwnych kultowi szintoistycznemu, mimo że przywódcy ich kościołów poszli na kompromis. Ci, którzy okazywali sprzeciw, byli aresztowani i wielu z nich zmarło w więzieniach. Inni rezygnowali z cierpienia i akceptowali kult szintoistyczny jako obywatelski rytuał. Było to szczególnie powszechne wśród zwolenników teologii liberalnej. Wielu znanych pastorów i liderów dokładało wszelkich starań, by zadowolić Japończyków.
Kościół idący na kompromis przestał być wspólnotą wiary, a stał się narzędziem japońskiej machiny propagandowej promującej japoński imperializm. Majątek kościoła ,,przekazywano,, Japończykom, aby mieli środki na produkcję broni. Kolekty były przeznaczone na zakup samolotów bojowych. Niektóre kościoły przymuszano do sprzedaży ziemi i nieruchomości w celu finansowania zbrojeń. 40 budynków kościelnych, w tym Nam-san-hyun w Pjongjangu, sprzedano razem z ziemią, by opłacić wymaganą składkę na fundusz wojenny.
Kościół koreański został podzielony, a jego część świadomie podporządkowała swój duchowy autorytet bożkom Japonii.

Wraz z kompromisową postawą tak wielu chrześcijan wzmagały się prześladowania w stosunku do tych, którzy wciąż odmawiali oddawania pokłonu bożkom. W latach poprzedzających II wojnę światową zamknięto ponad dwieście kościołów, a dwa tysiące chrześcijan osadzono w więzieniach. Pięćdziesięciu pastorów było bestialsko torturowanych za to, że odmówili złożenia pokłonu według obrządku szintoistycznego. Sporo chrześcijan zeszło do podziemia, uciekając w góry lub praktykując swoją wiarę w odosobnieniu.
Chociaż niektórzy misjonarze podporządkowali się się kultowi szintoistycznemu, wielu było nieugiętych w swoim sprzeciwie. Wśród nich również powstawały podziały. Gdy wojna ogarnęła cały świat, rząd Stanów Zjednoczonych rozkazał wszystkim Amerykanom, również misjonarzom, aby opuścili Koreę. Japończycy również naciskali na misjonarzy, aby wyjechali, postrzegając ich jako ,,zagranicznych szpiegów". 11 listopada 1940 roku pierwsza grupa 160 misjonarzy wraz z 49 dziećmi opuściła Koreę. Czterdziestu kolejnych zostało deportowanych w kwietniu 1941 roku. Po wyjeździe misjonarzy przywództwo kościoła pozostało w rękach Koreańczyków. Rząd japoński nadal usiłował nakłonić liderów do współpracy i prześladował tych, którzy odmówili.

W czerwcu 1943 roku liderzy kościoła z całego kraju wzięli udział w pierwszym zgromadzeniu przywódców marionetkowego Kościoła o nazwie Korean Christian Church of Japanese Christianity.
W czasie sesji rozpoczynającej zjazd kapłan szintoistyczny zaprowadził liderów chrześcijańskich nad rzekę Han w celu odbycia rytuału oczyszczenia. Mimo takich ceremonii i spotkań okupanci japońscy nigdy nie zaufali koreańskim chrześcijanom.
Japoński gubernator Korei tak powiedział do pewnego obserwatora : "Istnieje tylko jedna czterystutysięczna armia tych, którzy nie obawiają się śmierci. To chrześcijanie".
Z powodu braku zaufania ze strony Japończyków wielu pastorów aresztowano, włącznie z tymi, którzy współpracowali z okupantem i składali pokłony w świątyniach."





____________________________________

możliwe że wobec antychrysta lub ludzi udających go, też będą propagowane takie fałszywe nauki że pokłon przed nim/nimi to tylko wyraz obowiązku obywatelskiego pokazującego szacunek ale to nie szacunek ale zdrada, trzeba słuchać w takich przypadkach Boga nie ludzi , wobec tajemniczej na dziś dzień podobizny która w nadnaturalny spoosób ożyje również możliwe że będą propagowane podobne nauki, czas pokaże


,,Jeśli kto do niewoli jest przeznaczony, idzie do niewoli, jeśli kto na zabicie mieczem - musi być mieczem zabity. Tu się okazuje wytrwałość i wiara świętych,, - Objawienie Jana 13:10 BT


,,Tu się okaże wytrwanie świętych, którzy przestrzegają przykazań Bożych i wiary Jezusa,, - Objawienie Jana 14:12 BW
Odpowiedz
#2
jedno ze świadectw z książki "UCIŚNIONE NARODY KOREA PÓŁNOCNA" :

,,Kiedy kilka lat temu do drzwi pewnego misjonarza w północnych Chinach zapukało czterech młodych ludzi, zrozumiał on, że musi im pomóc. Paul (imiona wszystkich osób w tym tekście zostały zmienione ze względu na ich bezpieczeństwo) pracował z Koreańczykami, którzy przekroczyli północnokoreańską granicę, pomagając im zdobyć jedzenie i dzieląc się z nimi miłością Chrystusa.
Misjonarz Paul zachęcił czwórkę swoich gości do przybrania pseudonimów, ponieważ ich obecność w Chinach i w jego domu była nielegalna, a więc nawet jeśli ich rozmowy byłyby podsłuchiwane i ktoś doniósłby na nich, to milicja nie pozna ich prawdziwych imion. Młodzi chłopcy byli na tyle sprytni, że nie wybrali zwykłych koreańskich imion, ale nazwali się : Ołówek, Gumka, Pióro i Spinacz. Imiona zaproponował chłopak, który siebie nazwał Ołówkiem. Sprawiał wrażenie niezdyscyplinowanego, pozbawionego kontroli dzieciaka, który nie chciał dorosnąć.
Paul dzielił się z nimi ewangelią i wszyscy czterej oddali swoje życie Chrystusowi. Kiedy zaczął ich nauczać o wierze chrześcijańskiej, doszedł do wniosku, że trzej z nich mieli w sobie potencjał, by zanieść ewangelię do swojego rodzinnego kraju. Lecz Ołówek nie prezentował sobą niczego szczególnego. Nie potrafił się w ogóle skupić. Kiedy Paul próbował nauczać, Ołówek kreślił coś na kartce lub wpatrywał się pustym wzrokiem w dal. Trzej przyjaciele kochali swojego przyjaciela i Jego spontaniczną osobowość. Paula jednak irytował Ołówek. Zastanawiał się, czy w życiu tego młodego człowieka wydarzy się kiedykolwiek coś dobrego.
Po upływie kilku miesięcy misjonarz doszedł do wniosku, że powinien posłać kogoś z powrotem do Korei Północnej. Nie wybrał jednak ołówka. Wyczuwał, że chłopak nie jest gotowy ani nawet zainteresowany tego rodzaju misją. Mimo, że Paul nie liczył na Ołówka, pozostała trójka nie chciała ruszyć się nigdzie bez swojego przyjaciela. W czwórkę przeprawili się z powrotem do Korei Północnej. Zanim wyjechali, Paul zapewnił ich: ,,Niezależnie od tego, co będziecie robić i w jakie kłopoty wpadniecie, pamiętajcie że zawsze możecie tutaj wrócić, a ja postaram się wam pomóc".

Mijały miesiące, a od grupy nie było żadnych wieści. Paul zastanawiał się, czy udało im się bezpiecznie przeprawić przez rzekę i czy nie zostali zatrzymani przez żołnierzy patrolujących teren i oddających strzały na oślep. Sześć miesięcy po przeprawieniu się do Korei Północnej trzech chłopców zostało aresztowanych przez służbę bezpieczeństwa. Ołówek z przerażeniem obserwował, jak milicjanci pobili jego przyjaciół i aresztowali ich za opowiadanie innym o Chrystusie. Kiedy samochód odwożący przyjaciół zniknął z pola widzenia, Ołówek zaczął uciekać. Po jakimś czasie dowiedział się, że zabrano ich do obozu koncentracyjnego i nigdy więcej już ich nie zobaczył. Ołówek bał się spotkań ze znajomymi. Bał się, że może szukać go milicja. Zamiast wrócić do krewnych, postanowił zostać żebrakiem.
Często myślał o swoich przyjaciołach i podziwiał ich w duchu za to, jak dzielili się ewangelią. Przy każdej okazji opowiadali o Chrystusie i o nadziei, jaką Jezus wlał w ich życie mimo beznadziejnych okoliczności. Wydawało się jednak, że Ołówek nigdy nie będzie w stanie podzielić się swoją wiarą. Wysychało mu w ustach, trzęsły mu się ręce, nie potrafił wydobyć z siebie słowa. Czasami inni żebrzący, widząc nadzieję w jego oczach, otwierali się na rozmowę o Jezusie Chrystusie i mówili: ,,Ty jesteś jakiś inny. Nawet nie wyglądasz jak Koreańczyk z Północy". Ale nawet wtedy Ołówek nie był w stanie powiedzieć im, że ta różnica pochodzi z wnętrza, w którym mieszka Jezus.
Pewnego dnia przypomniał sobie słowa Paula: "Możesz zawsze wrócić, a ja postaram się tobie pomóc". Ale czy naprawdę ? Przecież przez większość czasu odnosił się lekceważąco do tego, co mówił Paul. Postanowił jednak przeprawić się przez rzekę do Chin, odszukać Paula i przekonać się, czy naprawdę mu pomoże - i czy w ogóle o nim pamięta.
Minęło osiem miesięcy, odkąd czterech młodzieńców przekroczyło rzekę Tumen. Teraz pozostał sam, by zawrócić z obranej przez nich drogi. Ze łzami w oczach Ołówek opowiadał misjonarzowi o losie swoich przyjaciół. O tym, jak jasnym światłem i świadectwem Chrystusa byli jego przyjaciele, podczas gdy on stchórzył i ukrył się ze strachu, gdy tamci zostali skuci i aresztowani. ,,co zamierzasz zrobić z resztą swojego życia?" - zapytał Paul Ołówka. ,,Chciałbym nauczyć się być tak samo odważnym jak moi przyjaciele i nie bać się dzielić ewangelią Jezusa".
Misjonarz, który kiedyś przekreślił młodego człowieka i założył, że w jego życiu nigdy nie pojawi się żaden dobry owoc, teraz musiał odłożyć na bok swój osąd i spędził dwa intensywne miesiące, inwestując w duchowy rozwój Ołówka. Obserwował, jak wiara młodego człowieka rośnie, a jego oddanie Chrystusowi pogłębia się, kiedy razem studiowali Biblię i modlili się. "Czego jeszcze potrzebujesz?" zapytał Paul. Wydawało mu się, że Ołówek jest gotów przekroczyć ponownie rzekę i wrócić do swojego kraju.

Chłopak, który zawsze zdawał się mieć rozbiegane myśli, patrząc teraz prosto w oczy swojemu przyjacielowi, a zarazem mentorowi, odpowiedział: "Nie potrzebuję już niczego więcej".
Paul pomógł Ołówkowi skontaktować się z wierzącym małżeństwem w Korei Północnej i we trójkę rozpoczęli służbę wśród bezdomnych. Tysiące cierpiących, głodnych ludzi potrzebowało nadziei. Małżeństwo uczyło Ołówka, jak nawiązywać rozmowę i jak kierować dyskusję na temat Ducha Świętego i wieczności. Ołówek nauczył się w końcu dzielić historiami z Ewangelii z najbiedniejszymi z biednych. ,,Gdzie poznałeś tę tajemniczą historię?" - pytali go ludzie. Jeden żebrak podszedł do Ołówka i zwierzył mu się, że również jest chrześcijaninem. Inni prosili, by opowiedział im więcej takich historii albo żeby zaczął od początku i jeszcze raz opowiedział im to samo. Ołówek prowadził tę służbę przez pięć miesięcy zasiewając ziarno, podlewając, modląc się i znowu podlewając. Pewnego dnia we trójkę dzielili się ewangelią z grupą żebraków. Niektórym rozdawali broszury, a jednemu podarowali Biblię. Młody żebrak poszedł do domu i z dumą pokazał książkę matce, opowiadając jej o miłych ludziach, którzy mu ją ofiarowali.
Matka wiedziała, że jest to książka religijna i że jako taka jest nielegalna. Czy cała rodzina nie będzie przez to aresztowana ? Wzięła Biblię i poszła z nią na milicję. Tam wysłuchano, co ma do powiedzenia, a następnie przesłuchano jej syna. w końcu kazali wskazać mu miejsce, w którym dostał Biblię. Ołówek nadal tam był i chłopak przedstawił go milicjantom jako tego, który ofiarował mu zakazaną księgę. Ołówka aresztowano. Małżeństwo, z którym pracował, również zostało aresztowane.

Na posterunku pytania przerodziły się szybko w przesłuchanie, a potem w tortury. Milicjanci domagali się wyjaśnienia, skąd Ołówek miał Biblię. Zaoferowali mu, że puszczą go wolno, jeśli wyrzeknie się Jezusa. Ołówek stanowczo odmówił. ,,Powierzyłem moje życie Jezusowi - powiedział - Nie mogę się Go wyprzeć". Zamiast ujawnić źródło pochodzenia Biblii, opowiedział milicjantom o Piórze, Gumce i Spinaczu - o ich oddaniu Chrystusowi i o tym jak bez lęku Go naśladowali. ,,Kiedyś nie potrafiłem być taki jak oni. Bałem się, lecz teraz nie boję się, ponieważ Jezus jest ze mną" - mówił.
Chcąc przerwać nastolatkowi, rozwścieczeni odwagą Ołówka milicjanci, zaczęli go bić. Lecz to nie zmieniło, jego nastawienia do Chrystusa. ,,My w Korei Północnej jesteśmy wielkimi grzesznikami, ponieważ nie wierzymy w Boga - mówił Ołówek. - Nawet jeśli mnie zabijecie, pewnego dnia poznacie prawdę, jaką wyznaję i też zostaniecie chrześcijanami".
Słowa te jeszcze bardziej rozsierdziły milicjantów. Wyrwali Ołówkowi wszystkie paznokcie i ledwo żywego wysłali go do obozu pracy dla więźniów politycznych.
Aby złamać jego ducha, wydano rozkaz, by nie dawać mu jedzenia. Ołówek nigdy jednak nie skupiał się na swoim głodzie czy trudnościach.
Każdego dnia powtarzał innym więźniom: "To Jezus daje mi siłę , by iść dalej". Dzięki jego wytrwałości w dzieleniu się miłością Chrystusa, pomimo doskwierającego głodu, wielu w obozie zwróciło się do Chrystusa.

Po dwóch miesiącach spędzonych w obozie Ołówek zmarł. Nie dożył swoich 20 urodzin. Jego ciało wywieziono z obozu, ale owoc jego służby przetrwał. Krótko po jego śmierci chrześcijańskie małżeństwo, które służyło razem z Ołówkiem, zostało zesłane do innego obozu. Kiedy się tam znaleźli, byli zdziwieni, że spotkali chrześcijan, którzy opowiedzieli im o śmierci ich przyjaciela i współpracownika.
Po kilku dniach dowódca obozowej służby bezpieczeństwa wezwał ich do swojego biura. Powiedział im, że śmierć Ołówka nie daje mu spokoju. Wiedział, że coś łączyło ich z chłopcem i oświadczył, że wypuszcza ich na wolność. Ku ich zaskoczeniu parę dni później ten sam oficer zapukał do drzwi ich domu. chciał z nimi jeszcze porozmawiać.
,,Torturowałem i zabiłem wielu ludzi - powiedział - ale odkąd zmarł ten chłopak, odczuwam niepokój". Opowiedział im o odwadze ich przyjaciela i jego radosnym usposobieniu, które przejawiał, mimo że jego ciało słabło. Kiedy oficer skończył, małżonkowie powiedzieli mu, że powinien uklęknąć. Wyjaśnili mu, dlaczego Ołówek był inny. Tłumaczyli, że to Jezus, który żył w chłopcu, obdarzył go odwagą, pokojem, siłą, ponieważ Ołówek podporządkował Mu całe swoje życie.
Kiedy skończyli, pomodlili się razem i oficer zaprosił ich do sienie. Udali się z nim do jego dużego domu. Wewnątrz zebrało się ośmioro członków jego rodziny i kilku pracujących w obozie żołnierzy, razem ze swoimi rodzinami słuchali bardzo uważnie, jak młodzi małżonkowie opowiadali o miłości Jezusa, o Jego śmierci na krzyżu za ich grzechy i o planie odkupienia. Niektórzy płakali w ukryciu. Kiedy małżonkowie skończyli mówić, ku zaskoczeniu oficera, wstała jego matka i powiedziała wszystkim, że od 50 lat jest chrześcijanką, ale to ukrywała.
,,Teraz już nie wstydzę się mojej wiary - powiedziała i zwróciła się do małżeństwa: chciałabym, abyście pomodlili się za mnie, ja zaś chciałabym złożyć Jezusowi dziesięcinę". Następnie odwróciła się do pozostałych i zapytała: "Kto z was chce oddać swoje życie Jezusowi ?". Wszyscy zgromadzeni podnieśli rękę. Jeszcze tego wieczoru wszyscy zostali ochrzczeni. ,,Nie byłem zbyt miły dla ołówka, ponieważ nie wierzyłem, że coś z niego będzie" - przyznał z pokorą Paul.
Jednak przykład i odwaga tego młodego człowieka przyprowadziły wielu do Chrystusa.,,
Odpowiedz
#3
,





10 historii : http://www.youtube.com/watch?v=XnzvgXNCQ5g
Odpowiedz
#4
http://www.gpch.pl/przesladowani/wiezniowie/940-said-abedini

, http://www.gpch.pl/wiecej-wiadomosci-z-iranu/923-iran-najnowszy-gboko-poruszajcy-list-pastora-saida-abediniego-z-wizienia : "Moi drodzy Przyjaciele!

Piszę z serca.

Warunki, jakie tu panują, są tak ciężkie, że oczy mam zamglone, nie mam siły chodzić, a moje kroki stają się słabe i chwiejne.

Różne nękające mnie grupy, wojna psychologiczna, rok niewidzenia się z rodziną, przemoc fizyczna, działania mające na celu upokorzenie mnie, zniewagi, wyśmiewanie, konfrontacja z ekstremistami, którzy tworzą więzienie w więzieniu, i grożenie śmiercią…

Ciekawe, że ponieważ jestem pastorem chrześcijańskim, jestem bacznie obserwowany. Oczekuje się ode mnie, że będę się uśmiechać pomimo tego, co mi wyrządzają i że będę rozumiał, dlaczego robią te wszystkie rzeczy. Oczywiście wyraźnie widzę, co się dzieje, a ponieważ chcę służyć Bogu, postrzegam te wszystkie trudności jako doskonałą ku temu okazję. Są tu puste naczynia, które są spragnione smaku Żywej Wody. Możemy ugasić ich pragnienie, dając im Jezusa Chrystusa. Być może i Ty także jesteś w takiej sytuacji, zatem módl się i proś Boga, aby Cię użył i pokierował tobą pośród presji i trudności Twojego życia.

Są też tacy, którzy są wrogami Żywej Biblii i nie chcą słuchać. Starają się poddać mnie tak straszliwej presji (czasem nie do zniesienia), aby pokazać mi, że moja wiara jest pusta i nierzeczywista. Po tych wszystkich uciskach, po tych wszystkich gwoździach, które wciskali w moje ręce i stopy, czekają tylko na jedno… abym zaparł się Chrystusa. Nigdy jednak tego ode mnie nie usłyszą. Dlatego, że Biblia jest Prawdą, a oni są na drodze do zguby.

Jest też inna grupa, która nie zna Ewangelii Prawdy. Zamiast prawdziwie słuchać i rozważać Boże Słowo, patrzą tylko, jak zareaguję na wszystkie naciski i prześladowanie z ich strony. Co ze mnie wyjdzie po tych intensywnych doświadczeniach? Jednak i to stanowi kolejna cudowną okazję, abym świecił światłością Chrystusa w tym ciemnym świecie i pozwolił, aby Bóg mnie użył.

Wczoraj, kiedy śpiewałem pieśni uwielbienia, lider mojej celi zaatakował mnie, aby powstrzymać mnie od oddawania chwały Bogu, ale w reakcji na to uścisnąłem go i okazałem miłość. Był zszokowany.

To właśnie w tych trudnych warunkach głęboko potrzebuję Bożej Zbawczej Łaski, abym mógł być wonnością Chrystusa w ciemnościach więzienia Evin. Często widziałem Jaśniejącą Jutrzenkę w mrokach tego więzienia i oglądałem Jego zadziwiające i ponadnaturalne dzieła. O, jak pięknie jest widzieć światło Jaśniejącej Jutrzenki Chrystusa w tak pełnej zła ciemności.

Zatem:

· Dostrzegaj doskonałe okazje w uciskach i trudnościach.
· Zobacz Jaśniejącą Jutrzenkę w ciemnych okresach swojego życia.

Kocham Boga, a On jest dla mnie Łaskawy, Miłosierny i Sprawiedliwy. Teraz wiem, że nie zostałem zapomniany i że jesteśmy razem na tej drodze. On obdarza mnie Łaską.

Oto moje przesłanie dla Kościoła: Pozostań Mocny dla Jego Chwały. On wkrótce powróci. Bądź z Bogiem i pracuj z całych sił dla Jego Królestwa.

Kocham was wszystkich.

Pastor Said, sługa Jezusa Chrystusa w więzach za wierność Ewangelii "
Odpowiedz
#5
"modlitwy szept" : https://www.youtube.com/watch?v=07VvJ9VI3Sg
Odpowiedz
#6
http://www.opendoors.pl/mediateka/01_oblok_swiadkow/ ,,Erytrea: Tajemnica Czerwonej Ziemi,, http://www.opendoors.pl/mediateka/01_oblok_swiadkow/2379263/ : " [...] Nie zobaczył więc tego, jak z zimnej podłogi podnosi się powoli kilkunastu ludzi. Ubrani są w brudne od kurzu, potu i krwi długie galabije, w których spędzają zarówno dnie, jak i noce. Wszyscy mężczyźni mają wielotygodniowy zarost na twarzach, ponieważ – od kiedy zostali zamknięci w tym miejscu – nie mieli szans na jakąkolwiek toaletę. Po kilku minutach rozcierania, zdrętwiałych od nocnego chłodu, dłoni klękają obok siebie ze spuszczonymi głowami. W ten sposób rozpoczynają każdy poranek. Jeden z nich, imieniem Dawit – wysoki mężczyzna z zapadniętymi policzkami – mówi zachrypniętym głosem: „Bracia, podziękujmy Bogu za nowy dzień i poprośmy Go o siły do tego, żeby i dziś godnie reprezentować naszego Pana Jezusa Chrystusa”. „Amen... amen...” – rozlegają się głosy pozostałych. „Nasz brat Isaias czuje się coraz gorzej. Przez całą noc miał okropne dreszcze” – odzywa się jeszcze ktoś - „Obawiam się, że bez leków długo już nie wytrzyma. Pomódlmy się i za niego”. Reszta klęczących smutno kiwa głowami.

Ktoś wstaje i poprawia postrzępioną galabiję okrywającą skulonego, starszego mężczyznę. „Shukran. (dziękuję)” - pada z popękanych ust Isaiasa.

Modlą się, dopóki nie przerywa im gwałtowne wejście uzbrojonych ludzi w wojskowych mundurach. Wykrzykują kilka nazwisk. „Wyłazić! Szybciej!” – nakazują. Wywołani wychodzą, popychani kolbami karabinów. Zanim drzwi zamykają się za nimi, jeden ze strażników rzuca pozostałym dwie plastikowe butle napełnione niezbyt czystą wodą. Dawit, ten który wcześniej kierował modlitwą, podnosi je i ciężko wzdychając zwraca się do pozostałych: „Dziś tylko dwie. Musimy je dobrze zagospodarować, bracia”. W samo południe nad całym terenem szkoleniowym zalega cisza. Ptaki siedzą na rzadkich, okolicznych drzewach, ukryte w cieniu liści. Węże chowają się pod kamieniami. Nie słychać komend, ani rozmów wojskowych. Wszyscy unikają palącego słońca. Ci, których zamknięto w kontenerze siedzą lub leżą w ciszy. W ich metalowym więzieniu temperatura dochodzi teraz do kilkudziesięciu stopni. Trudno złapać oddech. Tę najcięższą część dnia trzeba przeczekać w bezruchu i milczeniu, by nie tracić sił. Nagle ktoś nie wytrzymuje i wołając, że musi zaczerpnąć powietrza prosi rozpaczliwie towarzyszy niedoli, by pomogli mu wspiąć się do otworu w suficie. Kilku, mających jeszcze odrobinę sił, pomaga mu.

Ponieważ nie jest wysoki, prostuje się i wyciąga szyję, by znaleźć się jak najbliżej kawałka nieba, widocznego nad głową. Bierze kilka głębokich wdechów. Choć z kwadratowej dziury bije żar, przez chwilę odczuwa ulgę. Musi jednak wrócić na dół, by zamienić się i podźwignąć do okna innego ze współwięźniów. Nie wszyscy korzystają z możliwości tych paru haustów świeżego powietrza. Część nie ma już i na to siły. Są wyczerpani i wygłodzeni. Niektórym podczas tortur połamano ręce i nie dopuszczono lekarza, by nastawił kości. Kilku poważnie choruje. [...]Zamkniętym w metalowej skrzyni powoli mijają kolejne, wyczerpujące dni, tygodnie i miesiące. Odrobina wytchnienia nadchodzi jedynie w krótkim okresie, który przynosi opady. Stojąc wówczas pod otworem w suficie, łapczywie łowią ustami wpadające do wnętrza krople. Pozwalają ubraniom moknąć. Nareszcie mogą pozbyć się z ciała brudu i zaschniętej krwi. Wiedzą, że niebawem na pochmurne niebo powróci słońce i temperatura nieubłaganie zacznie rosnąć. Znowu nie zdołają uciec przed skwarem i pragnieniem. Korzystają więc z wdzięcznością z tych rzadkich deszczowych dni.

Ale od okrucieństwa prześladowców nigdy nie ma odpoczynku ani ucieczki.
Jedyne, co mogą zrobić; jedyne, co im pozostaje – to każdego dnia uklęknąć i prosić Boga o to, by coraz słabsza ręka nie wzięła długopisu i nie złożyła podpisu pod wydrukowanym na białym papierze tekstem: Ja, niżej podpisany oświadczam, że wyrzekam się wiary w Jezusa Chrystusa.
Odpowiedz
#7
22 czerwca "W miłości nie ma bojaźni" - 1 list Jana 4:18

Grace Dubb (RPA) - Pewien marksistowski przywódca powiedział kiedyś, że chrześcijańska miłość jest przeszkodą dla rozwoju komunistycznej rewolucji. Powiedział : "Potrzebujemy nienawiści, a nie miłości". Te słowa zostały użyte także wtedy, gdy tłum w Soweto "odwiedził" mojego męża Benjamina. Nasz Pan powołał Benjamina, by głosił przesłanie przebaczenia, miłości i nadziei w tym cierpiącym mieście.
Wielu ludzi przychodziło go słuchać, ale w innych rozpalał się gniew. Wołali: ,,Ty sam jesteś czarny. Dlaczego więc mówisz o miłości do białych?". Odpowiedź Benjamina była zawsze taka sama: ,,Nie powinniśmy nienawidzić ludzi, ponieważ Jezus kocha nas wszystkich: białych i czarnych". ,,Jeżeli nie przestaniesz głosić miłości, zabijemy cię" - odpowiedzieli.
Którejś nocy Benjamin obudził się i w środku nocy zawołał cała naszą rodzinę. Powiedział nam o tych pogróżkach i dodał: ,,Myślę, że oni mnie wkrótce zabiją". Nie mogliśmy uwierzyć własnym uszom. Wiedziałam, że nie jest mu łatwo powiedzieć o tym, i że nigdy nie udałoby mi się przekonać go, by przestał głosić o miłości i przebaczeniu.
Tamtej nocy on modlił się z nami wszystkimi. Spotkanie modlitewne, którego nigdy nie zapomnę. Powiedział: ,,Bądź wierna Jezusowi. Miej miłość do tych, którzy mnie zabiją - ponieważ Jezus ich kocha". To wszystko brzmiało tak dziwnie, ale również tak prawdziwie. Kilka dni później inni czarni zatrzymali jego samochód.
Wyciągnęli go na zewnątrz i pobili tak, że zmarł. Mordercy wzięli jego Biblię i nasączyli jego krwią. Krzyczeli: ,,Chcemy nienawiści!". Ale Benjamin był zwiastunem miłości. A ja? A ty?


23 czerwca "A Jezus rzekł: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią" - Ewangelia Łukasza 23:34

Grace Dubb - Benjamin nie był sam, gdy go zabili. Jeden z naszych synów był z nim. Benjamin junior. Miał tylko 12 lat, ale udało mu się uciec. Ukryty za beczką widział, co zrobili z jego ojcem. Przybiegł do naszego domu w Soweto i powiedział mi o tym, co się stało. Choć mój mąż mówił, że tak się stanie, ja nie mogłam w to uwierzyć.
Mój syn Benjamin poszedł do swojego pokoju i ciągle płakał, przez całą noc. Potem Pan uczynił coś w sercu mojego chłopca. On usłyszał cudowny głos, tak jak słyszał jego ojciec.
Ojciec często mówił mu: ,,Benjamin, jeżeli coś mi się stanie, ty musisz zająć moje miejsce, by spiewać dla Pana".
Następnego dnia wcześnie rano usłyszałam śpiew z pokoju mojego syna. Na początku śpiewał przez ściśnięte gardło, ale potem jego głos stawał się coraz mocniejszy. Słyszałam, że mój chłopiec śpiewa dla Pana. Śpiewał ten werset z Pisma: ,,Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią".
Było mi bardzo trudno zapanować nad sobą. O Panie, uczyń mnie jak moje dzieci. Pomóż mi przebaczyć. Mój syn i ja śpiewamy tę cudowną pieść razem od tamtego czasu, na wielu spotkaniach i w wielu krajach, ludziom, którzy zostali zranieni - i którzy także potrzebują przebaczyć. Ojcze, przebacz nam, ponieważ my także nie zawsze wiemy, co robimy.


24 czerwca "do siedemdziesięciu siedmiu razy" - Mateusza 18:22

Grace Dubb - Kilka lat po śmierci mojego męża mój syn i ja śpiwaliśmy na spotkaniu w Soweto. Dawaliśmy nasze świadectwo o cierpieniu i Bożym zaopatrzeniu. Była cudowna atmosfera na tym spotkaniu. Zaspiewaliśmy naszą pieśń miłości jeszcze raz: ,,Ojcze, odpuść im...".
Wszyscy słuchali jak oczarowani. Potem zostałam poproszona, żeby coś powiedzieć. Przeczytałam fragment z Ewangelii Mateusza 18:21-22: ,,Panie, ile razy mam odpuścić bratu memu, jeżeli przeciwko mnie zgrzeszy? Czy aż do siedmiu razy? (22) Mówi mu Jezus: Nie powiadam ci: do siedmiu razy, lecz do siedemdziesięciu siedmiu razy".
Mówiłam przez jakiś czas, a potem wezwałam ludzi, by przyjęli Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela. Kilku ludzi wyszło do przodu i poprosiło, bym modliła się za nich.
Jeden mężczyzna jednak wahał się. Chyba się czegoś bał. Poprosiłam go, żeby powiedział, co go tak męczy. Powiedział: ,,Potrzebuję twojego Jezusa, potrzebuję przebaczenia. Ja... byłem wśród tych, którzy zabili twojego męża".
Poczułam, jak cała drżę. Byłam przestraszona i niepewna. Co powinnam zrobić? Śpiewanie ,,Ojcze, odpuść im" to jedna rzecz, ale teraz... Wtedy Pan musiał dotknąć mnie, głęboko, bardzo głęboko. Ponieważ On dał mi siłę i odwagę, by objąć tego zabójcę i przebaczyć mu - tak jak Jezus przebaczył nam.
,,Teraz jesteś moim bratem" - szepnęłam. On odszedł jako całkowicie nowa osoba. Podobnie jak ja.
Odpowiedz
#8
http://www.youtube.com/watch?v=qm3WzlbOkcE
Odpowiedz
#9
" Tron łaski
Bóg ustanowił w Niebie szczególny tron – Hebrajczyków 4:14-16.

Zatem mając najwyższego kapłana wielkiego, który przeniknął niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trzymajmy się tego wyznania. Albowiem nie mamy najwyższego kapłana, który by nie mógł z nami cierpieć krewkości naszych, lecz skuszonego we wszystkim na podobieństwo nas, oprócz grzechu. Przystąpmy tedy z ufnością do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i łaskę znaleźli ku pomocy w czasie potrzeby.

Bóg ustanowił TRON ŁASKI. To nie jest tron oskarżenia, potępienia i odrzucenia. To jest tron łaski.
Tron łaski jest postanowiony jako miejsce pomocy w czasie potrzeby.

W chrześcijańskim życiu pojawia się sytuacje, których nie będziemy mogli zmienić przez wiarę. Często przez wiarę (działając w wierze) możemy zmienić niekorzystne okoliczności wokół nas (np. Marka 5:35-41). Jezus oczekuje od nas działania w wierze, manifestowania wiary ku Bożej chwale. Ale są sytuacje, w których musimy stać/ być mocni nawet jeśli okoliczności się nie zmieniają. Łaska jest naszą mocą od Pana. Łaska jest oferowaną nam pomocą w czasie potrzeby. Łaska nie zmieni okoliczności, ale pozwoli nam być mocnymi i zwycięskimi.
Biblia nie pozostawia nam alternatywy w kwestii wyboru pomiędzy mocą i słabością. My mamy być mocni: Efezjan 6:10 „Bądźcie mocni w Panu”.
Paweł nauczył się być mocnym, czerpiąc pomoc i stojąc w łasce nawet w obliczu nie zmieniających się okoliczności: 2Koryntian 12:1-10. Bóg nie zmienił okoliczności w życiu Pawła. Posłaniec szatana nie został usunięty. Ale Paweł był mocny w tym doświadczeniu – łaska wzmocniła go.

Jakie trudne i bolesne sytuacje mogą pojawiać się w naszym życiu, które nie zostaną zmienione przez wiarę?
Prześladowanie – nie ma obietnicy w Bożym Słowie, że nie będziemy prześladowani. Nie możemy powiedzieć: „Panie ja przez wiarę gromie to prześladowanie i dziękuję, że więcej mnie to nie spotka”. Bóg daje łaskę, by stać niewzruszenie w prześladowaniach i próbach. On nie zmieni okoliczności – zmieni nas, nauczy nas czerpać siły z Niego, z Tronu Łaski.
Ludzie mogą nas ranić (nawet w Kościele) – często Bóg nie zmieni tych negatywnych okoliczności. Mogą być bracia, którzy wciąż będą nadeptywać ci na odcisk. Bóg przez łaskę wzmocni cię.
Pokusy – nie ma obietnicy, że nie będziemy kuszeni. Łaska pozwala stać w obliczu pokusy. Jest możliwe nie upaść – Psalm 94:18 „Gdy pomyślałem: Chwieje się noga moja - Łaska twoja, Panie, wsparła mnie.” Wsparcie i siła przychodzi dzięki łasce. Ona jest Bożą pomocą w dniu próby i pokusy.

Musimy nauczyć się przychodzić przed TRON ŁASKI w czasie potrzeby. Nie narzekać na okoliczności, na ludzi wokół nas, ale przyjąć Bożą pomoc – łaskę. " - gostyninblogspot
Odpowiedz
#10
,
"Koszmar chrześcijan ewangelicznych na wschodzie Ukrainy" - https://www.youtube.com/watch?v=CWP2KfS59hY

,
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości