Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
"Jonasz i wielka ryba"
#1
"Jonasza, syna Amittaja, doszło słowo Pana tej treści: Wstań, idź do Niniwy, tego wielkiego miasta, i mów głośno przeciwko niej, gdyż jej nieprawość doszła do mnie. Lecz Jonasz wstał, aby uciec sprzed oblicza Pana do Tarszyszu. A gdy przybył do Jaffy, znalazł tam okręt, który miał płynąć do Tarszyszu. I zapłaciwszy za przejazd wszedł na pokład, aby sprzed oblicza Pana jechać z nimi do Tarszyszu. Lecz Pan zesłał silny wiatr na morze i zerwała się potężna burza na morzu, tak iż zdawało się, że okrętowi grozi rozbicie" (Księga Jonasza 1, 1 - 4).

Tymi słowami zaczyna się jedna z najbardziej znanych opowieści Starego Testamentu. Niezwykła historia Jonasza jest inspiracją dla wielu artystów - dla plastyków, pisarzy, twórców teatralnych. Wspaniale opowieść tą przeniósł na scenę polski Teatr "A". Ale historia ta wzbudza przede wszystkim wiele kontrowersji i jest jedną z tych, które najczęściej wspominane są przez sceptyków próbujących obalić wiarygodność Biblii. Jest tak za sprawą opisu, który znajdujemy dalej w tej historii. Marynarze z tego statku doszli do tego, co jest przyczyną grożącego im niebezpieczeństwa, i oto co uczynili:

"Wzięli więc Jonasza i wrzucili do morza; wtedy morze przestało się burzyć. (...) Lecz Pan wyznaczył wielką rybę, aby połknęła Jonasza. I był Jonasz we wnętrznościach ryby trzy dni i trzy noce" (Księga Jonasza 1, 15 i 2, 1).

Sceptycy mówią: "Spójrzcie na opowieść o Jonaszu! Biblia podaje nam to, jako prawdę, ale przecież nie może istnieć tak wielka ryba! Nie ma takiego wieloryba, który pomieściłby człowieka! To tylko dowodzi, że jest to zbiór mitów!" Myślę, że każdy, kto jest trochę bardziej aktywnym chrześcijaninem spotkał się z takim myśleniem i z takimi argumentami przeciw Biblii. Często nie bardzo wiemy jak na coś takiego odpowiedzieć, więc odpowiadamy tak, jak podpowiada nam wiara: "Przecież Bóg może wszystko, więc mógł stworzyć taką wielką rybę, choćby na potrzebę chwili!" Niestety, to starczy być może wierzącym - choć z pewnością nie wszystkim, agnostyk czy ateista nas zapewne wyśmieje i będzie domagał się od nas czegoś więcej niż słów - faktów, dowodów... Czyż jesteśmy zupełnie bezbronni i czy nie jesteśmy w stanie obronić prawdziwości tej opowieści posługując się potwierdzonymi faktami? Sceptycy są przekonani, że tak właśnie jest, ale...

Czy ryba mogła połknąć Jonasza?
Dr Harry Rimmer, znany kreacjonista, w swojej znakomitej książce "Zgodność nauki z Pismem Świętym" przytacza bardzo ciekawe informacje, które mogą okazać się świetnym argumentem w rozmowie ze sceptykami (pozwalam sobie zacytować obszerny fragment, gdyż ta wydana w Polsce w latach 80-tych przez nieistniejący Zjednoczony Kościół Ewangeliczny publikacja jest obecnie praktycznie całkowicie niedostępna):
"Jedyną wątpliwość stanowi wysuwany przez krytyków fakt, że wieloryb nie ma dostatecznie dużego przełyku, aby móc połknąć człowieka. Trudno pojąć w jaki sposób wieloryb znalazł się w ogóle w tej historii. Biblia nigdzie nie stwierdza, że właśnie wieloryb połknął Jonasza. hebrajskie słowo 'dag', występujące w Starym testamencie 19 razy, jest tłumaczone jako 'ryba'. Wieloryb nie jest przecież rybą, lecz ssakiem. Jest ciepłokrwistym, żyworodnym, a małe karmi mlekiem. W starej wersji tłumaczenia Biblii, także w polskim przekładzie, znalazł się błąd polegający na tym, że rybę nazwano wielorybem. Stało się tak dlatego, że tłumacze nie znali większego pływającego stworzenia, które by pasowało do tej historii. Greckie słowo 'ketos' znaczy 'potwór morski'. hebrajski wyraz oznaczający wieloryba brzmi 'tannin'. Tymczasem Stary testament powiada, że Jonasza połknął wielki 'dag'. Nowy Testament dodaje, że był to 'ketos'. Nigdzie natomiast w oryginalnych tekstach nie występuje stwierdzenie, że był to wieloryb.

I Stary i Nowy Testament twierdzą zgodnie, że ryba lub potwór morski przyjął Jonasza do swego pojemnego żołądka, w którym niezwykły gość rezydował przez trzy dni i trzy noce. Przypuśćmy jednak na chwilę, że tym morskim stworem był wieloryb. Z naukowego punktu widzenia nie jest to wykluczone. Wieloryby tworzą rodzinę genus cetacea. Dzieli się ona na dwa rodzaje. Pierwszy obejmuje wieloryby pod nazwą Denticete, wyposażone w zęby. Większość osobników nie ma zębów szczękowych zewnętrznych, a tylko wewnętrzne, którymi rozrywa pożywienie, przygotowując je do pierwszego etapu trawienia. Ten typ kaszalota (wieloryb wydzielający spermę) osiąga 60 - 65 stóp długości i ma 44 zęby w dolnej szczęce. Jego gardziel jest niezwykle mała. Zanim połknie pożywienie musi je uprzednio pogryźć. Jest więc oczywiste, że wieloryb taki nie mógł połknąć Jonasza, ponieważ z uwagi na mały przełyk musi przeżuwać pokarm przed połknięciem. Stąd wyciągnięto pochopny wniosek, że opis biblijny jest niewiarygodny. Istnieje inny wieloryb tego samego gatunku. Jego nazwa naukowa brzmi 'tiphiide'. Jest mały, osiąga zaledwie 30 stóp długości. Paszczę ma o połowę mniejszą od paszczy omawianego wyżej wieloryba. Natomiast gardziel ma tak dużą, że mógłby bez trudu połknąć człowieka. Wykluczamy go jednak jako jonaszowego gospodarza, ponieważ także jest wyposażony w zęby i przeżuwa pokarm przed połknięciem.
Pomijając szczegółowe opisy przechodzimy do drugiego typu, zwanego 'mysticete'. Wieloryby tej grupy nie mają zębów, natomiast zamiast nich posiadają tarcze z fiszbinu. Są to jakby sita służące do przecedzania pożywienia, o długości od 40 cm do 4 m. Pewien okaz wieloryba z tego typu miał tarczę o szerokości 45 cm w miejscu złączenia ze szczęką. Z tego gatunku wielorybów wyławiano szczególnie wielkie okazy, które stały się przedmiotem niezwykle ciekawych badań i ustaleń. Największy znany wieloryb 'balaenoptera musculus', popularnie zwany 'sulphur bottom', należy do odmiany płetwobocznych. Jeden z tych olbrzymów mierzył ponad 30 m długości, podczas gdy jego krewniacy mają ok 25 m. Pokryte są podłużnymi wgłębieniami wzdłuż całego ciała. Ten szczególny typ nie miałby żadnych trudności z przechowaniem w swoim wnętrzu żywego człowieka. (...) Żołądek tego wieloryba składa się z kilku komór, a w każdej z nich mogłoby się zmieścić kilku ludzi. Dysponujemy przykładami świadczącymi o tym, że wieloryb użycza schronienia wielu żywym istotom.
Jako ssak oddychający płucami wieloryb nie może żyć bez tlenu. Zdobywa go nad wodą, z powietrza. Toteż wszystkie wieloryby mają w głowach odpowiednie komory służące za magazyn tlenu. Komory te znajdują się w przedłużeniu kanałów nosowych i osiągają 5 m długości, 2 m wysokości i 3 m szerokości. Dr Ransome Harvey opowiadał, jak jego przyjaciel, ważący 100 kg, przedostał się do takich komór nieżywego wieloryba, wchodząc do nich przez paszczę. Okazuje się, że kiedy wieloryb chwyci coś, czego nie może połknąć, wpycha to do tych komór. Jeżeli jest to bardzo niewygodny przedmiot, podpływa na płytką wodę i wypluwa go. Niedawno w czasopiśmie 'Cleveland Plain Dealer' cytowano dra Ransome'a Harbey'a opowiadającego o zaginięciu ze statku psa. Po sześciu dniach pies ten został odnaleziony we łbie złowionego wieloryba. Pies był żywy! Faktem jest, że człowiek bez trudności może przetrwać trzy dni i trzy noce we wnętrzu komory mającej 30 m sześciennych przestrzeni.
Pamiętajmy jednak o naszym podstawowym stwierdzeniu, że stwór, który połknął Jonasza, nie był wielorybem.
Istnieją rekiny morskie, które także są objęte hebrajskim terminem 'dag', a które są rybami. Dr Dixon stwierdza, że w muzeum w Bejrucie znajduje się tak duża głowa rekina, że jej posiadacz bez trudu mógłby połknąć największego z ludzi. Dalej stwierdza, iż są miejsca nad Morzem Śródziemnym, gdzie zdarzały się wypadki połknięcia przez białego rekina nawet konia. Znany jest przypadek połknięcia renifera, oczywiście bez rogów. We wnętrzu jednego z rekinów znaleziono zwierzę wielkości wołu.
Znany jest rodzaj rekina, który z pewnością mógłby być 'gospodarzem' Jonasza. Nazywa się rhinodon typus, lecz znany jest także pod innymi nazwami, z których najpopularniejsza to 'rekin-wieloryb'. Niedawno złowiono jednego z nich w zatoce na Florydzie. Był to okaz nieduży, mający 36 stóp długości. rekin ten nazywany jest wielorybem-rekinem z tego powodu, że strukturę jamy gębowej ma podobną do wielorybiej, tzn. nie ma zębów, a pokarm wycedza fiszbinami. Dzięki bardzo pojemnej paszczy bez trudu może połknąć człowieka. Taką możliwość ma zresztą wiele rekinów. Rozpatrzmy kilka przypadków związanych z tymi rybami.
Jeden z nich wydarzył się koło wysp Hawajskich gdzie wody obfitują w rekiny. Zaginął żołnierz mieszkający w jednym z nadmorskich baraków. W trzydzieści dni po tym fakcie grupa japońskich rybaków przybyła na ten teren z zamiarem zastawienia sieci. Byli mocno zaniepokojeni pojawieniem się w okolicznych wodach dużego rekina typu rhinodon, ponieważ właściwy mu sposób odżywiania się stanowi niebezpieczeństwo dla sieci. Po spenetrowaniu terenu wybrali się na polowanie z harpunami i strzelbami dużego kalibru. Udało im się bez większych trudności złowić wygrzewającego się właśnie rekina, po czym przywlekli go do portu. Po rozcięciu brzucha rekina okazało się, że drapieżnik ten połknął człowieka mierzącego sześć stóp wysokości. Oczywiście po trzydziestu dniach przebywania w tym niesamowitym grobie z człowieka nie pozostało nic poza szkieletem, ten jednak był nie naruszony. Mężczyzna musiał więc być połknięty w całości. Zresztą nie może być inaczej w przypadku tego rekina. Znaleziony szkielet zidentyfikowano jako pozostałości po zaginionym żołnierzu.
Opisałem to wydarzenie na dowód, że rhinodon typus może połknąć człowieka nie uszkadzając jego ciała. Wypadki podobne do wyżej opisanego zdarzają się częściej, niż się powszechnie sądzi.
Pewne czasopismo doniosło, że w pobliżu Kanału Angielskiego ogromny rhinodon połknął żeglarza, który wskutek niefortunnego uderzenia harpunem w rekina wypadł za burtę łodzi i natychmiast został połknięty przez drapieżnika. Towarzysze pozostali w łodzi krzycząc z przerażenia przestraszyli rybę tak, że znikła z ich pola widzenia. Jednak znajdujący się w pobliżu kuter dogonił rekina i zabił go strzałem z pokładowego działka. Po przyholowaniu rekina do portu i rozcięciu jego brzucha znaleziono, ku wielkiemu zdziwieniu obecnych, nieprzytomnego lecz żywego człowieka. Niezwłocznie przewieziono go do szpitala, gdzie odzyskał przytomność. Doznał jedynie szoku. Człowieka tego pokazywano potem w Brytyjskim Muzeum pod wielkim szyldem: 'Jonasz XX wieku'. W ubiegłym roku (1965?) spotkałem uratowanego osobiście. Wyglądał niesamowicie, był pozbawiony owłosienia, a całą jego skórę pokrywały żółto - brązowe plamy. Przebywał we wnętrzu potwora przez dwa dni i dwie noce. Czy rozsądne jest wobec tego kwestionowanie prawdziwości zajścia, w którym Boży prorok, będący pod szczególną opieką, przetrwał we wnętrzu 'żywej łodzi' o dzień dłużej niż 'Jonasz XX wieku'?
Wniosek z całego wywodu jest następujący: istnieją w morzach stworzenia, które nawet w sposób naturalny mogą być pomieszczeniem dla człowieka, podobnie jak to miało miejsce z Jonaszem. Jądrem sprawy jest jednak oświadczenie zawarte w Biblii, że 'Bóg przygotował rybę'. Nie można dociec czy wybrał jedną z wielu żyjących w morzach, czy też była to ryba specjalnie stworzona dla Jonasza. Ostatecznie celem naszych rozważań było udowodnienie, że przypadek z Jonaszem jest w pełni możliwy również z naukowego punktu widzenia."

Nie ma żadnych wątpliwości, że są morskie stwory, które są zdolne połknąć człowieka i że człowiek może przetrwać w ich wnętrzu - dokładnie tak, jak przydarzyło się to Jonaszowi! To wykazał nam Harry Rimmer, choć nie odpowiada on definitywnie na pytanie: Jaki mógł to być stwór? Pokazuje jedynie, że z czysto naukowego punktu widzenia historia ta wcale nie jest nieprawdopodobna! I to pomimo, że zostaje jeszcze wciąż nieco pytań. Wiedza, jaką znajdujemy w tej książce jest wiedzą sprzed 40 lat, a jednak do dziś ludzie - nawet z tytułami uniwersyteckimi - powtarzają brednie, że nie ma w morzach takiego stworzenia, które byłoby zdolne połknąć w całości człowieka!

Mit czy wydarzenie historyczne?
Bardzo zastanawiające jest dla mnie to, że Bóg posłał Jonasza do... pogan, nie mających nic wspólnego ani z Izraelem, ani z Bogiem, którego czczono w Izeraelu. Niniwici nie należeli wszak do Narodu Wybranego i czcili swe własne bałwany, demony. I tu można by zacząć zadawać pytania, czy aby historia o Jonaszu nie jest jednak tylko "midraszem", opowieścią, która ma nas czegoś nauczyć? No bo czemu Bóg miałby posłać Jonasza do pogan? Sam się nad tym zastanawiałem i przyznam się, że ze względu na ten fakt ostatnio stawiałem tą opowieść trochę pod znakiem zapytania. Rozwiązanie jednak może okazać się proste, a pewne moje spostrzeżenie przedstawię jeszcze na sam koniec. Wątpliwości się pojawiają... Problem w tym, że w Biblii znajdujemy dwa bardzo mocne świadectwa mówiące nam o tym, że zarówno prorok Jonasz jest postacią autentyczną, jak i również całe zdarzenie faktycznie miało miejsce.

Wzmiankę o Jonaszu znajdujemy w 2. Księdze Królewskiej:

"Lecz przywrócił Izraelowi granice ciągnące się od wejścia do Chamat aż do Morza Stepowego, zgodnie ze słowem Pana, Boga izraelskiego, które wypowiedział przez swojego sługę Jonasza, syna Amittaja, proroka z Gat-Chefer" (rozdział 14, wers 25).

Księgi Królewskie obecnie - ze względu na odkrycia archeologiczne potwierdzające zawarte w niej informacje - traktować należy jako w pełni wiarygodne źródło historyczne i naukowcy traktują je jak najbardziej poważnie jako źródło informacji. I to RZETELNEJ informacji. Stąd wiemy, że Jonasz nie był wytworem fantazji jakiegoś opowiadacza, lecz człowiekiem z krwi i kości! Materiał ściśle historyczny mówi nam: Jonasz istniał naprawdę! A ten fakt (piszę "fakt", bo przecież nikt rozsądny nie będzie polemizował z dokumentem historycznym, którego prawdziwość jest po stokroć potwierdzona!) przemawia bardzo mocno także na korzyść tej jakże niesamowitej historii z nim związanej. W świetle tego wiarygodnego historycznego dokumentu jak najwłaściwsze jest postawienie pytania: "Skoro Jonasz istniał naprawdę, to czy jego historia może być tylko midraszem, pouczającą opowiastką?" Świadectwo historyczne o Jonaszu stawia znak zapytania nie przy tej opowieści, ale raczej przy usilnych próbach sceptyków wmawiających ludziom, że coś takiego się nie zdarzyło, bo przecież "zdarzyć się nie mogło" i próbujących obalić Słowo Boże! Jeśli Księgi Królewskie podają prawdę historyczną, jeśli mamy dowód w dokumentach, potwierdzający istnienie Jonasza, to zupełnie naturalnym jest założenie, że także inny opis dotyczący jego osoby jest najzupełniej prawdziwy.

Przerażające jest to, że wątpliwościami odnośnie tego zdarzenia tak łatwo zarażają się także ludzie wierzący, lub teoretycznie wierzący. I nie chodzi mi tutaj tylko o katolików, którzy coraz częściej ulegają wpływom sceptyków - ateistów, ewolucjonistów - dostosowując powoli swoją interpretację Biblii do "obowiązującej nauki" i kwestionują już nie tylko opis stworzenia, ale i potop i historię z Jonaszem. Sam po sobie wiem, jak łatwo zarazić się tymi wątpliwościami - zwłaszcza jeśli się wszystkiego dokładnie nie przemyśli - ale Biblia i trzeźwe myślenie jest na to skutecznym lekarstwem!

Przytoczyłem tu już argumenty, jakimi możemy się posłużyć wobec sceptyków, by przekonać ich, że opis ten nie jest tak niewiarygodny, jak im się zdaje. Wystarczającym argumentem dla wierzących powinny zaś być słowa Jezusa.

"A On odpowiadając, rzekł im: Pokolenie złe i cudzołożne znaku żąda, ale nie otrzyma innego znaku jak tylko znak Jonasza proroka. Albowiem jak Jonasz był w brzuchu wieloryba trzy dni i trzy noce, tak i Syn Człowieczy będzie w łonie ziemi trzy dni i trzy noce. Mężowie z Niniwy staną na sądzie wraz z tym pokoleniem i spowodują jego potępienie, gdyż na skutek zwiastowania Jonasza upamiętali się, a oto tutaj więcej niż Jonasz" (Ewangelia Mateusza 12, 39 - 41).

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że Chrystus - wcielony Bóg - traktował opowieść o Jonaszu jako zdarzenie absolutnie autentyczne i tak właśnie się do niej odniósł! Chrystus posługiwał się w swym nauczaniu historyjkami (przypowieściami), które wcale nie musiały być prawdziwe, ale tu w sposób aż nadto wyraźny stosuje zestawienie wprost - zestawienie FAKTU z FAKTEM!

Dla chrześcijanina głos Chrystusa jest decydujący i gdy zatrzymałem się nad tymi słowami w swych przemyśleniach nad historią z Jonaszem... przestałem mieć wątpliwości! Czyż chrześcijanin może mieć wątpliwości, czy to, co powiedział Chrystus, jest prawdą? Przecież Chrystus mówił zawsze prawdę - wierzymy przecież w każde jego słowo. Niby jesteśmy o tym przekonani, niby wiemy, że nigdy nie bajał, nie manipulował faktami... Przykre jest to, że są chrześcijanie, którzy historię tą uznają za taką sobie opowiastkę, która ma nas czegoś nauczyć, lub zgoła mit, bowiem przeczą w ten sposób słowom samego Chrystusa! Tak! Kwestionowanie prawdziwości tej historii jest równoznaczne z kwestionowaniem wypowiedzi Chrystusa! Kwestionując prawdziwość historii o Jonaszu pokazujemy Chrystusa jako... kłamcę. Czy zastanawialiście się nad tym kiedyś? Myślę, że dla człowieka wierzącego słowa Pana są wystarczającym świadectwem, mówiącym, że choć ta historia zdawać się może tak nieprawdopodobną, to jednak tak rzeczywiście było.


Dlaczego Bóg posłał proroka do... pogan?
Wróćmy na koniec do zadanego już wcześniej, niezwykle ciekawego pytania: dlaczego Bóg posłał Jonasza do Niniwy, miasta pogan? Przecież w tamtym czasie zajmował się wyłącznie Izraelem! Czy uczynił dla nich jakiś wyjątek? Być może... Ale gdy czytam teraz tą historię, to dochodzę do wniosku, który dla mnie samego jest wielce zaskakującym - że Bogu nie tyle chodziło o Niniwę, co raczej o Jonasza. Ta historia właściwie nie mówi nam o Niniwie i jej mieszkańcach, a o Jonaszu i jego postawie, o tym, jak Bóg go kruszył i formował, jak mocnej mu udzielił lekcji. Niniwa i jej mieszkańcy zdają się być tak naprawdę nie celem, ale narzędziem, którego Pan użył, by "nadać kształt" prorokowi. To był dla Jonasza "proces obróbki". On był niewątpliwie w wielkim szoku, czego to Bóg od niego chce. On ma iść do pogan, do tak ohydnych grzeszników, a nade wszystko... zaciekłych wrogów swego narodu! Dr Harry Rimmer słusznie chyba zauważa, że właśnie to mogło być powodem buntu Jonasza i dlatego obrał on zupełnie przeciwny kierunek, choć wiedział przecie, że przed Bogiem nie zdoła umknąć. Politycznie rzecz biorąc Izraelowi byłoby na rękę, gdyby Bóg zniszczył Niniwę, jej władców i lud. I Jonasza, jako żydowskiego patriotę, z pewnością wielce satysfakcjonowałoby takie rozwiązanie problemu z tymi przeklętymi Niniwitami, zakałą ludzkości. Ale Bóg pokazał Jonaszowi swe prawdziwe oblicze - Boga miłości, dobrego Ojca, który żałuje grzeszników. Myślę, że Bóg nauczył go, by patrzył dobra nie tylko własnego narodu, ale też całej ludzkości. Uczynił go pierwszym misjonarzem wśród pogan, wpłynął na zmianę jego myślenia i uczynił go posłusznym sobie. Sam Jonasz ze skruchą wyznaje przed nami o tym, jaki był zacięty i nieposłuszny Bogu!

Może wam się wydaje, że ta historia jest nieprawdopodobna właśnie dlatego, że "Bóg złamał zasady", że cały czas jego "oczkiem w głowie" jest Izrael, a tu nagle posyła człowieka do Niniwitów? Ja tego też nie rozumiałem. Jakoś nie pasowała mi ta historia do całej reszty Starego Testamentu, gdzie tylko Izrael, Izrael i Izrael... Ale od kiedy to Bóg jest ograniczony jakimiś regułami? Bóg nieraz czynił coś takiego, że ludzi aż zatykało - jeśli tylko było to konieczne, by wypełnił się Jego plan! Bo Bóg nie działa sztampowo i według ludzkiej logiki!

Przemyślałem sobie różne sprawy związane z Jonaszem i tym wydarzeniem i moje wątpliwości po prostu się "rozmyły". Wszystkie! I ufam Słowu Bożemu - że jeśli mówi o Jonaszu, to był Jonasz, i jeśli mówi o wielkiej rybie, to była wielka ryba i jeśli mówi, że Jonasz był w jej wnętrzu przez trzy doby, to on był tam przez te trzy doby, i jeśli mówi, że poszedł do Niniwy, to faktycznie poszedł do Niniwy... I że działał tam skutecznie, bo Bóg przez niego przemówił do tych ludzi z mocą. I jeśli kiedyś archeolodzy trafią na artefakty poświadczające, że któregoś dnia w zamierzchłej przeszłości coś bardzo dziwnego stało się pośród Niniwitów, to wcale nie będę tym zdziwiony. A przecież w każdej chwili może się zdarzyć, że cała ta historia z Jonaszem znajdzie potwierdzenie w wynikach prac archeologów! Niejeden zapis ze Starego Testamentu - w którego wartość jako świadectwa historycznego powątpiewali nieufający Bogu i Biblii sceptycy - znalazł już takie potwierdzenie i wielu mówiło: "A jednak! A my wątpiliśmy!" I wierzę, że tak się może stać i w tym przypadku." - http://mathetes-pl.blogspot.com/2013/01/jonasz-i-wielka-ryba.html
Odpowiedz
#2
hehe, Jonasz był świetny:
Jonasz: "Nie, Boże, odczep się ode mnie, ja ucieknę przed Tobą"
Bóg: "Czyżby? To ja wyślę taką wielką rybkę, żeby Cię pożarła!"

uwielbiam tę historię : )

ok, ok, już będę poważna.. fajnie, że opisałeś ten motyw - akurat wczoraj się nad nim zastanawiałam, właśnie w kontekście realności takich zjawisk. Ale moja wiara już niczego nie wyklucza, ciasny umysł to pułapka : )
Pozdrawiam.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości