Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Prześladowania za zwiastowanie prawdy!
#1
Prześladowania wiernych i prawdziwych chrześcijan, którzy poszukują prawdy trwa od dawna, najbardziej prześladowani i znienawidzeni byli zawsze ci, którzy dochodzili do dokładnego poznania prawdy oraz głośno sprzeciwiali się "faryzeuszom" i ich fałszywym naukom.


Cytat:Przenieśmy się w czasie do Anglii i Irlandii z przełomu XVII i XVIII wieku. Ogromną władzę sprawował tam wtedy Kościół anglikański, z którym były skłócone poszczególne jednostki oraz całe ugrupowania protestanckie.

Właśnie w takim środowisku Thomas Emlyn przyszedł na świat 27 maja 1663 roku w Stamford w angielskim hrabstwie Lincolnshire. Mając 19 lat, wygłosił pierwsze kazanie. Później został kapelanem pewnej hrabiny mieszkającej w Londynie, a jeszcze później przeniósł się do Belfastu, gdzie mógł wreszcie poprowadzić kościół parafialny. Z czasem usługiwał jako duchowny w różnych miejscach, między innymi w Dublinie.

DLACZEGO OSKARŻONY O BLUŹNIERSTWO?

Emlyn uważnie studiował Biblię. Pod wpływem tych rozważań zakwestionował naukę o Trójcy, w którą wcześniej wierzył. Badając Ewangelie, doszedł do przekonania, że znalazł w nich potwierdzenie dla swojego nowego zrozumienia.

Swoich odkryć Emlyn nie ujawnił od razu. Jednak niektórzy wierni z jego dublińskiego kościoła zauważyli, że w kazaniach przestał wspominać o Trójcy. Ponieważ wiedział, iż jego odkrycia nie zyskają szerszej aprobaty, napisał: „Odkąd wyjawiłem swoje poglądy, nie robię sobie nadziei, że tu zostanę”. W czerwcu 1702 roku dwaj współpracownicy przedstawili mu dowody na to, że pomija w swoich wystąpieniach naukę o Trójcy. Emlyn przyznał, że przestał w nią wierzyć, i złożył rezygnację.

Publikacja, w której Emlyn wyjaśnił na podstawie Pisma Świętego, dlaczego Jezus nie może być Bogiem Najwyższym

Po kilku dniach wyjechał z Dublinu do Anglii. Jednak 10 tygodni później wrócił do Dublinu, żeby załatwić pewne sprawy, a potem na stałe przenieść się do Londynu. Chcąc podczas tego pobytu dowieść słuszności swoich poglądów, opublikował dzieło An Humble Inquiry Into the Scripture-Account of Jesus Christ (Pokorne badanie biblijnego doniesienia na temat Jezusa Chrystusa). W opracowaniu tym jednoznacznie wyjaśnił na podstawie Pisma Świętego, dlaczego Jezus nie może być Bogiem Najwyższym. To rozwścieczyło członków jego dawnej dublińskiej kongregacji, którzy wnieśli przeciwko niemu oficjalną skargę.

Emlyn został aresztowany i 14 czerwca 1703 roku stanął przed Sądem Ławy Królewskiej w Dublinie. Jak zanotował w swoich zapiskach z postępowania sądowego, postawiono mu zarzut ‛napisania i wydania książki, w której bluźnierczo i złośliwie twierdził na przykład, że Jezus Chrystus nie jest równy Bogu Ojcu’. Proces okazał się farsą. W skład ławy weszło oprócz sędziów siedmiu biskupów z Kościoła irlandzkiego. Emlynowi nie pozwolono wystąpić z mową obrończą. Wybitny adwokat Richard Levins powiedział mu, że będzie „ścigany niczym wilk wyjęty spod prawa”.
Na koniec procesu Richard Pyne, Lord Naczelny Sędzia Irlandii, oświadczył członkom ławy przysięgłych, że jeśli nie wydadzą spodziewanego werdyktu, to lordowie biskupi dołączą do oskarżonego. W ten sposób przypuszczalnie dał do zrozumienia, że nie ominie ich kara.

„Cierpię za to, jak postrzegam jego [Boga] prawdę i chwałę” (Thomas Emlyn)

Kiedy Emlyn został uznany za winnego, prokurator chciał wycofać oskarżenie. Emlyn odmówił. Został skazany na grzywnę oraz na rok pozbawienia wolności. Ponieważ nie miał z czego zapłacić, spędził w więzieniu dwa lata, dopóki jeden z jego przyjaciół nie przekonał władz, by zmniejszyły wysokość kary pieniężnej. Emlyn wyszedł na wolność 21 lipca 1705 roku. Pod wpływem doznanych upokorzeń wypowiedział słowa cytowane na wstępie: „Cierpię za to, jak postrzegam jego [Boga] prawdę i chwałę”.

Emlyn przeniósł się do Londynu, gdzie w końcu nawiązał kontakt z biblistą Williamem Whistonem, który za publikowanie swoich poglądów na temat prawdy biblijnej również doświadczył ostracyzmu społecznego. Whiston szanował Emlyna, określając go mianem „pierwszego i czołowego krzewiciela ‚starego chrystianizmu’”.

DLACZEGO ODRZUCIŁ NAUKĘ O TRÓJCY?

Podobnie jak William Whiston oraz inny szanowany uczony Izaak Newton, Emlyn odkrył, że Biblia nie popiera nauki o Trójcy, ujętej w „Atanazjańskim symbolu wiary”. Wyjaśnił: „Po wielu poważnych rozmyślaniach i badaniu świętych Pism (...) znalazłem ważki powód, (...) by zmienić swój wcześniej wyznawany pogląd na temat Trójcy”. Uznał, że „Bóg i Ojciec Jezusa Chrystusa jako jedyny jest Istotą Najwyższą”.

Na jakiej podstawie Emlyn wyciągnął taki wniosek? Znalazł sporo wersetów ukazujących różnicę między Jezusem a jego Ojcem. Oto kilka przykładów (uwagi Emlyna wyróżniono kursywą):

Jana 17:3: „Chrystus nigdy nie mówił, że jest tym jednym albo jedynym Bogiem”. Tylko Ojciec został nazwany „jedynym prawdziwym Bogiem”.


Jana 5:30: „Syn nie wykonuje swojej woli, lecz wolę Ojca”.


Jana 5:26: „Życie otrzymał od Ojca”.


Efezjan 1:3: „Jezus Chrystus często jest określany mianem Syna Bożego, ale Ojciec nigdzie nie jest nazwany Ojcem Bożym, bywa natomiast nazywany Ojcem naszego Pana, Jezusa”.


Po rozważeniu wszystkich tych dowodów Emlyn dobitnie oświadczył: „Wbrew temu, co się twierdzi, w Piśmie Świętym nie ma ani jednego wersetu, w którym Ojciec, Syn i Duch Święty zostaliby wyraźnie ukazani jako jedna i ta sama istota”.

Obecnie wielu ludzi boi się występować w obronie nauk biblijnych. Ale Emlyn bez wahania opowiadał się po ich stronie. Zadał pytanie: „Skoro człowiek nie może wyrażać najważniejszych prawd, które jasno i wyraźnie widzi w Piśmie Świętym, to po co miałby je czytać i ich szukać?”. Jeśli chodzi o prawdę, Emlyn nie poszedł na kompromis.

Przykład Emlyna i jemu podobnych osób może nas skłonić do zastanowienia się, czy jesteśmy gotowi stanąć po stronie prawdy, gdy stykamy się z drwinami. Możemy też zapytać siebie: „Co jest dla mnie ważniejsze — uznanie i przychylność otoczenia czy występowanie w obronie prawdy ze Słowa Bożego?”.
źródło:
http://www.jw.org/pl/publikacje/czasopisma/wp20140401/thomas-emlyn/



Psalm 27:14

... bądź odważny i niech serce twe będzie mocne. Tak, pokładaj nadzieję w Jehowie.

Filipian 4:20
... naszemu Bogu i Ojcu chwała na wieki wieków. Amen.

Smile
Odpowiedz
#2
książki o błędach czy oszustwach organizacji Świadków Jehowy :

armageddon 1975 : http://www.piotrandryszczak.pl/armagedon_w_1975_strona_glowna.html


zmienne nauki Świadków Jehowy : http://www.coolshop.pl/product-pol-8885-ZMIENNE-NAUKI-SWIADKOW-JEHOWY.html


kryzys sumienia : http://szaron.pl/zycie-kosciola/3452-Kryzys-sumienia-Franz-Raymond-9788392483205.html : Ta książka po prostu wstrząsnęła Świadkami Jehowy!!!

Konflikt między lojalnością Boga, a lojalnością względem swojej religii.

Wnikliwa obserwacja najwyższej rady religijnej i jej dramatycznej władzy nad życiem ludzi. Autor tej książki był przez wiele lat członkiem Ciała Kierowniczego - najwyższego organu Świadków Jehowy. Stojąc na tym stanowisku był świadkiem wydarzeń, które podważyły jego zaufanie do organizacji. Przeżył wtedy tytułowy "kryzys sumienia", który w konsekwencji doprowadził do opuszczenia szeregów Świadków Jehowy. W swojej książce opierając się na niezbitych dowodach (często na tajnych dokumentach niedostępnych zwykłym Świadkom Jehowy) wprost ukazuje prawdziwe oblicze organizacji. Większość zawartych w niej fotokopii dokumentów jest unikatowa. Większość znawców tematyki uważa tę książkę za najważniejszą książkę o Świadkach Jehowy, jaką kiedykolwiek wydano. Liczbę odejść od organizacji Świadków Jehowy po jej przeczytaniu szacuje się na dziesiątki tysięcy.

Wydanie nowe - zrewidowane, uaktualnione. Książka dostępna obecnie w 13 językach
Odpowiedz
#3
Pudło.

Thomas Emlyn nie był świadkiem Jehowy bo być nie mógł, żył bowiem w latach 1663–1741. Thomas Emlyn to człowiek, który ujawnił na światło dzienne jedną z prawd pośród religijnych kłamstw tego świata.

Emlyn jako jeden z pierwszych ludzi nie bał się ujawnić prawdy biblijnej i udowodnił na podstawie Pisma Świętego że ani trynitarianizm ani binitarianizm nie może być prawdą, ukazał on nieskażoną prawdę taką jaka była ona głoszona i wyznawana przez pierwszych chrześcijan w I wieku, prosta prawda dla prostych ludzi, to fałszywi apostołowie zaczęli wprowadzić zgudne i pokrętne nauki zaczerpnięte z pogańskich wierzeń, twierdzili że mamy różnych bogów dwu lub trzy głowych. Shy

http://zbawieni.com/showthread.php?tid=357&pid=2071#pid2071

Czy Bóg i Jezus to dwie różne istoty?
http://zbawieni.com/showthread.php?tid=280
http://zbawieni.com/showthread.php?tid=280&pid=1434#pid1434
Odpowiedz
#4
Zaznawanie błogosławieństw nawet w czasie udręk








Cytat:Zaznawanie błogosławieństw ‛w porze sprzyjającej i uciążliwej’


Opowiada Trophim Nsomba



URODZIŁEM SIĘ w marcu 1930 roku w wiosce Namkumba, niedaleko miasta Lilongwe, w obecnym Malawi. Moi krewni i przyjaciele już wtedy wiernie służyli Jehowie. W roku 1942 oddałem swoje życie Bogu i zostałem ochrzczony w jednej z naszych malowniczych rzek. Przez następnych siedemdziesiąt lat starałem się robić to, do czego apostoł Paweł zachęcał Tymoteusza — ‛głosić słowo, czynić to pilnie w porze sprzyjającej i w porze uciążliwej’ (2 Tym. 4:2).

Na początku 1948 roku do Malawi po raz pierwszy przyjechali Nathan Knorr i Milton Henschel z Biura Głównego Świadków Jehowy w nowojorskim Brooklynie. Ich wizyta rozbudziła we mnie pragnienie służenia Jehowie pełnoczasowo. Ciepło wspominam zachęcające wypowiedzi tych braci. Stojąc na błotnistym polu razem z 6000 obecnych, wysłuchałem z uwagą pokrzepiającego przemówienia brata Knorra zatytułowanego „Nieprzemijający władca wszystkich narodów”.
Kiedy spotkałem Lidasi — uroczą siostrę, która tak jak ja została wychowana w rodzinie Świadków Jehowy — dowiedziałem się, że i ona stawia sobie za cel służbę pełnoczasową. Pobraliśmy się w roku 1950, a trzy lata później mieliśmy już dwoje dzieci. Doszliśmy do wniosku, że mimo obowiązków rodzicielskich mógłbym rozpocząć stałą służbę pionierską. Dwa lata później otrzymałem zaproszenie do usługiwania w charakterze pioniera specjalnego.
Niedługo potem powierzono mi zadanie odwiedzania zborów jako nadzorca obwodu. Dzięki wspaniałemu wsparciu mojej żony udawało mi się godzić te obowiązki z troszczeniem się o rodzinę pod względem materialnym i duchowym *. Ale gorąco pragnęliśmy działać pełnoczasowo oboje. Staranne planowanie oraz współpraca ze strony piątki naszych dzieci pozwoliły Lidasi podjąć służbę pełnoczasową w roku 1960.





Zgromadzenia umocniły nas do stawienia czoła nadchodzącym prześladowaniom
W tamtym sprzyjającym okresie usługiwaliśmy naszym braciom i siostrom w różnych zborach rozsianych od pięknych zboczy masywu górskiego Mlandżi na południu po spokojne brzegi jeziora Niasa, które rozciąga się we wschodniej części kraju. W obwodach, gdzie usługiwaliśmy, było widać ciągły wzrost liczby głosicieli i zborów.
W roku 1962 skorzystaliśmy ze zgromadzenia okręgowego pod hasłem „Odważni słudzy”. Z perspektywy czasu widzę, że takie duchowe uczty były tym, czego akurat potrzebowaliśmy, by się przygotować na czekające nas ciężkie czasy. W następnym roku Malawi ponownie odwiedził brat Henschel, a na specjalne zgromadzenie zorganizowane niedaleko miasta Blantyre przybyło jakieś 10 000 osób. Zgromadzenie to pokrzepiło nas i umocniło do stawienia czoła zbliżającym się trudnościom.
NADCHODZĄ TRUDNE CZASY






Naszą działalność obłożono zakazem, a obiekty Biura Oddziału skonfiskowano
W 1964 roku malawijscy Świadkowie ze względu na neutralną postawę w sprawach politycznych zaczęli przechodzić ostre próby. Wybuchła fala prześladowań, w wyniku której zniszczono ponad 100 Sal Królestwa i przeszło 1000 domów naszych braci. Dalej jednak odwiedzaliśmy zbory, dopóki w roku 1967 rząd Malawi nie obłożył działalności Świadków zakazem. Obiekty Biura Oddziału w Blantyre zostały skonfiskowane, misjonarzy wydalono z kraju, a wielu miejscowych Świadków, w tym ja i Lidasi, trafiło do więzienia. Po wyjściu na wolność ostrożnie kontynuowaliśmy pracę w obwodzie.
Pewnego październikowego dnia w 1972 roku w stronę naszego domu ruszyło około stu członków zbrojnego ruchu politycznego o nazwie Liga Młodzieży Malawijskiej. Ale jeden z bojówkarzy przybiegł przed nimi i powiedział, żebym się ukrył, bo zamierzają mnie zabić. Żona i dzieci schowały się wśród pobliskich bananowców, a ja wspiąłem się na duże drzewo mangowe, skąd obserwowałem, jak napastnicy niszczą nasz dom i dobytek.




Z powodu neutralnej postawy braci palono im domy
Gdy prześladowania przybrały na sile, tysiące Świadków uciekło z Malawi. Nasza rodzina trafiła do obozu dla uchodźców w zachodnim Mozambiku, gdzie przebywała do czerwca 1974 roku. Wówczas poproszono mnie i moją żonę o usługiwanie w charakterze pionierów specjalnych w mozambickim miasteczku Dómue, niedaleko granicy z Malawi. Pełniliśmy tę służbę do roku 1975, kiedy to Mozambik uniezależnił się od Portugalii. W rezultacie razem z innymi Świadkami musieliśmy wrócić do Malawi i do prześladowców, przed którymi wcześniej uciekliśmy.
Po powrocie do kraju otrzymałem zadanie odwiedzania zborów w stołecznym Lilongwe. Mimo prześladowań i najrozmaitszych trudności liczba zborów w obwodach, które obsługiwaliśmy, rosła.
WSPARCIE JEHOWY

Jednego razu zawitaliśmy do wioski, gdzie akurat odbywało się zebranie polityczne. Niektórzy z obecnych rozpoznali w nas Świadków Jehowy i kazali nam usiąść wśród członków młodzieżowego ruchu politycznego o nazwie Młodzi Pionierzy Malawijscy. Żarliwie pomodliliśmy się do Jehowy o pomoc i kierownictwo w tej napiętej sytuacji. Gdy spotkanie dobiegło końca, obecni zaczęli nas bić. Nagle przybiegła starsza kobieta i zawołała: „Zostawcie ich! Ten człowiek jest moim bratankiem! Pozwólcie mu odejść!”. Prowadzący to zebranie kazał nas wypuścić. Nie wiemy, o co chodziło tej kobiecie, która przecież nie była z nami spokrewniona. Uważamy, że Jehowa wysłuchał naszej modlitwy.






W roku 1981 znowu natknęliśmy się na członków wspomnianego ugrupowania. Zabrali nam rowery, bagaż, kartony z książkami i zapiski dotyczące obwodu. Uciekliśmy do domu pewnego starszego. Również w tej sytuacji pomodliliśmy się do Boga. Martwiliśmy się o los odebranych nam dokumentów. Kiedy napastnicy do nich zajrzeli i zobaczyli zaadresowane do mnie listy z całego kraju, przestraszyli się, sądząc, że jestem jakimś urzędnikiem państwowym. Dlatego niezwłocznie zwrócili wszystko w nienaruszonym stanie miejscowym starszym.
Gdy innym razem przeprawialiśmy się przez rzekę łodzią, jej właściciel — miejscowy działacz polityczny — postanowił sprawdzić, czy każdy pasażer ma legitymację partyjną. Zbliżając się do nas, zauważył poszukiwanego przez władze złodzieja. Powstało zamieszanie i tak zakończyła się kontrola legitymacji. Ponownie odczuliśmy życzliwą pomoc Jehowy.
ARESZTOWANIE I UWIĘZIENIE


W lutym 1984 roku podróżowałem do Lilongwe, by przekazać sprawozdania do Biura Oddziału w Zambii. Zatrzymał mnie jednak policjant i przeszukał moją torbę. Ponieważ znalazł w niej literaturę biblijną, zabrał mnie na posterunek i zaczął bić. Potem związał mnie i zamknął razem z osobami przyłapanymi na kradzieży.
Następnego dnia komendant zaprowadził mnie do innego pomieszczenia, gdzie dał mi do podpisania następujące oświadczenie: „Ja, Trophim Nsomba, przestałem być Świadkiem Jehowy, dzięki czemu mogę odzyskać wolność”. Wówczas odpowiedziałem: „Jestem gotowy nie tylko być związany, ale i umrzeć. Wciąż jestem Świadkiem Jehowy”. Gdy odmówiłem złożenia podpisu, komendant się rozzłościł i tak walnął pięścią w biurko, że z pokoju obok przybiegł policjant zobaczyć, co się stało. Komendant powiedział: „Ten człowiek nie chce podpisać, że przestaje głosić. To niech podpisze, że jest Świadkiem Jehowy, a my wyślemy go do Lilongwe, żeby tam był związany”. Tymczasem moja kochana żona zachodziła w głowę, co się ze mną dzieje. Dopiero po czterech dniach dowiedziała się od braci, gdzie jestem.
Na komisariacie policji w Lilongwe byłem traktowany życzliwie. Komendant powiedział: „Masz tu talerz ryżu, bo trafiłeś za kratki ze względu na Słowo Boże. Inni, którzy się tu znaleźli, to złodzieje”. Potem odesłał mnie do więzienia Kachere, gdzie spędziłem pięć miesięcy.
Z mojego przybycia bardzo się ucieszył naczelnik więzienia. Chciał, żebym zastąpił w nim dotychczasowego pastora, któremu oświadczył: „Już nie chcę, żebyś uczył ze Słowa Bożego, bo siedzisz tu za kradzież w swoim kościele!”. Tak więc na cotygodniowych spotkaniach organizowanych dla więźniów miałem ich pouczać na podstawie Biblii.
Po jakimś czasie sytuacja się pogorszyła. Funkcjonariusze więzienni wzięli mnie na przesłuchanie, żeby się dowiedzieć, ilu Świadków działa w Malawi. Moja odpowiedź ich nie zadowoliła, więc pobili mnie do nieprzytomności. Innym razem chcieli ustalić, gdzie się znajduje Biuro Główne. Powiedziałem: „To proste pytanie, więc wam odpowiem”. Policjanci się ucieszyli i włączyli magnetofon. Wyjaśniłem, że o naszej głównej siedzibie wspomina Biblia. Zdumieni, spytali: „W którym miejscu?”.
„W Izajasza 43:12” — odparłem. Odszukali ten werset i uważnie go przeczytali: „Wy zatem jesteście moimi świadkami — brzmi wypowiedź Jehowy — a ja jestem Bogiem”. Słowa te czytali trzy razy, po czym zapytali: „Jak to możliwe, żeby wasza siedziba była w Biblii, a nie w Ameryce?”. Odpowiedziałem: „Świadkowie Jehowy w Ameryce również uważają, że w tym wersecie opisano ich Biuro Główne”. Ponieważ nie dowiedzieli się ode mnie tego, na czym im zależało, zostałem przeniesiony do więzienia w miejscowości Dzaleka, leżącej na północ od Lilongwe.
BŁOGOSŁAWIEŃSTWA NAWET W PORZE UCIĄŻLIWEJ

Do obozu w Dzalece trafiłem w lipcu 1984 roku i tym samym dołączyłem do 81 osadzonych tam braci. W obozie tym przebywało w sumie 300 więźniów, którzy spali stłoczeni na podłodze. Stopniowo braciom udało się podzielić na małe grupy i codziennie rozważać zaproponowany przez kogoś werset. Ogromnie nas to pokrzepiało.
Potem naczelnik oddzielił nas od reszty więźniów. Pewien strażnik powiedział nam w tajemnicy: „Władze nie czują do was nienawiści. Trzymają was tutaj z dwóch powodów: boją się, że zginiecie z rąk Młodych Pionierów oraz że żołnierze przestraszą się nadchodzącej wojny, o której głosicie, i uciekną”.






Bracia wyprowadzani z sądu po procesie
W październiku 1984 roku wszyscy stanęliśmy przed sądem. Każdego z nas skazano na dwa lata pozbawienia wolności. Tak jak wcześniej zostaliśmy zamknięci razem z więźniami niebędącymi Świadkami. Ale naczelnik zakomunikował wszem i wobec: „Świadkowie Jehowy nie palą. Dlatego strażnicy mają ich nie nagabywać o papierosy ani nie wysyłać po ogień. Oni są sługami Bożymi! Wszyscy Świadkowie Jehowy powinni dostawać jedzenie dwa razy dziennie, bo trafili tutaj nie za przestępstwa, lecz z powodu swoich przekonań opartych na Biblii”.
Z dobrej opinii o nas odnosiliśmy jeszcze inne korzyści. Gdy robiło się ciemno lub padał deszcz, więźniom nie wolno było spacerować. My jednak mogliśmy opuszczać budynek, kiedy tylko chcieliśmy. Wiadomo było, że nie podejmiemy próby ucieczki. Co więcej, gdy pewnego razu pracowaliśmy na polu i pilnujący nas strażnik źle się poczuł, przynieśliśmy go do obozu. Funkcjonariusze wiedzieli, że mogą nam ufać. A zatem dzięki trwaniu w szlachetnym postępowaniu mogliśmy zobaczyć, jak ludzie, którzy nas więzili, wychwalali imię Jehowy (1 Piotra 2:12) *.
NASTAJE PORA SPRZYJAJĄCA

Z więzienia w Dzalece wyszedłem 11 maja 1985 roku. Bardzo się cieszyłem, że znowu mogłem być razem z rodziną! Dziękujemy Jehowie, że w tym niezwykle trudnym okresie pomógł nam zachować lojalność. Kiedy wspominamy tamte czasy, podzielamy odczucia apostoła Pawła, który napisał: „Nie chcemy, bracia, żebyście byli nieświadomi ucisku, jaki nas spotkał (...) Byliśmy bardzo niepewni nawet swego życia. Wręcz czuliśmy w sobie, że otrzymaliśmy wyrok śmierci. Stało się to, abyśmy nie ufali samym sobie, lecz Bogu, który wskrzesza umarłych. Z czegoś tak wielkiego jak śmierć on nas wyratował” (2 Kor. 1:8-10).






Brat Nsomba z żoną Lidasi przed Salą Królestwa, rok 2004
Czasami naprawdę się wydawało, że nie przeżyjemy. Ale zawsze prosiliśmy Jehowę o odwagę i mądrość potrzebną do zachowania pokornego nastawienia, tak byśmy mogli dalej przysparzać chwały Jego wspaniałemu imieniu.
Jehowa błogosławił nam w służbie zarówno w porze sprzyjającej, jak i uciążliwej. Jakże się cieszymy, że w roku 2000 ukończono w Lilongwe budowę Biura Oddziału oraz że obecnie w całym kraju mamy już ponad 1000 nowych Sal Królestwa! Te błogosławieństwa od Jehowy są dla mnie i dla Lidasi wprost niewiarygodnym bogactwem duchowym! *


http://www.jw.org/pl/publikacje/czasopisma/w20150415/blogoslawienstwa-w-porze-sprzyjajacej-i-uciazliwej/




Prośmy Jehowę o odwagę i mądrość potrzebną do zachowania pokornego nastawienia, tak byśmy mogli dalej przysparzać chwały Jego wspaniałemu imieniu. Jehowa błogosławi nam w służbie zarówno w porze sprzyjającej, jak i uciążliwej.

Pomimo prześladowań, możemy wyjść zwycięsko. Smile

Na wszystkie sposoby jesteśmy uciskani, ale nie tak ściśnięci, żebyśmy nie mogli się poruszyć; jesteśmy w rozterce, ale wcale nie bez wyjścia; jesteśmy prześladowani, ale nie pozostawieni własnemu losowi; jesteśmy powaleni, ale nie zgładzeni.
(2 Koryntian 4:8, 9)

http://zwiastowanie.blogspot.com/2015/01/jak-realna-jest-twoja-wiez-z-jehowa.html


Smile
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości