Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Chrzest Duchem Świętym
#11
Preferuję podawać informacje tak jak zrobiłem to w pierwszym poście. Zaznaczyłem:
"napiszę zatem co ja wiem na ten temat, czy w to uwierzycie to wasza sprawa, najlepiej sami spytajcie Boga czy szczerzę mówię, czy mam jakieś niecne motywy."

Nie zmuszam nikogo do wierzenia mi. Mam podstawy Biblijne, mam własne doświadczenie i znam osoby, które te rzeczy potwierdzą.
Pół roku temu możliwe, że bym w to nie wierzył, więc wiem jak ludzie mogą to odebrać.

Uznajmy więc, że ja mam swoje racje / ty masz swoje. W tematach proponuję podać fragmenty z Biblii lub inne informacje za lub przeciw danej tezie / doktrynie. Niech każdy z czytających oceni to sam.
Moje wypociny na temat chrztu Duchem i języków jak ktoś chce - http://zbawieni.com/showthread.php?tid=604
Odpowiedz
#12
Napiszę swoimi słowami o Duchu Świętym, tak, jak umiem i tak, jak czuję.

Nie miałam "pokazowego" chrztu Duchem świętym, nikt na mnie rąk nie nakładał.

Po moim nawróceniu zaczęły się dziać rzeczy nadzwyczajne i wiedziałam, że

obcuję z żywym Bogiem. Przyjęłam, że otrzymałam Ducha świętego w momencie

nawrócenia, ale potem zaczęłam się zastanawiać.Chodził za mną taki werset

z Jana 14:17 o Duchu, że przebywa wśród was i w was będzie.

Jezus powiedział to do uczniów przed "formalnym" napełnieniem Duchem

i rzeczywiście wskazywałoby to na to, że nie od razu musimy mieć pełnię Ducha ś.

Zaczęłam się nad tym zastanawiać bardziej i poważnie się za to wzięłam po

pewnych przejściach zwiazanych z dwuletnim chodzeniem po pustyni duchowej.

Odnowienie mojego duchowego życia było związane z pewnym zachwyceniem,

kiedy to przez pół godziny czułam, jak Boża miłość przepływa intensywnie

przez moje serce. Nie wiedziałam, co to jest, uznałam za objawienie Bożej

miłości i z chrztem Duchem tego jakoś nie skojarzyłam. Potem jednak zaczęłam

się pytać, czy ja jestem ochrzczona Duchem świętym. Może niektórych nawet

to zgorszy, co napiszę, ale w modlitwie prosiłam, żeby Bóg mi odpowiedział

przez Biblię. I otworzyłam Biblię i natrafiłam na werset z Duchem Świętym, ale

jakoś mnie to nie zadowoliło i spytałam się po raz kolejny i po raz kolejny,

chyba z 6-8 razy i za kazdym razem dostawałam werset o Duchu Świętym.

Przypadek to oczywiście nie był, ale niektórzy mogą stwierdzić, że jakiś zły duch

mi odpowiadał, bo Biblię wręcz jak księgę do wróżenia potraktowałam.

Piszę to z pełną świadomością tego, jak to może być odebrane, ale jeśli ktoś

chce tego używać jako elementu mnie dyskredytującego, no to ma gotowy "argument".

Jednym z tych wersetów był chyba ten , że Ducha Świętego się przez wiarę przyjmuje,

więc po prostu uwierzyłam, że Go mam. Nie mówiłam językami, ale skoro to dar Ducha Ś.

to stwierdziłam, że będę mówić. Pomodliłam się o to i odważyłam się w wierze otworzyć

me usta - i język popłynął bez żadnych problemów.

W moim przypadku mam jednoznaczne wrażenie, że Bóg zajmował się na początku przede

wszystkim owocem światłości. Tam na początku jest wymieniona "wszelka dobroć".

Głęboko badałam, co to znaczy, bo inne przekłady mówią np. "całe dobro", a potem

jest mowa o sprawiedliwości i prawdzie. I tak zostałam poprowadzona do hymnu o

miłości. Bo prawdziwe dobro to miłość, która nie raduje się z niesprawiedliwości,

ale się raduje z prawdy - to miłość w światłości, która nie zakrywa niesprawiedliwości,

bo to do dobra nie prowadzi, a do śmierci...

I po jakimś czasie dopiero do mnie dotarło, że Owoce Ducha świętego, to to samo co i owoc

światłości. A owoce Ducha Ś. w Liście do Galatów właśnie od miłości się zaczynają

i co ciekawe, żeby mieć pozostałe owoce Ducha wystarczy mieć "tylko" miłość, bo miłość

pociąga za sobą i radość i pokój i łagodność.

Czytamy o wodzie, którą da Jezus, że jak się jej człowiek napije to już pragnąć nie będzie.

Ta żywa woda to Duch Święty, żywa woda, która wytryska z serca i na zewnątrz się wylewa.

Dla mnie to jest Miłość. Miłość wytryska z serca mego i pulsuje jakby woda wypływała.

Nic więcej naprawdę nie potrzebuję. Pierwsze przykazanie mówi: nie będziesz miał cudzych

bogów obok mnie. Ludzie szukali w innych bogach szczęścia i spełnienia, ci inni bogowie

to cżesto ich pożądliwości, tak jak i własny brzuch może być bogiem, a my jego niewolnikiem,

bo nam szczęście daje. Ale jak poznamy, że Bóg prawdziwy daje w sercu coś takiego, że człowiek

jest na niewyobrażalnym "haju", że się tak wyrażę, to nic nam nie potrzeba. Możemy patrzeć

się na Boże duchowe oblicze, a z serca płynie miłość...A że woda wylewa się na zewnątrz to to,

że człowiek zaczyna kochać innych ludzi i okazuje się, że jego życie z wewnątrz obdarowuje

życiem innych ludzi. Miłość do ludzi sprawia, że zaczynamy zabiegać o nich, żeby oni też byli

zbawieni i doświadczyli tego, co nam Bóg dał. Nasza miłość może dać życie innym ludziom,

to, co się z naszego wnętrza wylewa może ich do zbawienia doprowadzić.

A napisano, że w nas jest miłość Chrystusowa. Chrystus ją rozlewa w sercach, a my sie nią dzielimy

z innymi. A dary Ducha i służenie nimi innym, to rzecz z miŁości wypływająca, bo nie na darmo

dwa rozdziały o darach Ducha hymnem do miłości są rozdzielone, bo miłość to największy dar,

jaki od Boga dostaliśmy i on jest podstwą i początkiem wszystkiego. A kto miłuje, z Boga się

narodził - czyli z Ducha.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości