Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Dziękujesz przed posiłkiem ??
#1
Czy dziękujecie Panu Jezusowi przed posiłkiem za jedzenie ?? Ja dziękowałem ale w duchu a nie ustami, ale za tym stał lęk przed ludźmi czy wstydzenie się, zacząłem parę dni temu w domu dziękować za jedzenie ale już na głos - na chwałę Pana i na dobre świadectwo. Modlę się o odwagę i o to aby nie lękać się opinii ludzi, ich reakcji czy drwin. Aby Pan Jezus sprawił abym z radością mu dziękował a nie tylko że tak trzeba i nie z nożem na gardle, ale żeby było to z serca
W każdym miejscu - czy to w jakiejś pracy, czy w gościach , czy na mieście czy gdziekolwiek indziej mam zamiar dziękować za to należy dziękować i nie wstydzić się, nie zapierać się już Pana w ten sposób. Tutaj szerszy wpis z biblijnym świadectwem aby dziękować na głos za jedzenie : http://mieczducha888.blogspot.com/2014/09/czy-dziekujesz-przed-posikiem.html

Jeśli nie będę wierny w małych rzeczach, nie będę tym bardziej w wielkich. Jeśli będę się patrzył na ludzi w kontekście np dziękowania na głos za jedzenie to tym bardziej upadnę gdy nadejdą prześladowania, ucisk.

"Każdego więc, który mię wyzna przed ludźmi, i Ja wyznam przed Ojcem moim, który jest w niebie; (33) ale tego, kto by się mnie zaparł przed ludźmi, i Ja się zaprę przed Ojcem moim, który jest w niebie. " - Mateusza 10:32-33 Biblia Warszawska


,
Odpowiedz
#2
Super post! Dziękuję ci Mieczu Ducha za Twoją refleksję i słuszne wnioski! Ludzie stali się bezbożni, dlatego tak nam trudno jest np. dziękować przy nich za posiłek. Pamiętam u mojej babci zawsze sie dziękowało za jedzenie i to było normalnym standardem zachowania, a teraz...Ale to właśnie my miłujący Pana musimy z odwagą wprowadzać takie naturalne praktyki w naszych domach!

I prośmy Boga, żeby nam nigdy nie zabrakło jedzenia...
Odpowiedz
#3
To prawda, całość składa się ze szczegółów; takie szczegóły bywają najtrudniejsze! : )
Ja ostatnio, siedząc na tylnim siedzeniu busa, między ludźmi, zaczytywałam się w apokalipsę, zachwycona, że może ich to zastanowi.
Wstyd często może paraliżować, ale przyjemnie jest z nim walczyć : )
Zawsze sobie myślę w takich momentach: "no co, najwyżej mnie zabiją..", ta myśl rozśmiesza i pokrzepia mnie na tyle, że jest znacznie łatwiej.
Odpowiedz
#4
Ja kiedyś postanowiłam, żeby pokazać Bogu, że sie nie wstydzę studiować Biblię w publicznych miejscach i poszłam w tym celu do ogromnego parku . Usiadłam na ławce i zaczęłam czytać...Nagle zauważyłam nadchodzącego z naprzeciwka młodego chłopaka, patrzącego w moją stronę, spuściłam wzrok na Biblię, a on kiedy mnie mijał, spojrzał na mnie i na Biblię w moich rękach...Dziwnie się czułam, szczególnie, ze on tak ostentacyjnie spojrzał na Biblię. Wracając z parku byłam z siebie zadowolona, że przełamałam uczucie wstydu..Mijając cmentarz, który znajduje się obok parku zauważyłam piękny, ogromny bukiet świeżych białych lilii i żadnego człowieka obok i usłyszałam głos: To dla ciebie.
Te kwiaty stały u mnie w domu chyba ze dwa tygodnie, nawet mój mąż przechodząc obok podziwiał ich piękno oraz chwalił zapach, bo bukiet był przepiekny i pachniał bajecznie! Bóg jest cudowny!
Odpowiedz
#5
: )
ja w ostatniej klasie liceum, czując się samotnie, tylko w Biblii znajdywałam "przyjaciela" i towarzysza... zawsze najtrudniej jest się przełamać i na oczach wszystkich wyciągnąć Biblię z torebki... ale kiedy już zaczynam czytać, PRAWDA w niej zawarta koi wszystkie lęki, nic nie jest w stanie mi zaszkodzić, niczego nie muszę się bać! : ) i coraz śmielej staram się odpowiadać na różne drwiny.. w liceum, mimo mocno zateizowanej klasy, nikogo już to nie dziwiło, czasem o coś pytali i cieszyłam się, kiedy mogłam szczerze coś powiedzieć. Teraz widzę, że wystarczy taka właśnie szczerość - bo prawda wybrania się sama i m. in. dlatego mogłam "przegadać" Świadków Jehowy spotkanych na ulicy i ich trochę zastanowić... bo paplałam szczerze, jak tylko mogłam, a tego nic nie przebije, rzadne słodkie kłamstwa Strażnicy!
To jest prawdziwa wolność! Poznacie Prawdę, a Prawda was wyzwoli! I to jak : )
Kwiaty się należały Smile

chyba w ostatnim czasie zasypałam to forum własną paplaniną... mam zbyt wiele czasu wolnego, ale długo to nie potrwa ; / podejrzewam, że od października część ludzi tutaj odetchnie ode mnie choć trochę. Ale nie całkiem! Proszę się nie łudzić, nadgorliwy ze mnie typ, czasami...
Odpowiedz
#6
Dziś miałem kolejne doświadczenie ale zwycięskie. Kiedy wracałem z miasta spotkałem znajomego - tzn stał on niedaleko od mojego bloku. Stał tyłem do mnie jak szedłem - od razu pojawiła się myśl aby zawrócić i ominąć go z dala. Ale wiedziałem, że to będzie kolejny raz zaparcie się prawdy o działaniu Pana Jezusa w moim życiu i kolejny brak świadectwa przemiany. Więc poprosiłem Pana o mądrość, odwagę, i postanowiłem podejść. Rozmowa dobrze się potoczyło, powiedziałem o zmianach w swoim życiu, o tym czym się teraz zajmuję a więc duchowymi sprawami, powiedziałem o byciu uczniem, o tym że wypisałem się z KRK, że tzw kościoły błądzą w wielu sprawach, że nawet dekalogu prawdziwego nie uczyli nas w szkole. Powiedziałem że tylko w Chrystusie jest zbawienie a dopiero z tego przychodzą dobre uczynki - bo ten znajomy myślał, tak jak naucza KRK że dobrymi uczynkami można sobie zarobić na zbawienie. Było jeszcze wiele innych wątków rozmowy ale ogólnie chyba, był zaskoczony pozytywnie zmianami i poglądami - wie mniej więcej jakie życie kiedyś prowadziłem.
Zainteresowałem go książką : "Daleko od Rzymu blisko Boga" i powiedziałem że dam mu ją, bo mam ich kilka, ponieważ kupiłem je kiedyś aby w razie czego dać je komuś. No i namówiłem go aby poczekał chwilę i mu zniosę, dałem mu też nowy testament z psalmami.

Powiedział też o takim innym znajomym z osiedla który jest żarliwym katolikiem, powiedział że jak przeczyta ta książkę to da ją do przeczytania tamtemu znajomemu.
Pan Jezus dał mi ważną lekcję dziś, aby nie bać się mówić prawdy o zmianach w swoim życiu, o tym jak On mnie przemienił. Nabrałem otuchy i odwagi ale wiem, że to nie koniec wojny ale dziś "stary Adam" przegrał bitwę którą kiedyś wygrywał.
Pozostaje mi dalsza modlitwa do Pana Jezusa aby napełniał mnie swym duchem i aby wstawiał się za mną u Ojca. Będę się też modlił aby Pan otworzył oczy temu znajomemu i temu drugiemu - żarliwemu katolikowi.


"Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie" - Filipian 4:13 BW

od małych zwycięstw się zaczyna kroczeniu ku większym, tak jak upadek zaczyna się od przegranych w drobnych sprawach.
W ostatnich tygodniach dostałem wiele lekcji, wiem że w Panu jest zawsze i wszędzie zwycięstwo, tylko trzeba się zaprzeć siebie, nie słuchać swego przewrotnego serca, nie zważać na opinie ludzi ale patrzeć na Golgotę - miłość Pana i do Pana musi pokonać bojażń przed ludzmi Wink
Odpowiedz
#7
To prawda, często mam też taką myśl - żeby się "poddać", żeby nie podejść, nie porozmawiać, bo z góry zakładam, że nie warto... a potem okazuje się, że bardzo warto! I straciłabym wiele! Choćby ta moja rozmowa ze Świadkami Jehowy ostatnio - nie miałam na to ochoty, bo z nimi, jak do ściany..a jednak, wierzę, że ich poruszyłam choć trochę! Bo byłam szczera i nie mogli tego przebić wyuczonymi sloganami... czasem trzeba odwagi, ale po takim "wysiłku" człowiek czuje się wspaniale! : )
Odpowiedz
#8
już zacząłem roznosić ulotki i czuję pokój w duchu a kiedyś bałbym się je roznosić. Bałbym się ewentualnej czyjejś reakcji albo spotkania kogoś znajomego, ale modliłem się i modlę o odwagę, mądrość, prowadzenie, napełnienie duchem Chrystusowym abym w razie czego zło dobrem zwyciężał i nienawiść miłością. Abym nie oddawał na ewentualne zło złem, na ewentualne obelgi nie oddawał obelgami i żeby z moich ust wychodziło tylko to co prawdziwe, ku zbudowaniu i co jest na chwałę Chrystusa. Na razie nie spotkało mnie nic złego, nic niespodziewanego, prowokującego ale i tak się nie boję ewentualnych problemów, wiem że Pan mnie wspomaga i wyprowadza z lęków, tchórzostwa

"nie oddawajcie złem za zło ani obelgą za obelgę, lecz przeciwnie, błogosławcie, gdyż na to powołani zostaliście, abyście odziedziczyli błogosławieństwo." - 1 Piotra 3:9 BW

"Ale chociażbyście nawet mieli cierpieć dla sprawiedliwości, błogosławieni jesteście. Nie lękajcie się więc gróźb ich i nie trwóżcie się. (15) Lecz Chrystusa Pana poświęcajcie w sercach waszych, zawsze gotowi do obrony przed każdym, domagającym się od was wytłumaczenia się z nadziei waszej, (16) lecz czyńcie to z łagodnością i szacunkiem. Miejcie sumienie czyste, aby ci, którzy zniesławiają dobre chrześcijańskie życie wasze, zostali zawstydzeni, że was spotwarzali. (17) Lepiej bowiem jest, jeżeli taka jest wola Boża, cierpieć za dobre niż za złe uczynki. (18) Gdyż i Chrystus raz za grzechy cierpiał, sprawiedliwy za niesprawiedliwych..." - 1 Piotra 3:14-18 BW

,
Odpowiedz
#9
każde takie przezwyciężenie strachu, słabości.. zwłaszcza, kiedy robimy to spokojnie i pokornie - kosztuje okropnie wiele, ale potem człowiek czuje się tak.. jak nigdy, jakby dokonał niemożliwego. Takie przełomy uszlachetniają, oby jak najwięcej udało nam się dokonać... w szarej codzienności : ) im bardziej boli, tym wygrana bardziej cieszy, nie nawidzę być tchórzem, czuję się wtedy tak plugawie i podle, trzeba walczyć, w każdej sekundzie.. Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony i chciałabym.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości