Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Bezgranicznie oddani Chrystusowi
#1
z książki : "BEZGRANICZNIE ODDANI CHRYSTUSOWI" - rozważania biblijne na każdy dzień roku w oparciu o historie prześladowanych chrześcijan :


RUMUNIA - PASTOR FLORESCU - dzień 36 , Pastor Floreescu nie mógł znieść widoku swojego syna, bitego przez funkcjonariuszy komunistycznej służby bezpieczeństwa. Sam również był już torturowany. Nie spał od dwóch tygodni, ponieważ bał się, że zostanie zaatakowany przez wygłodniałe szczury, które komuniści wpuścili do jego celi. Rumuńska służba bezpieczeństwa chciała, żeby wydał pozostałych członków swojego kościoła co pozwoliłoby ich aresztować.
Widząc, że bicie i tortury nie odnoszą skutku, komuniści przyprowadzili zalednwie czternastoletniego syna pastora Florescu Aleksandra i zaczęli go bezlitośnie katować na oczach ojca. Obiecali, że będą bić go tak długo, aż umrze, jeżeli Florescu nie wyjawi nazwisk pozostałych wierzących.
W końcu odchodzący od zmysłów pastor Florescu krzyknął, by przestali. - Aleksandrze, muszę powiedzieć im, czego chcą! - zwrócił się do swojego syna. - Nie mogę już dłużej patrzeć na to, jak jesteś bity.
Posiniaczony, z krwią lejącą się nosa i ust, Aleksander spojrzał swojemu ojcu prosto w oczy i powiedział: - Ojcze, nie czyń mi tego, abym miał zdrajcę za ojca. Bądź mocny! Jeżeli mnie zabiją, umrę ze słowem ,,Jezus" na ustach. Odwaga chłopca rozwścieczyła oprawców, którzy rzucili się na niego i na oczach ojca zakatowali go na śmierć. Aleksander nie tylko sam wytrwał w wierze, ale pomógł w tym także swojemu ojcu.


Czy na tym świecie nie ma sprawiedliwości? Gdy czytamy o potwornych okrucieństwach popełnionych na niewinnych, pytanie to nieuchronnie się nam nasuwa. Wieści o strasznych cierpieniach, zadawanych przez złoczyńców ich ofiarom, mogą zachwiać naszą wiarą. W oczekiwaniu na ukojenie i zmiłowanie Boże, które zdaje się opóźniać, możemy ulec zniechęceniu. Czy na tym świecie można w ogóle liczyć na sprawiedliwość? W odpowiedzi na wołanie naszych serc Biblia naucza zasady: ,,tak i jeszcze nie". ,,Tak", bowiem niektórych złoczyńców spotyka szybko zasłużona kara - tu i teraz. ,,Jeszcze nie", gdyż potężna ręka nieskończonej sprawiedliwości Bożej dopiero spocznie na ziemi. Wydarzy się to na końcu czasu. Czujemy się znużeni ciągłym oczekiwaniem. Bóg jednak niezłomnie dąży do zaprowadzenia ostatecznej sprawiedliwości.





SYBERIA - PAULUS dzień 15, Robiło się późno. Sowiecki oficer od wielu godzin bił i torturował Paulusa. - Nie będziemy cię już więcej torturować - powiedział, uśmiechając się bezczelnie, gdy chrześcijanin spojrzał na niego. - Poślemy cię za to na Syberię, gdzie śnieg nigdy nie topnieje. Jest to potworne miejsce. Ty i twoja rodzina będziecie tam pasować jak ulał.
Zamiast popaść w przygnębienie Paulus uśmiechnął się i powiedział: - Cała ziemia należy do mojego Ojca, kapitanie. Dokądkolwiek byście mnie nie posłali, będę na ziemi mojego Ojca. - Odbierzemy ci wszystko, co posiadasz - kapitan spojrzał na niego surowo.
- Będzie wam potrzebna długa drabina, kapitanie, gdyż moje skarby są zgromadzone w niebie - odpowiedział Paulus z pięknym uśmiechem na ustach.
- dostaniesz kulkę między oczy - krzyknął rozgniewany kapitan. - Jeżeli odbierzecie mi życie w tym świecie, rozpocznie się moje prawdziwe życie, pełne radości i piękna - odparł Paulus. - Nie boję się, że zostanę zabity.
Kapitan chwycił Paulusa za jego postrzępioną więzienną koszulę i wrzasnął mu prosto w twarz: - Nie zabijemy Cię! Będziemy cię trzymać samego w celi i nie pozwolimy nikomu cię odwiedzać!
- Nie zdołacie tego uczynić, kapitanie - odpowiedział Paulus, wciąż uśmiechając się. - Mam Przyjaciela, który potrafi przechodzić przez zamknięte drzwi i żelazne kraty. Nikt nie zdoła mnie oddzielić od miłości Chrystusa.


Pomimo naszej niepewnej przyszłości możemy być pewni jednego: Chrystus stawi jej czoła razem z nami. Bez względu na to, przez jak trudne doświadczenia przechodzimy, nigdy nie jesteśmy sami. Każdy, nawet najbliższy nam człowiek wcześniej czy później nas zawiedzie. Będą takie miejsca w naszej podróży przez życie, do których nikt nie będzie mógł się z nami udać - woda będzie zbyt głęboka. W najlepszym przypadku inni ludzie będą mieli jedynie mętne wyobrażenie o tym, co dzieje się w naszym sercu. Tylko Jezus potrafi przejść przez "żelazne kraty" naszych cierpiących serc i dzielić z nami najtrudniejsze chwile.
Choć w swojej mądrości może nie zechcieć zmienić sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, to jednak z pewnością cały czas będzie z nami, żeby nas prowadzić. Podobnie jak Paulus możesz uśmiechnąć się, wiedząc że masz Przyjaciela, od którego nigdy nie możesz zostać oddzielony
Odpowiedz
#2
z książki : "BEZGRANICZNE ODDANIE CHRYSTUSOWI" - rozważania biblijne na każdy dzień roku w oparciu o historie prześladowanych chrześcijan


Piotr Siemens - Związek Radziecki

dzień 181 - Piotr Siemens ocknął się. Od trzech dni leżał nieprzytomny na brudnej podłodze rosyjskiego więzienia. Został aresztowany za dzielenie się ewangelią z dziećmi. Współwięźniowie brutalnie go pobili w zamian za obietnicę warunkowego zwolnienia, złożoną im przez strażników. Gdy znęcali się nad nim, milczał.
Kiedy odzyskał przytomność, jeden z więźniów zapytał go: - Dlaczego nie krzyczałeś, gdy cię biliśmy?
- Zastanawiałem się, czy bijecie mnie tylko dla swojej przyjemności, nie mając pozwolenia strażników - odpowiedział Piotr przez zakrwawione wargi. - Gdyby tak było i zacząłbym krzyczeć, zostalibyście ukarani za niewłaściwe zachowanie. Nie chciałem, abyście cierpieli, ponieważ Jezus was kocha i ja też.
Te szczere słowa Piotra skruszyły zatwardziałe serca przestępców z jego celi. Więzienną pocztą pantoflową przekazali oni wiadomość, że nikomu nie wolno zrobić mu krzywdy, niezależnie od tego gdzie by go przeniesiono lub jakie nagrody oferowaliby strażnicy.
Pewni więźniowie, którzy czekali na egzekucję, usłyszeli historię Piotra i przesłali mu wiadomość, prosząc o pomoc. Piotr zgodził się i dzięki życzliwości strażników mógł im opowiedzieć o miłości Jezusa. Niewykluczone, że niektórzy z nich jeszcze przed śmiercią oddali swoje życie Chrystusowi.
Piotr był żywym przykładem miłości Chrystusa dla wielu więźniów. Ci, do których ewangelia nie dotarła w żaden inny sposób, przyjmowali jej przesłanie.


Słowa mają wielką moc. Mądra porada, zachęta, serdeczność mogą bardzo pomóc wielu ludziom w ich problemach. Dotyczy to również sfery duchowej. Słowa Piotra Siemensa wypływały z jego miłości do Chrystusa. Dzięki niej potrafił dzielić się ewangelią ze swoimi współwięźniami właśnie wtedy, gdy najbardziej tego potrzebowali. Poddawał się prowadzeniu Bożemu i Bóg używał jego słów, by zmieniać wieczne przeznaczenie wielu więźniów. Czy Bóg użył czyichś słów, by przyprowadzić ciebie do Jezusa? Czy będziesz posłuszny Bogu, gdy będzie cię przynaglał, byś powiedział komuś o Jezusie? Pomyśl o tym, że twój przykład i słowa mogą mieć wpływ na to, gdzie drugi człowiek spędzi wieczność


___

,,...nauczyłem się przestawać na tym, co mam" - list do Filipian 4:11


dzień 190 , Związek Radziecki - Anna Czertokowa - Kaftany bezpieczeństwa były prawdziwą męką dla Anny Czertokowej. Czuła się potwornie z zasłoniętymi rękami, przywiązanymi ściśle do jej ciała. Dla personelu nie była niczym więcej niż zwierzęciem, niewartym tego, by poświęcać mu uwagę.
W zakładzie dla obłąkanych w Związku Radzieckim spędziła dziesięć lat. Nie cierpiała jednak na żadne zaburzenia psychiczne. Sędzia wysłał ją tam, ponieważ była chrześcijanką. Odmowę wyparcia się Chrystusa uznał za przejaw szaleństwa.
Otoczona ludźmi chorymi psychicznie, czasami powątpiewała, czy sama jest przy zdrowych zmysłach. W czasach długich nocy modliła się w duchu do Boga, podczas gdy pacjenci wokół niej krzyczeli ze złości lub strachu. Ona jednak nigdy nie popadła w gniew. Nie wyparła się swojej wiary ani w sądzie, ani w zakładzie dla obłąkanych. Tym, którzy byli w stanie cokolwiek zrozumieć, starała się mówić o Jezusie i być dla nich przykładem miłości Chrystusowej.
,,Serdecznie pozdrawiam was wszystkich w miłości naszego Pana Jezusa Chrystusa - napisała z zakładu dla obłąkanych - Modlę się do Boga, aby uczynił nas pięknymi i doskonałymi w Chrystusie i zajął się wszystkimi naszymi sprawami. Mocno wierzę, że Bóg, który stworzył serce każdego człowieka i bada sprawy śmiertelnych ludzi, dokona oceny mojego sporu z bałwochwalczym ateizmem i wyda sprawiedliwy wyrok."

Chrześcijanie mogą czasami znajdować się w ciężkim położeniu, które wystawia na próbę ich cierpliwość i charakter. Trudna sytuacja mieszkaniowa. Niezrozumiałe poczynania pracodawców. Zbuntowane dziecko. Czy zdołamy ufać Bogu niezależnie od okoliczności? Tak, jeśli nauczymy się sekretu zadowolenia. Biblia uczy nas, że w obliczu zewnętrznych przeciwności musi nami władać wewnętrzne poczucie zadowolenia. Naszą postawę powinien kształtować Bóg, a nie okoliczności. W przeciwnym razie naszą duszę może ogarnąć równie wielki zamęt jak ten, który kłębi się wokół nas. Naucz się lekcji od Anny Czertokowej.
Proś Boga, by nauczył cię sekretu zadowolenia niezależnie od okoliczności, w jakich się znajdujesz.
Odpowiedz
#3
Kuba - Tom White

"Gdy założono mu na głowę czarny kaptur, Tom White nie wiedział, czy jeszcze kiedykolwiek zobaczy światło. – Dokąd mnie zabieracie? – zapytał kubańskich strażników. Nie otrzymał żadnej odpowiedzi.

Przez siedem lat Tom potajemnie dostarczał na Kubę literaturę chrześcijańską.
Wraz z innymi zrzucał broszury ewangelizacyjne z samolotów do oceanu wzdłuż wybrzeży tego komunistycznego kraju. Nie wiedział jednak, czy materiały te docierają w ogóle do kubańskich chrześcijan.
– Proszę, Boże – modlił się – daj nam jakieś potwierdzenie, że nasza praca jest przydatna.
Sześć tygodni później prowadzono go na przesłuchanie do oficera wywiadu kubańskiego kapitana Santosa. Samolot, którym leciał wraz z pilotem Melem Baileyem, rozbił się na Kubie, ich zaś zatrzymano i oskarżono o naruszenie porządku wewnętrznego kraju.– Nasi ludzie znaleźli tego tysiące na plażach i polach! – krzyczał kapitan Santos, trzymając jeden z pakunków wrzucanych do morza lata temu.
Tom starał się zachować poważny wyraz twarzy. – Dziękuję Ci, Panie – modlił się – że odpowiedziałeś na moją modlitwę. Dziękuję, że nasza praca nie poszła na marne. Odpowiedź na modlitwę Toma była kosztowna.
Spędził dwadzieścia jeden miesięcy w kubańskich więzieniach.
Lecz tam właśnie spotkał wielu chrześcijan i dowiedział się, że nawet pod rządami Fidela Castro Kościół Chrystusa rozkwita.
Bóg odpowiedział na jego modlitwę. Czy jako wierzący zdajemy sobie sprawę, że odpowiedź na nasze modlitwy może być kosztowna? Jeżeli chcemy, aby Bóg wysłuchiwał naszych próśb, musimy być gotowi przyjąć Jego odpowiedzi w dowolnych okolicznościach. Odpowiedź na modlitwę jest kosztowna wtedy, gdy nasze życie stanowi jej integralną część. Przedkładamy nasze modlitwy Bogu. Czy jednak równocześnie, jeśli zachodzi taka konieczność, składamy przed Nim swoje życie? Możemy często modlić się za uciskanych. Lecz jak zareagujemy, jeżeli Bóg powoła nas, byśmy włączyli się do misji prowadzonej przez nasz kościół i dostarczyli im żywność i inne potrzebne rzeczy? Prosząc Boga, aby udzielał pomocy potrzebującym, musimy być gotowi stać się częścią rozwiązania, jeśli On nas o to poprosi. Czy modliłeś się w jakiejś sprawie, ale dotychczas nie otrzymałeś jeszcze wyraźnej odpowiedzi? Możliwe, że Bóg czeka, aż będziesz gotowy stać się częścią rozwiązania." - Bezgraniczne oddanie Chrystusowi
Odpowiedz
#4
Związek Radziecki - Georgij Jeltonoszko - dzień 108

Georgij Jeltonoszko wiedział, że władza radziecka nie chce, by głoszono Ewangelię Chrystusa. Miał jednak głębokie przekonanie, że powinien przede wszystkim stosować się do przykazań Boga - nawet jeśli wchodzą one w konflikt z prawami obowiązującymi w jego kraju.
Gdy milicja zastukała do jego drzwi, nie był tym zbytnio zaskoczony. Wiedział, że z powodu rozprowadzanej przez niego literatury wcześniej czy później wpadną na jego trop. Gdy nadszedł dzień procesu, przydzielono mu adwokata z urzędu. Lecz Georgij powiedział sędziemu: - Nie chcę adwokata. Uważam, że postępuję słusznie, a sprawiedliwość nie potrzebuje obrony.
- Czy przyznajecie się do winy - spytał sędzia
- Nie - odparł. - Głoszenie Dobrej Nowiny o Bożej miłości jest obowiązkiem wszystkich chrześcijan.
Sędzia zalecił mu wówczas, by wstąpił w szeregi kościołów działających oficjalnie, które jednak były marionetkami w rękach władzy. Georgij odmówił, bowiem kościół uznawany przez państwo przestrzegał przykazań państwa, nie Boga.
Sędzia był coraz bardziej poirytowany. - Gdzie spotykacie się na nabożeństwa? - zapytał z naciskiem.
- Prawdziwi wierzący oddają Boga cześć wszędzie - odparł Georgij.
Skazano go na 3 lata więzienia, lecz nawet tam nie zaprzestał swojej działalności i oddawał chwałę Bogu. Georgij miał rację. Sprawiedliwość nie potrzebuje obrony.

Czynienie tego "co słuszne", może być chwytliwym mottem życiowym. Ale łatwiej to powiedzieć niż zrobić, jako że to, co słuszne w oczach Boga, często wchodzi w konflikt w opinią ogółu. Walka dobra za złem niejednokrotnie znajduje swoje odzwierciedlenie w szkole, w miejscu pracy, a nawet w sądzie lub kościele. Nie możemy liczyć na to, że nasze otoczenie powie nam, co jest słuszne.
Inni ludzie bowiem mogą mylić pojęcie sprawiedliwości z pójściem na kompromis. Tylko Słowo Boże pozwala nam określić, co jest słuszne w każdej sytuacji. Nasi znajomi mogą nie rozumieć podejmowanych przez nas decyzji lub nie zgadzać się z nimi. Bóg jednak obiecuje, że uszanuje nasze zobowiązanie do postępowania w sposób prawy. A ci, którzy obserwują nasze, życie, dostrzegają z czasem owoc naszych sprawiedliwych czynów.

_____________

CHINY - dzień 121 - "Bądźcie dla siebie nawzajem życzliwi, miłosierni, przebaczając sobie, jak i wam Bóg przebaczył w Chrystusie." - Efezjan 4:21 - Uwspółcześniona Biblia Gdańska

- Zastrzel je, a pozwolimy ci żyć !

Pewien pastor dobił targu z komunistami w chińskim obozie pracy, w którym był przetrzymywany. Lecz dwie młode chrześcijanki, które stały obok niego, postanowiły, że nie wyprą się wiary. Inny więzień, który obserwował tę straszną scenę, opisał ich twarze jako blade, lecz ponad miarę piękne - dogłębnie zasmucone, lecz miłe. Były zdecydowane ponieść śmierć, by nie odwrócić się od Chrystusa.
- Dlaczego mielibyśmy wszyscy umierać? - tłumaczył się pastor. - Jeżeli zabiję was, a mnie pozwolą żyć, to będę mógł nadal służyć w kościołach.
- Zanim nas zastrzelisz - dziewczęta odpowiedziały łagodnie - chcemy podziękować ci za wszystko, co dla nas zrobiłeś. Przyprowadziłeś nas do Chrystusa, ochrzciłeś nas i udzieliłeś nam komunii. Niech Bóg wynagrodzi cię za całe dobro, które nam wyświadczyłeś. Uczyłeś nas również, że chrześcijanie są czasami słabi i popełniają straszne grzechy, lecz mogą otrzymać przebaczenie. Kiedy będziesz nam żałował tego, co nam zrobiłeś, nie popadaj w rozpacz jak Judasz, lecz nawróć się jak Piotr. Pamiętaj też, że nasze ostatnie myśli o tobie nie są pełne nienawiści i gniewu, lecz miłości i przebaczenia. Wszyscy przechodzimy przez okresy ciemności. Umieramy z radością.
Serce pastora było jednak twarde jak głaz. Zastrzelił on obydwie młode chrześcijanki. Zaraz potem komuniści zastrzelili jego.

Uczucie gniewu, rozgoryczenia i nienawiści do rzekomego przyjaciela wydawałoby się uzasadnione. Czy przebaczenie mogłoby w ogóle wchodzić w grę? Jako chrześcijanie musimy okazywać przebaczenie we wszystkich sytuacjach, nawet wtedy, gdy ważą się losy życia i śmierci. Tak jak w przypadku dziewcząt z tej historii, twoja reakcja w obliczu zdrady niesie ze sobą niezwykle wymowne przesłanie. W jaki sposób okazane przez ciebie przebaczenie mogłoby wskazać drogę do Jezusa komuś, kogo znasz?
Odpowiedz
#5
Wyspy Dziewicze - Leonard Dober - dzień 199

- Leonard Dober zastanawiał się, czy Jezus nie uważał, że krzyż był ponad Jego siły, po czym przypomniał sobie słowa, którymi zakończył On swoją modlitwę w ogrodzie Getsemani: ,,Nie moja wola, ale Twoja, Ojcze". Zadanie, przed którym stał Leonard Dobre, wydawało się niewykonalne. Czynił on jednak wolę Bożą, a nie własną.

Uznał bowiem, że Bóg powołuje go, by dotarł z Ewangelią do niewolników na Wyspach Dziewiczych. Postanowił też, że najlepiej osiągnie swój cel, sprzedając samego siebie jako niewolnika, by codziennie pracować z nimi ramię w ramię. Pozwoliłoby mu to dzielić się z nimi miłością Jezusa. Myśl o staniu się niewolnikiem przerażało go i napawała odrazą. Straszliwie bał się tego, jak będzie traktowany. - Ale Chrystus dobrowolnie umarł za mnie na krzyżu - myślał. - Żadna cena nie jest zbyt wysoka, by Mu służyć.
Jednak to nie właściciele niewolników byli najbardziej srogimi prześladowcami Dobera, lecz inni chrześcijanie. Poddawali w wątpliwość jego powołanie do służby wśród niewolników i wyśmiewali się z niego, uważając go za głupca. Lecz Dober nie dał się odwieść od swojego postanowienia. Dotarł na Wyspy Dziewicze pod koniec lat trzydziestych XVIII wieku.
Gdy został sługą w domu gubernatora, obawiał się, że to stanowisko nie zbliży go do niewolników, którym przyjechał usługiwać. Zrezygnował więc z niego i zamieszkał w lepiance, gdzie mógł nawiązywać osobiste kontakty z niewolnikami.
W Ciągu zaledwie trzech lat dzięki służbie Dobera nawróciło się ponad trzynaście tysięcy osób.

Fanatycy. Tak świat nazywa tych chrześcijan, których wiara wydaje się być nieco radykalna. Dziwna. Ekstremalna. Leonard Dober był osiemnastowiecznym ,,fanatycznym" wyznawcą Chrystusa - wolnym człowiekiem, który postanowił żyć jak niewolnik, by pozyskać niewolników dla Jezusa. Był gotów na wszystko, by z głębi serca bezgranicznie oddać się służbie Chrystusowi. Dla Dobera wiązało się to z konkretnym planem, który miał sens tylko dla niego.
Czy zostałeś odtrącony, ponieważ uparcie odmawiałeś pójścia za głosem większości ? Jeżeli Bóg powołał cię, byś zrobił dla Niego coś radykalnego w swojej rodzinie, kościele czy lokalnej społeczności, to musisz być Mu posłuszny. Niech inni nazywają cię szaleńcem, skoro Jezus uzna cię za wiernego.
Odpowiedz
#6
Związek Radziecki - dzień 116 - "Panie, słowo twoje trwa na wieki, Niewzruszone jak niebiosa" - psalm 119:89 BW

Radziecka gazeta Mołodioż Gruzji doniosła o aresztowaniu trzech chrześcijan. Ich przestępstwo polegało na zorganizowaniu łańcuszkowej korespondencji listowej, która miała pomóc mieszkańcom całego Związku Radzieckiego zrozumieć nauki Jezusa Chrystusa.

Ponieważ nie byli w stanie publikować Biblii ani książek chrześcijańskich, zaczęli wysyłać bardzo dużo kopii takich samych listów, prosząc odbiorców o ich powielanie i rozesłanie dalej. Dzięki tej twórczej metodzie dzielenia się Ewangelią tysiące listów dotarło do wielu rejonów Związku Radzieckiego. Lubiły je szczególnie dzieci, ponieważ nie wolno im było uczęszczać do kościoła i listy te odgrywały bardzo ważną rolę w ich edukacji religijnej.
Przyczyniały się one również do umacniania wiary wielu chrześcijan. Po latach represji i infiltracji Kościoła przez władze byli oni gotowi spróbować czegoś odważnego i nowego. Z całego serca pragnęli, by wszyscy poznali miłość Bożą. Pomimo nakładanych na nich restrykcji, dzięki swojej genialnej prostocie udało im się szeroko rozgłosić przesłanie Ewangelii.
W innym artykule było napisane: "Chrześcijanie zalali nasze miasto swoimi pismami". Te skoordynowane działania opisano jako "ofensywę ze strony wierzących"
Któż mógłby przewidzieć, jak dalekosiężne rezultaty może przynieść list puszczony w obieg!

Jeżeli minęło już sporo czasu od chwili gdy po raz ostatni wpadłeś w podziw czytając Pismo Święte, to zwróć się do Boga z prośbą o kolejną szansę. Poproś Go, aby dzisiaj objawił ci moc swojego Słowa i pozwolił ci doświadczyć jego działania.

___________


Związek Radziecki - Nadieżda Słoboda - dzień 51

Nadieżda Słoboda nie mogła opanować entuzjazmu. Właśnie usłyszała o Chrystusie w audycji radiowej, nadawanej na krótkich falach z Europy Zachodniej. Jako pierwsza chrześcijanka w swojej wsi z całego serca pragnęła opowiedzieć swoim przyjaciołom o Bogu, który w cudowny sposób ją zmienił. Wiedziała jednak, że władza surowo zabroniła jakichkolwiek rozmów o Bogu i chrześcijaństwie.
Jej żarliwość przezwyciężyła wszelkie obawy i wkrótce powstał kościół. Gdy okazało się, że milicja nie jest w stanie powstrzymać jego rozwoju, nawet przy użyciu blokad drogowych, Nadieżda została aresztowana i skazana na cztery lata więzienia. Jej pięcioro dzieci przymusowo przeniesiono do szkoły z internatem, w której wpajano im przekonania ateistyczne. Było to dla niej źródłem potwornego cierpienia. Czuła jednak, że jest bliżej Boga niż kiedykolwiek wcześniej i w dalszym ciągu mówiła o Chrystusie innym więźniarkom.
Ponieważ nie chciała przestać głosić Ewangelii, władze więzienia umieściły ją na dwa miesiące w nieogrzewanej izolatce. Był środek zimy i nie pozwolono jej zabrać niczego do przykrycia. Musiała spać na zimnej betonowej podłodze. Gdy wróciła do celi zbiorowej, pozostałe więźniarki pytały ją, jak udało jej się to wszystko przetrwać. - Zasypiałam na zimnej betonowej podłodze, ufając Bogu - odpowiadała - i wokół mnie robiło się ciepło. Odpoczywałam w ramionach Boga.

Większość chrześcijan pamięta takie okresy w swojej duchowej pielgrzymce, gdy ciągle im było mało Boga i Jego Słowa. Żarliwość duchowa była ich drugą naturą. Gorliwość nieustannie im towarzyszyła niczym bliski przyjaciel. Lecz z jakiegoś powodu w miarę upływu czasu żar w naszych sercach ostygł. Możliwe, że nasz entuzjazm zgasiły prześladowania lub jakaś osobista tragedia. A może nie wydarzyło się nic szczególnego, lecz zwyczajne codzienne zajęcia ostudziły naszego ducha i przesłoniły nam Boga. Czy ogień duchowej żarliwości wygasł w twoim sercu i pozostały tylko tlące się popioły ? Jeśli tak się stało, to możesz na nowo rozniecić żar swojej relacji z Bogiem, Poproś Go, aby pomógł ci w tym dzisiaj.


"Pilnujcie się, aby wasze serca nie były obciążone obżarstwem, pijaństwem i troską o to życie, aby ten dzień was nie zaskoczył.35 Jak sidło bowiem przyjdzie na wszystkich, którzy mieszkają na powierzchni całej ziemi. 36 Dlatego czuwajcie, modląc się w każdym czasie, abyście byli godni uniknąć tego wszystkiego, co ma nadejść, i stanąć przed Synem Człowieczym" - Ewangelia Łukasza 21:34-36 - Uwspółcześniona Biblia Gdańska
Odpowiedz
#7
Rumunia - Demeter - dzień 106

"Znosząc jedni drugich i przebaczając sobie nawzajem, jeśli ktoś ma skargę przeciw drugiemu: jak i Chrystus przebaczył wam, tak i wy" - list do Kolosan 3:13 Uwspółcześniona Biblia Gdańska

"Demeter wiele lat cierpiał w komunistycznych więzieniach. Przez cały ten okres pozostawał mocny duchowo, ale z czasem zaczął podupadać na zdrowiu. Pewien strażnik więzienny dla zabawy bił go młotkiem po kręgosłupie, w wyniku czego Demeter został na trwałe sparaliżowany. Nie załamał się jednak i cały czas bezgranicznie ufał Chrystusowi. W końcu wypuszczono go z więzienia.
Dwadzieścia lat później usłyszał pukanie do drzwi swojego domu. Był zupełnie zaszokowany, gdy zobaczył przed sobą tego samego strażnika, który wiele lat temu tak brutalnie pobił go i spowodował jego trwały paraliż. Odniósł się jednak do niego przyjaźnie. Lecz zanim zdążył go powitać, strażnik powiedział: - Wiem, że nigdy nie może mi zostać wybaczone to, co panu zrobiłem. Mój czyn był haniebny. Ale proszę tylko wysłuchać moich przeprosin, a potem sobie pójdę.
Demeter zamilkł na chwilę. Ze współczuciem i zadziwieniem spojrzał na stojącego przed sobą człowieka, po czym odpowiedział łagodnie: - Przez 20 lat codziennie modliłem się o pana. Czekałem na pana. Wybaczyłem panu już 20 lat temu.

Jeżeli jesteśmy gotowi okazywać miłość wszystkim ludziom i wybaczać tym, którzy nas zranili, wówczas miłość Chrystusa zdoła przezwyciężyć wszelkie przeszkody. Większość ludzi nigdy nie będzie cierpieć z powodu zadanego im świadomie bólu fizycznego. Lecz zranienia emocjonalne mogą poczynić w naszym wnętrzu równie wielkie spustoszenie. Obraźliwe słowa, zdrada przyjaciela, rozwód mogą przez całe nasze życie powracać we wspomnieniach. Odczuwamy wtedy pokusę, by żywić urazę do tych, którzy nas skrzywdzili, a może nawet by zemścić się na nich.
Przebaczenie nie przychodzi nam w sposób naturalny, stanowi jednak nieodłączną część Bożej natury. Jeżeli sami zakosztowaliśmy łaski Bożej, to pozwólmy także innym mieć w niej udział. Przebaczenie nie zależy od tego, czy winowajca najpierw sam o nie poprosi. Stanowi ono akt posłuszeństwa, jak również akt wiary. Proś Boga, aby otworzył twoje serce na cud prawdziwego przebaczenia."
Odpowiedz
#8
http://yourlisten.com/www.kzwejherowo.pl/dwie-mioci-zbawcza-i-zabjcza
Odpowiedz
#9
"Indie

Gdy upadła, odruchowo schowała głowę między ramionami i skuliła pod siebie kolana, by ochronić brzuch. Kolejne uderzenie drewnianej pałki spadło na plecy. Było tak silne, że odebrało jej na chwilę oddech. Wymierzono je z całą nienawiścią, jaka wzbierała w nich od miesięcy, od kiedy zaczęła otwarcie mówić:

„Jezus mnie uzdrowił. To On jest prawdziwym Bogiem i Zbawicielem!”.

Oczekiwała następnego ciosu, ale uniesiona ręka cofnęła się, ponieważ ktoś przepchnął się między otaczającymi ją mężczyznami i nagle usłyszała dobrze znany głos. Głos, który ją pocieszał, kiedy w wieku 5 lat przewróciła się i głęboko rozcięła dłoń o potłuczoną butelkę; głos, który wołał ją na pyszną, słodką chałwę; głos, który uczył jak prawidłowo zgnieść i uprażyć zielone strączki kardamonu i ile przyprawy dodać, by słodki dahl był idealny w smaku. Teraz ten sam głos wykrzyczał jej do krwawiącego ucha:

„Masz ostatnią szansę! Wyrzeknij się tej swojej pogańskiej wiary, albo wybijemy ci ją z głowy na zawsze!”.

To był głos jej matki.

***

Latifa była ich drugą córką. Szczupła, dość wysoka, ale nie za bardzo. Skórę miała odrobinę za ciemną, aby w Indiach stanowić naprawdę dobrą partię, ale nadrabiała to miłym i spokojnym usposobieniem, więc nie spodziewano się większych trudności ze znalezieniem dla niej męża. Ojciec miał już na widoku odpowiedniego kandydata i liczył na to, że niebawem córka opuści dom rodzinny. Nagła choroba Latify stanęła na przekór ich planom.

Mogliby ukrywać jej niedomagania, jednak już na pierwszy rzut oka było widać, że z dziewczyną jest coś nie tak. Oczy zapadły się w jej szczupłej twarzy i okalały je coraz ciemniejsze obwódki, na które nie pomagał już nawet okład nasączony sokiem ze świeżo wyciśniętych liści mięty. Podczas najprostszych prac domowych szybko się męczyła i musiała siadać, aby złapać oddech. A kiedy zakręciło jej się w głowie, na której niosła kosz pełen warzyw i wysypała całą zawartość na ziemię, matka zrozumiała, że córka rzeczywiście może mieć problem z zamążpójściem.

Z tygodnia na tydzień było coraz gorzej. Do niczego się już nie nadawała. Nawet zamiecenie korytarza było pracą ponad jej siły. Co robić dalej z takim ciężarem w rodzinie? Nieustępująca choroba córki zaczęła stanowić naprawdę poważny kłopot.

***

Pewnego dnia wysłali ją, aby przyniosła warzyw z odległego od domu pola. Zbliżały się godziny największego upału. Wiedziała, że nie zdąży wrócić zanim gorące, bengalskie słońce stanie w zenicie. Mijała mieszkania z pootwieranymi szeroko oknami i drzwiami, w których jedynie kotary chroniły teraz prywatność. W uszach jej szumiało, a głowa ciążyła tak, jakby wypełniono ją jakimiś ciężkimi kamieniami. Nie mogła iść dalej. Oparła się o najbliższą ścianę. Wydawało się jej, że zapada się w jakąś ciemną i głęboką przepaść.

Gdy z wysiłkiem otworzyła oczy zobaczyła nad sobą zamgloną postać i jakby z oddali, dotarło do niej pytanie:

„Możesz iść?”.

Nie odpowiedziała. Jakieś ręce chwyciły ją mocno pod ramionami i uniosły w górę. Gdzieś ją prowadzono. Szła, powłócząc nogami. Potem znowu wszystko dookoła spowiła mgła...

***

Troskliwa dłoń dotykała jej mokrego od potu czoła. Zaraz potem Latifa poczuła na nim kolejny, zimny okład i ulgę jaką przynosił. Powoli odwracała głowę, aby rozejrzeć się po pomieszczeniu. Znowu musiała chwilę szukać w pamięci informacji: gdzie się znajduje i kim jest ta kobieta z zatroskanym spojrzeniem w niespotykanych, zielonych oczach.

Tak, już sobie przypomniała: to ona zabrała ją z ulicy, prawie zemdloną, do swojego domu. Latifa nie sprzeciwiała się nieznajomej, zresztą nie wystarczyłoby jej na to siły. Poza tym, nie miała dokąd pójść. Rodzice coraz mocniej dawali jej odczuć, jaką kulą u nogi jest córka, u której nie widać perspektyw na wyjście za mąż i rozpoczęcie, wreszcie, samodzielnego życia. Dom rodzinny przestał być miejscem schronienia. Miała pewność, że ani matka, ani ojciec nie będą się zamartwiali, gdy zniknie z ich życia.

„Jak ona ma na imię... ?”, zastanawiała się chora, wodząc wzrokiem za swoją opiekunką krzątającą się teraz przy kuchni. „Wiem już, Aimazan”.

Aimazan nie była muzułmanką. To Latifa zauważyła szybko. Na niskim stoliku leżała Biblia. Kobieta często czytała tę Księgę. Znudzona bezczynnością Latifa poprosiła pewnego dnia:

„Czy możesz mi też poczytać?”.

Aimazan zgodziła się chętnie i z widoczną radością.

Chrześcijanka dwa razy w tygodniu wychodziła na spotkania w kościele. Zostawiała wtedy swoją podopieczną zaopatrzoną w dzbanek zimnej, słodkiej herbaty z mlekiem i wszystkie potrzebne jej w chorobie, przedmioty. Miała je na wyciagnięcie ręki. Nikt nigdy nie troszczył się o Latifę w taki sposób.

„Chcę pójść z tobą na spotkanie chrześcijan”, powiedziała do Aimazan pewnego dnia.

„Masz tyle siły?”, zapytała gospodyni, przypatrując się wychudzonej twarzy dziewczyny.

„Nie wiem, ale chcę spróbować”.

Droga wydawała się nie mieć końca. Serce Latify biło szybko z wysiłku, ale i niepokoju przed nieznanym. Kilka razy musiała prosić Aimazan o odpoczynek w cieniu jakiegoś budynku lub drzewa. Z tego, co się działo, kiedy już dotarły na miejsce pamiętała potem niewiele. Wiedziała jedynie, że podczas wspólnej modlitwy zgromadzonych tam ludzi, wyszła na środek podtrzymywana przez swoją opiekunkę, że położono jej rękę na głowie, i że Bóg chrześcijan również położył na niej swoją dłoń. Wracała odmieniona. Tego przedpołudnia zaczęło się jej nowe życie.

Od tej pory, z każdym dniem utracone siły wracały. Zaczęła wstawać rankiem, jeszcze zanim przebudziła się Aimazan: zamiatała, robiła herbatę, przygotowywała śniadanie i uczyła się modlić do Tego, który ją przygarnął i uzdrowił schorowane ciało i duszę.

Nie mogła nie mówić o tym co jej się przytrafiło. Nie mogła milczeć.

„Latifa, to ty? Dobrze wyglądasz!”, mówiły napotkane sąsiadki rodziców.

„Jezus mnie uzdrowił”, odpowiadała niezmiennie każdemu kogo spotkała.

I wtedy się zaczęło: szyderstwa, pogróżki, wyzwiska ze strony muzułmańskich mieszkańców wioski. Ma przestać mówić w ten sposób! Nakazują jej milczeć o tym, co ją spotkało! Ma natychmiast powrócić do jedynej, prawdziwej wiary: islamu!

Do rodzinnego domu nie miała już wstępu. Pomimo że odzyskała siły i mogła znów pracować - rodzice nie chcieli jej znać. Teraz była winna zdrady. Splamiła honor rodziny. To niewybaczalne przestępstwo, które musi zostać ukarane! Ojciec z matką zaczęli podburzać przeciwko niej i innym chrześcijanom, tutejszą społeczność. Życie stało się niebezpieczne.

***

„Słyszysz mnie?!” - głos matki zabrzmiał jeszcze raz nad piekącym z bólu uchem leżącej w ulicznym piasku dziewczyny. Latifa skuliła się w siebie jeszcze bardziej.

„Tak, słyszę” - odpowiedziała cicho. Nie patrzyła do góry, na otaczających ją ludzi, ale czuła dobrze ich złość. Wiedziała, że gdzieś tu stoi również jej ojciec. Szedł przecież na przedzie rozjuszonego tłumu trzymając w rękach długi, solidny kij. Szedł, aby spełnić swoją powinność wobec nieposłusznego dziecka.

„Więc, co mi odpowiesz?!” - matka potrząsnęła mocno ramieniem Latify.

Córka, odwróciła głowę w jej kierunku i powiedziała głośno i odważnie, jak nigdy w życiu:

„Odpowiem: śmiało, bijcie mnie, rodziców mogę porzucić, ale Jezusa nigdy. To On mnie uzdrowił i będę to zawsze głosić. Nie mogę o tym zapomnieć”.

Grad uderzeń spadł na jej skulone ciało. Latifa bez słowa przyjmowała karę wymierzaną przez ojca i sąsiadów. Bezlitosne ciosy spadały tak długo, dopóki zaciśnięte wokół głowy ręce nie opadły bezwładnie na boki. Latifa straciła przytomność.

Nie zobaczyła tego, jak tłum opuszcza wzniesione przed chwilą kije. Jak mężczyźni wycierają spocone czoła i dłonie. Jak ojciec i matka, nie oglądając się za siebie, pośpiesznym krokiem odchodzą w kierunku domu. Nie czuła zimnego nosa wyliniałego psa, który po rozejściu się ludzi, wyłonił się zza rogu budynku i chwilę węszył przy leżącej na ziemi zakrwawionej kobiecie.

Czyjeś ciekawskie oko, przyglądające się dotąd przez szparę wydarzeniom rozgrywającym się pod domem cofnęło się w głąb mieszkania, a ręce zdecydowanie zasunęły kotarę. Na ulicy zapanował spokój. Z szeroko otwartych okien dochodziły odgłosy codziennej krzątaniny. Jakieś dziecko wołało matkę. Kilka domów dalej zagdakały zaniepokojone czymś kury.

I już tylko znękane ciało Latify, leżące na drodze tej niedużej, bengalskiej wioski, świadczyło o tym, że nie był to zwyczajny dzień, że wydarzyło się tutaj coś, o czym nie można milczeć.

*** ***

W Zachodnim Bengalu żyje 25,2% muzułmanów. Trzy czwarte populacji to hinduiści. Zaledwie 0,6% społeczeństwa to chrześcijanie.

Chrześcijanie są tam zastraszani, obrażani oraz bici, a ich mienie jest niszczone przez ekstremistów islamskich.

„Życie stało się trudne. Jest nam wszystkim ciężko. Społeczny bojkot jest odczuwalny, bolesny i skuteczny, rujnuje chrześcijan materialnie” - mówi jeden z lokalnych liderów chrześcijańskich.

Latifa jest jedną z wielu ofiar prześladowań ze strony muzułmańskich ekstremistów w tamtym rejonie kraju. Obecnie młoda kobieta ukrywa się przed zemstą ze strony swoich najbliższych. " - "Obłok Świadków" - Donata Maliszak - duchowygps.pl
Odpowiedz
#10
, Świadectwo płynące z czytania Psalmów - https://www.youtube.com/watch?v=q1O54FoeuaQ

,
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości