Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Głoście i uzdrawiajce
#31
Bez wątpienia tak zwane skróty myślowe nawet w realnej rozmowie są trudne do rozszyfrowania, a cóż dopiero w wirtualnej.

Gdy chodzi o moje  spotkania Boga, gdy On objawił mi Jezusa Chrystusa, to w tej kwestii jesteśmy bardzo podobni. Bo ja też zmieniłem swoje myślenie widząc dwa  autentyczne cuda. Bóg ma wiele sposobów aby człowieka nakierować na jedyną drogę którą jest Jego Syn. W tym miejscu można tylko powiedzieć, chwała Bogu.

Myślę iż masz dużo racji pisząc o pierwszej miłości i dziecinnej wierze. Gdyż skostnienie i kierowanie się rutyną, zagraża każdemu wierzącemu bez wyjątku. Jednak teologiczna baza, jak to ładnie określiłaś jest niezbędna.
Przykładowo.
Od początku wierzyłem że Bóg jest jeden w trzech Osobach. To że Jezus i Duch Święty jest Bogiem. Nigdy nie miałem wątpliwości w tej kwestii.
Kościół nie zastąpił narodu wybranego.
Pochwycenie Oblubienicy nastąpi przed wylaniem gniewu Bożego.
Oraz wiele innych zagadnień. Tak więc teologi nie można oddzielić od dziecinnej wiary. Bo jeśli jakiś ziemski rodzic nakładzie dziecku nieprawdziwe rzeczy, to ono będzie w to wierzyć. Ale czy to oznacza że to jego zaufanie jest właściwe ?
Dlatego nie byłem nauczany w ten sposób jak przedstawia to autor filmu od którego rozpoczął się wątek. Chociaż uważam go za brata w Chrystusie.
Reasumując.
Zdaję sobie sprawę iż w wielu zagadnieniach mogę się mylić, podobnie jak brat Torben Sondegaard. Dlatego najważniejsze jest nasze codzienne życie, jak zachowujemy się w ekstremalnych chwilach, jak traktujemy żonę/męża, dzieci i dalszą rodzinę. Sąsiadów, pracowników, współpracowników i wszystkich ludzi. Tych którzy sprawują rządy w naszym kraju, czy chodzimy na wybory i etc. Zgodnie z opisem Owocu Ducha Świętego w liście do Galatów 5;22.

Skupiając się na temacie tego wątku, to nadal twierdzę że uzdrawia jedynie Bóg, udzielając Swojej Łaski tak jak On chce. Bo i ten tytuł i nauczanie autora filmu, sugeruje że czyni to wiara ludzka. Aczkolwiek wiara jest czymś nieodłącznym. Niektórzy usiłują wskazać na miłość, że ona jest najważniejsza, chyba trochę umniejszając znaczenia wiary. Uważam że to miłość wypływa z wiary, a nie wiara z miłości. Tak więc w ziemskiej rzeczywistości, to jednak wiara ma największe znaczenie. Sądzę że w tym innym świecie miłość będzie najważniejsza, zaś wiara już nie będzie potrzebna...

W zasadzie to i ja mogę powiedzieć że kieruję  się  wzorując  tym co piszesz w tej myśli „...uwierzyłam, że to co miałam na początku, jest prawdą, że wszystko jest możliwe dla wierzącego. „
Mam takie trzy wydarzenia które utkwiły  mi w głowie, które kwalifikuję jako cud uzdrowienia Bożego :
Dwa z nich dotyczą uzdrowienia naszych Synów jak byli małymi dziećmi. Trzeci tyczy się mojej Żony, jak zniknęły ostrogi z jej stóp (to taka narośl w piętach). Ustąpienie tej dolegliwości nastąpiło z dnia na dzień, po wcześniejszych wielokrotnych modlitwach z nakładaniem rąk i masowaniem.
Tak więc też doświadczyłem podobnie jak naucza brat Torben.

Czyżbyś nie uważała że Jezus Chrystus nie narodził się w takim samym ciele jak wszyscy ludzie ? Bo ja właśnie tak uważam zgodnie z testem janowym w 1 J 4;1-2.
Ja osobiście pierwszy raz zachorowałem mając około trzydziestki, oczywiście nie wliczając kataru. Tak więc nie ma nic nadzwyczajnego  w tym gdy ktoś długo nie choruje, absolutnie jest to możliwe w przypadku Jezusa.
Jezus Chrystus żyje i wkrótce Przyjdzie drugi i ostatni raz.
Odpowiedz
#32
Witaj Kalebie!

Jak "dyplomatycznie" odpowiedziałeś. Bez podtekstów tak piszę, bo cieszę się, że twój post jest bardzo "pokojowy".
Pokrótce powiem, że wierzę podobnie jak Ty w ogólnym zarysie, ale u mnie z doktrynami tak łatwo nie poszło ze
względu na przeszłość u świadków Jehowy.
Nie uważam, że teologia jest nieważna, ale np. dla nas przykładem wiary jest Abraham i jak spojrzymy na jego
doświadczenia, to nie teologii one dotyczyły. Jak spojrzymy na poczet bohaterów wiary, to właśnie dzieła wiary
są tam podkreślane. Ci ludzie za wiele o teologii nie wiedzieli, a jednak usprawiedliwienie otrzymali.
Dlatego też mam uczulenie na dyskusje teologiczne, bo to one tworzą najwięcej podziałów.
Widzę wiele nieciekawych rzeczy w ruchach ekumenicznych, ale szukanie tego, co łączy mimo wszystko uważam za dobre.
Rozmawiam z katolikami i o dziwo dogaduję się. Nie zwracam uwagi na to, co dzieli, ale trudnych tematów też nie
unikam. A ostatnio takim trudnym tematem jest zachowanie papieża i wielu katolików jego zachowania też nie rozumie,
bo sugeruje on, że ludzie mogą być i bez Jezusa zbawieni. Ta teologia idzie już jednak za daleko i ciężko coś
takiego zaakceptować, więc owszem teologia ma znaczenie, bo dlaczego mam się bratać z kimś, kto oczywiste nieprawdy
głosi? Często jednak spory dotyczą spraw drugorzędnych i takich sporów nie lubię.
Jak nie jestem czegoś pewna, to zostawiam to po prostu, ważne żebym była w zgodzie ze swym sumieniem i przekonaniem.
Jeśli ono mi na coś nie mówi "tak", to nie wchodzę w to, poczekam aż Bóg rozjaśni, ale nie będę potępiała ani tego,
który "je". ani tego, który "nie je"...

W dyskusji o uzdrawianiu padał zarzut o oskarżanie o niewiarę. Ja to wiele razy podkreślałam, że nikogo nie chcę
oskarżać, ale "zachęcam" do podjęcia boju o wiarę. Napisano, że stanie się każdemu według wiary jego.
Wiary Bożej czy ludzkiej?
Myślę, że tutaj popełniamy pewien błąd stosując taki podział, bo serce ludzkie ma w sobie potencjał i do miłości
i wiary itd. Bóg "wzbudza", ale wzbudza w naszych sercach uśpionych i kamiennych przeobrażając je , aby stały się
mięsiste i czułe.
Wiara jest po prostu wiarą. Napisano przecież, że można mieć wiarę, która góry przenosi, ale bez miłości ona jednak nic
człowiekowi nie da. Wiara czy mądrość może mieć i przyziemny charakter, więc potrzebny jest kluczowy element,
który będzie pod względem motywacji wszystko dobrze ustawiał, a tym elementem jest oczywiście miłość.
Ale ta prawdziwa Boża miłość opisana w Liście do Koryntian, która ma odniesienie do sprawiedliwości i prawdy,
bo jest i inna miłość, która tych odniesień nie ma.
Czytamy, że kto z Boga się narodził, ten miłuje i jest sprawiedliwy. To są dwa nierozdzielne filary tworzące kamień
węgielny i fundament, który ogniskuje się na Jezusie Chrystusie i na Chrystusowej sprawiedliwości.
Jak ktoś Jezusa miłuje, to przestrzega Jego przykazań, a to znaczy, że wierzy w Niego. Jedno wynika z drugiego
i się zazębia....
Prawdziwa wiara to ta która czyni i działa, czyli jest czynna w miłości, nie miłowaniu słowem, ale uczynkiem.
Wiarę tę za sprawiedliwość się poczytuje tylko wtedy, gdy dzieła Jezusa w owocu sprawiedliwości na naszym
śmiertelnym ciele się objawiają.....bo to dowód, że wiara nie jest martwa...

Świadkowie Jehowy podobali mi się przede wszystkim z powodu swej działalności ewangelizacyjnej. To jest coś,
czego mi w obecnym chrześcijaństwie brakuje, już nie wspominając o ewangelizacji podobnej do tej, jaka była
w kościele apostolskim, czyli takiej, której towarzyszyła moc. Coś takiego możemy zobaczyć teraz np. w Afryce,
ale Europa też się powoli budzi.
Wielu mówi, że pod koniec czasów żadnego przebudzenia nie będzie, a już znaki i cuda to w zasadzie tylko ze
zwiedzeniem i Antychrystem wiążą. Ale czyż koniec to nie jest już jak gra w otwarte karty.....?
Kiedy anioł środkiem nieba leci i ewangelię wieczną zwiastuje wszystkim, bo nastał dzień sądu i trzeba się
opowiedzieć albo po stronie Boga albo szatana. Mojżesz używał znaków i cudów, aby pokazać, kto jest prawdziwym
Bogiem, to samo czynił Eliasz i to samo przeczytamy też o dwóch świadkach.
Owszem i kapłani egipscy potrafili cuda czynić, ale ostatecznie i tak było wiadomo, po której stronie był Bóg
prawdziwy.
Co o Bogu wiedzieć można, jest widoczne w Jego dziełach i już na tej podstawie wymówki nie mają ci, którzy
nie wierzą. A błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. A cóż z tymi, którzy widzieli, a nie uwierzyli,
jeśli nie surowszy wyrok? Jakby Sodoma widziała to, co czynił Jezus, pokutowałaby. Dlatego też aktem wielkiego
Bożego miłosierdzia będzie ujrzenie Boga w mocy, aby wielu się nawróciło... A wielu się nie nawróci, ale oni
już żadnej wymówki mieć nie będą, bo w pełnej świadomości wyboru dokonają.
A takie artykuły jak ten poniższy pokazują, że ludziom bardziej na doczesnym życiu zależy, a abstrakcje wiary
to dla nich nierealne mrzonki,zgodnie z zasadą, że lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu.

Żeby przeżyć, przeszliby na islam
http://euroislam.pl/zeby-przezyc-przeszliby-na-islam/

Czytamy w Biblii, że kąkol będzie rósł z pszenicą aż do żniwa i żeby go zawczasu nie wyrywać, bo można
i pszenicę wyrwać. Bo pszenica ,jak ziarna jeszcze nie widać i owoców brak, może być pomylona z kąkolem, a
dokładnie z życicą roczną, o której tam jest najprawdopodobniej mowa, która jest trawą jak i pszenica
i w pewnej fazie rozwoju jest prawie nie do rozróżnienia od pszenicy.
Czytamy, żeby nie osądzać cudzego sługi, czy pada czy stoi do Pana należy. Czytamy, żeby swoje przekonanie
zachować przed Bogiem i zawczasu na jego bazie też nie osądzać siebie samego za to, co się uważa za słuszne,
ani innych, bo to Bóg jest sędzią a nie my.

Więc podoba mi się bardzo Twoja postawa, że np. Torbena Sondergaarda uważasz za brata w Chrystusie, bo z takimi
ludźmi jak Ty jest jeszcze możliwość porozumienia, bo z wieloma jej niestety nie ma.
A nie musimy się przecież we wszystkim ze sobą zgadzać, bo do wielu prawd dochodzimy w długim procesie, ale
powinniśmy tak,jak uczy Biblia ,nawzajem szanować swoje sumienie i ani siebie, ani innych do niczego nie
zmuszać.
Tutaj ciekawa polemika z ludźmi krytykującymi ruch wiary, może widziałeś:

https://www.youtube.com/watch?v=Nl8AWDVwnRo

Ja napiszę coś takiego. Dostałam od Boga kilka razy taki mocny duchowy nakaz, żeby się czymś zająć gorliwie.
Np. ok dwa lata temu wielkim zadaniem mego serca stała się modlitwa za Polskę. Kiedyś symbolicznie też się za
Polskę modliłam, ale teraz jest to już inna modlitwa, tak jakby Bóg mi to wyznaczył,że to jest pole mojej służby.
Mam od lat ponadnaturalną miłość do Żydów, miłość niewytłumaczalną i gorliwie się za nich modlę.Kilka takich
rzeczy Bóg mi jeszcze dał do mojego serca, ale ostatnio kazał mi szczególną uwagę zwrócić właśnie na to, co się
w Polsce rodzi, że zaczyna być głoszona ewangelia z mocą.
I tak patrzę na to, że oto Bóg przychodzi z nowym poruszeniem, a wielu chrześcijan to zwalcza i nie wezmą sobie
"na wstrzymanie" i nie zastanowią się, że może się okazać, że to oni tak naprawdę z Bogiem walczyć mogą.
I w kluczowym momencie z Bogiem się rozminą, bo Go nie rozpoznają, tak jak i Jezusa wielu nie rozpoznało...

Co do tego ruchu jest w moim sercu wielkie poruszenie i wielkie przełomy się u mnie dzieją.
Moja znajoma katoliczka przysłała mi coś takiego:

Akt oddania się Jezusowi". Początek brzmi:
"Dlaczego zamartwiacie się i lękacie? Zostawcie Mi troskę o wasze sprawy, a wszystko się uspokoi"
Chcę, żebyście wierzyli w Moją wszechmoc, a nie w wasze poczynania i pozwolili działać Mnie, a nie innym"

Przysłała mi to akurat w chwili, kiedy podjęłam ważną decyzję, decyzję odstawienia tabletek.
Bo w czasie, gdy zajęłam się na poważnie sprawą wiary i uzdrowienia, to zachorowałam jak nigdy w moim życiu
i byłam chora przez trzy miesiące. A odstawienie tabletek było związane z tym, że to Bóg powinien być naszym
lekarzem i kwestię zdrowia też powinniśmy oddać w Jego ręce.
Dokładnie było tak:

Długo brałam tabletki i w końcu któregoś razu tak mnie po nich głowa rozbolała, że pomyślałam, że chyba
już swój organizm zatrułam i on już tabletek nie przyjmuje. Myślałam, żeby wybrać się następnego dnia
do lekarza, bo stan mój lekki nie był i nawet na zapalenie płuc wyglądał.Ale w kontekście mojej prośby
o wyzdrowienie przyszła mi myśl do głowy, że oto Bóg otwiera mi okno do wejścia w pełną wiarę i zaufania
Mu. Następnego dnia modliłam się o to, żeby mi pokazał, co to znaczy i co mam robić. I Bóg odpowiedział.
Odpowiedział mi wersetem z Izajasza 44:17 , gdzie ktoś z drewna struga sobie boga, a potem przed nim
klęka i mówi:"ratuj mnie, gdyż jesteś moim bogiem".
Bóg mówi, że jest naszym lekarzem i mówi, żeby nie ratować się swą własną ręką( 1 Samuela 25:33).
Dawid jest przykładem, że Bóg zawsze go wyzwalał, a on np. nigdy nie podniósł ręki swej na Saula, choć
mógł się od jego prześladowań uwolnić zabijając go, ku czemu miał wiele okazji.
Jeśli Bóg jest naszym lekarzem, to leczenie się na własną rękę środkami "ciała" jest jakby bałwochwalstwem,
bo wtedy do tabletek mówimy "ratuj nas", a nie do Boga. O królu Asie napisano, że na starość chorował
na nogi, ale z tym się do Boga nie zwrócił tylko do lekarzy(2 kronik 16:12).
Jezus też powiedział, że w Izraelu wielu było trędowatych, ale uzdrowiony został tylko Naaman Syryjczyk,
obcokrajowiec, bo Izraelici nie wierzyli, że Bóg ich uzdrowić może i z tym się do Niego nie zwracali.
I to samo stało się w Nazarecie, Jezus tam uzdrawiać nie mógł, nie tylko nie wierzyli, ale chcieli Go
nawet zabić.
Bóg ma być dla nas wszystkim we wszystkim, w Nim mamy pełnię. Jeśli rzeczywiście najpierw szukamy
Bożego Królestwa, to reszta będzie nam dodana, ale właściwie nikt w to nie wierzy dosłownie.
Ratujemy się na własną rękę i sami dbamy o nasze życie, mówiąc: przecież z nieba nam samo nie spadnie
i za darmo nic nie ma.
Jak dostałam taką odpowiedź, to od razu ją zrozumiałam. Postanowiłam już tabletek nie brać, licząc się
z tym,że może się to bardzo źle skończyć. Oddałam to całkowicie w Boże ręce nawet i ze swoją śmiercią
się licząc. A ponieważ nie robiłam długo postu, właśnie ze względu na tabletki, żeby ich nie brać na
pusty żołądek, to stwierdziłam, że zrobię post. Ani mi się nie pogorszyło ani nie poprawiło.
Potem serce moje powiedziało, żeby zrobić długi post, bo w życiu moim wielkie przełomy i modlitwa
głęboka i tym postem wesprę to.Zrobiłam aż dziesięciodniowy post i nie piszę tego, aby się tym chwalić...
Chyba wyzdrowiałam, jakoś tak nawet niezauważalnie, sama się temu przyglądam, ale chyba rzeczywiście jestem
zdrowa.
To jest właściwie tylko moja "prywatna" sprawa z Bogiem, że odstawiłam tabletki i nikogo do tego nie będę
namawiać, dla mnie to odstawienie tabletek było jednak aktem wiary i jestem pewna, że od Boga ta cała
sprawa wyszła, abym Mu prawdziwie zaufała.

To, w co wierzę odnośnie wiary i uzdrawiania, nie jest tylko teorią, bo naprawdę tę walkę o wiarę podjęłam,
a Bóg mnie w tym prowadzi i prawdziwe owoce tego są.
Dlatego wszystkich bardzo zachęcam, żeby Bogu zaufali na 100%, bo takie życie jest dla chrześcijan
przewidziane i daje pełnię radości.

Serdecznie Cię pozdrawiam Kalebie(człowieku o zobowiązującym nicku), jak i wszystkich
innych w imieniu Jezusa Chrystusa!
Odpowiedz
#33
Witaj Agnieszko, naprawdę miło się rozmawia z Tobą. Mam na uwadze to że jesteś osobą na nowo narodzoną, pomimo braku takiej deklaracji, afiszowania się tym.

Dzięki za komplement odnośnie mojej dyplomacji  Smile
Powiem szczerze rzadko coś takiego odbieram, bo mam naturę człowieka bezpośredniego, i  wiem że z tego powodu wyrządziłem wiele przykrości. Lecz staram się być wciąż otwarty na działanie Ducha Świętego, uczę się.
Stąd moje stanowisko względem nauczycieli którzy według mnie robią błędy. Popełniamy je wszyscy. Zamieszczę wpis brata z innego forum który skrytykował moją postawę i chyba jest podobny do łowców herezji z materiału jaki zamieściłaś. To co Smok Wawelski pisze do krecika, czyli do mnie.

Cytat:„Kreciku, Bóg jest w stanie działać w sercach ludzi szczerych na krucjatach POMIMO "usługi" zwodzicieli. I to wcale nie usprawiedliwia ani fałszywych nauk tychże zwodzicieli, ani naszego obowiązku sprawdzania, czy aby nie są zwodzicielami. Nie bądź naiwny.

Ocenianie nauk jest naszym obowiązkiem. "Nie osądzanie" jest wymówką, która ma dać fałszywym nauczycielom glejt na szerzenie zarazy. Pismo nie naucza w ten sposób. ”

link : http://www.ulicaprosta.net/forum/viewtopic.php?f=1&t=1459&p=51632#p51632


Szczególnie utożsamiam się z postawą człowieka z  Twojego linku pt „Odezwa do łowców herezji”Pomimo tego iż widzę  że coś co nie zgadza się  z moją teologią, z moim rozumieniem Biblii, to jednak boję się nazwać ich wilkami w owczych skórach. Być może tak jest, ale mam zbyt mało danych żeby ferować takie stanowisko. Uważam że sprawą weryfikującą jest Owoc Ducha Świętego opisany w w Ga 5;22.
Tak więc postawa w codziennym życiu, stosunek do ludzi i sposób reagowania i rozwiązywania kłopotliwych kwestii, jest rzeczą kluczową. Nie można budować  ostatecznej opinii o człowieku którego nie zna się osobiście. Wskazówką dla mnie jest historia biblijnego Jakuba, który użył fortelu,  nie zachował się w porządku wobec swego ojca i brata. A jednak Bóg go wybrał. Podobnie też było z królem Dawidem, mordercą i cudzołożnikiem, albo z Saulem z Tarsu.

W kontekście tego co piszesz o przebudzeniu, poruszeniu Polaków. Czy uważasz  że będzie tak jak mówi pewien  fragment pieśni  (to jest chyba parafraza )„każde miasto dla Ciebie”. Że przed pochwyceniem Kościoła będzie globalne przebudzenie ?

Odnośnie tego co piszesz o odstawieniu tabletek, to uważam że Bóg może się też i nimi posłużyć w doprowadzeniu człowieka  do zdrowia, zwracającego się do Niego jako najlepszego lekarza. Jest to moje stanowisko...
Natomiast inni wierzący uważają że albo korzysta się z pomocy lekarza – człowieka, albo lekarza – Boga.
W związku z tym wątkiem mam spostrzeżenie, odnośnie tego co  niedawno przeżył mój szwagier. Lekarz zdiagnozował miażdżycę zalecając operację polegającą na wstawieniu bajpasów. Bardzo szybko był już na stole operacyjnym. W związku z tą ingerencją w jego ciało przeżył koszmar, bo zaczęła gromadzić się woda w płucach. W wyniku tego znalazł się ponownie na stole operacyjnym.
Oczywiście była to jego decyzja, chociaż niektórzy mu odradzali. W grupie odradzającej byłem też ja. Moim zdaniem wykazał większe zaufanie człowiekowi-lekarzowi, niż Bogu-lekarzowi.

Odnośnie Twojego apelu o pełne zaufanie Bogu. Jak najbardziej  zgadzam się  z tym żeby powierzyć  całkowicie  swoje życie we wszystkim i w każdych okolicznościach Wszechwidzącemu. Jednak powinniśmy założyć opcję że nie będzie tak jak pragnie nasze serce, chociaż Psalm 20 mówi iż  Bóg tak uczyni. Sprawi to w Swoim czasie i być może w inny sposób. Dlatego potrzebna jest cierpliwość i wytrwałość...
Jezus Chrystus żyje i wkrótce Przyjdzie drugi i ostatni raz.
Odpowiedz
#34
Witaj Kalebie!

Oczywiście miło mi również, że Tobie się ze mną miło rozmawia. Przede wszystkim cieszę się jednak z Twojej
powściągliwości w osądzie tych, z którymi do końca się nie zgadzasz.
Ja osobiście również nie stronię od bezpośredniości,ale jestem zawsze otwarta w dyskusji i czekam na kontrargumenty.
Nie uciekam i nie robię zasłon dymnych, a będę się cieszyć, jeśli ktoś mnie wyprowadzi z błędnej drogi, jeśli
rzeczywiście się mylę.
Ten post właściwie chcę poświęcić przede wszystkim jednej sprawie, czy będzie przebudzenie przed pochwyceniem,
o to pytałeś.
Napiszę, co mi mówi moje serce. Nie posłużę się ciągiem wersetów, które ułożą się w jednoznacznie spójny łańcuch,
raczej połączę je w luźny sposób. Mam jednak jednoznaczne odczucie, że jest w tym odsłonięcie pewnej tajemnicy
czasów końca, a każdy oceni to sobie ,jak chce.

Jezus zadaje pytanie, czy znajdzie wiarę na ziemi, jak przyjdzie. Pytanie bardzo ciekawe, skłaniające do myślenia,
bo nasz świat naprawdę Boga już nie potrzebuje. Również chrześcijanie Boga nie potrzebują. Czytamy o tym w Liście
do zboru w Laodycei, gdzie dosłownie jest napisane, że chrześcijanie w tym zborze uważają się za bogatych, którzy
niczego nie potrzebują. Różne są interpretacje dotyczące listów do zborów w Apokalipsie i wcale się one wykluczać
nie muszą...Chcę tu jednoznacznie jednak ważną sprawę podkreślić, bo uważam, że nie przypadkiem Jezus mówi do zboru
w Laodycei, że stoi u drzwi i kołacze, a jeśli ktoś usłyszy głos Jego, to Jezus wstąpi do niego i będzie z nim
wieczerzał.
Sąd ma się zacząć od domu Bożego, a sprowadzi się w zasadzie do tego, czy usłyszymy i zobaczymy przechodzącego
Jezusa i czy Go rozpoznamy. Dziwne to się może wydać, co piszę, bo chyba wszyscy chrześcijanie by powiedzieli,
że Go znają i bez problemu głos Jego usłyszą i rozpoznają, ale jednak Jezus mówi do zboru w Laodycei, który
dla wielu ma symbolizować ostatni okres chrześcijaństwa na ziemi, że zbór ten to pożałowania godny nędzarz i biedak,
ślepy i goły. A zgadzałoby się to z tym, co Paweł napisał o chrześcijanach w czasach ostatecznych żyjących w pozorach
bez Bożej mocy.
Ten brak mocy jest równoznaczny z brakiem wiary, gdzie Słowo przychodzi do ludzi właściwie w teorii i sprowadza się
do zbioru zasad i doktryn...
A sąd dotyczy przede wszystkim sprawy otrzymania korony. Jezus każe nam czuwać w kontekście końca i wiele razy to
podkreśla, że tych, których zastanie czuwających, postawi nad całym swoim mieniem, zaś ci, którzy nie czuwali
i na dodatek zaczęli bić swoich współsług, zostaną zrównani z bezbożnymi i odbiorą wiele razów.
Pierwsi będą ostatnimi, a ostatni pierwszymi...
I teraz do sedna. Kto nie przeoczy przechodzącego Jezusa w czasie sądu, to co otrzyma?
- maść na oczy, aby przejrzał, czyli zrozumiał, co naprawdę jest ważne i sednem rzeczy
- złoto w ogniu wypróbowane dla wzbogacenia i przyodziania białych szat, co oznacza,że
człowiek podda się Bożemu prowadzeniu i karceniu , które da mu sprawiedliwość i bogactwo
obfitego życia w Chrystusie.

A teraz kluczowe połączenie. Jest nim cały 9 rozdział Ewangelii Jana mówiący o uzdrowieniu ślepo narodzonego.
Analiza tego rozdziału pokazuje na czym będzie polegał sąd w domu Bożym.
Ewangelia Jana to ewangelia o światłości i jej też sąd będzie dotyczył.
Jezus mówi(9:39):"Przyszedłem na ten świat na sąd, aby ci, którzy nie widzą,widzieli,a ci, którzy widzą,
stali się ślepymi". Podobnie mówi również w e.Jana 3:19, że na tym polega sąd, że światłość przyszła
na świat...
Cóż my widzimy w tym 9. rozdziale? Ano dokładnie to samo, co teraz obserwujemy na świecie, gdzie "prawomyślni"
i porządni chrześcijanie uważający się za oświeconych i posiadających olbrzymie bogactwa w Chrystusie, biją
swoich współsług, którzy wzrok odzyskali, bo ci współsłudzy to głupi i nieuczeni i teologii nie skończyli
i cóż oni o Bogu wiedzieć mogą. Cudów i uzdrawiania im się zachciało i jakieś ruchy wiary potworzyli...
A cóż to za cuda,przecież mocą demonów mogą je robić, a sabatu nie przestrzegają, a to, a tamto.
Ale do głowy im nie przyjdzie, że Jezus ostrzegł, że skoro Jego Belzebubem nazwali, to ci porządni będą też
tak samo nazywać tych, którzy demony wyganiają i uzdrawiają(Mat 10:25).
Pretekstów tylko szukają, jak zdyskredytować - czyżby z zazdrości...?

Maść na oczy i pomazanie oczu ślepego błotem, to jak namaszczenie. Potem wysłanie go jeszcze ślepego do sadzawki Syloe,
co znaczy "Posłany", to jak budzenie wiary w pokoleniu, które niczego nie potrzebuje. Czyż wiarę znajdzie Jezus w
takim pokoleniu? Na ślepo każe im pójść i wielu pójdzie, gdy Jego głos usłyszy, bo tam jest obietnica wody żywej.
A chodzenie z Jezusem to odwaga chodzenia na ślepo, często bez rozumienia, ale w ufności, że Pan czuwa i prowadzi,
dokładnie tak, jak u pierwszych chrześcijan. A współcześni chrześcijanie na ślepo nie chcą, oni chcą mieć wszystko
poukładane - a to nie jest wiara, a Boża moc w słabości się objawia...
Zanim Jezus pomazał oczy ślepego, powiedział, że musimy wykonywać dzieła tego, który mnie posłał, póki dzień jest,
nadchodzi noc, gdy nikt nie będzie mógł działać.
Kto przetrwa tę noc? Ten co na ślepo poszedł do sadzawki po żywą wodę. Wzbogacił się, przejrzał,wiarę i moc zdobył,
jego lampa będzie miała zapas oliwy i ciemność go nie ogarnie i wejdzie na wesele Baranka...

Piotr proroctwo Joela o wylaniu Ducha do swoich czasów odniósł, warto jednak zastanowić się nad jakby przerwaniem
czasu. Jezus mówi: "zanim zdążycie obejść miasta Izraela, Syn Człowieczy przyjdzie" albo "abym zwiastował miłościwy
rok Pana"...
Zwrócenie serc ojców ku synom, młódź ci się zrodzi,poślę Eliasza, abym nie obłożył ziemi klątwą.
To oczywiście się odnosi przede wszystkim do Izraela. Warto jednak przyjrzeć się pewnym paralelom, co się stało,
gdy Bóg zostawiał Izraelowi pusty dom, a błogosławieństwo na pogan przechodziło.On odbył sąd światłości, ale swoi Go
nie przyjęli. Przyjęli Go przede wszystkim ci, o których mówi proroctwo Izajasza(łuk 4:18,19):

"Duch Pański nade mną przeto namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę, posłał mnie, abym ogłosił
jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność.
Abym zwiastował miłościwy rok Pana."

A Jezus wygłasza to proroctwo w Nazarecie, miejscu niewiary, gdzie przecież wiele lat mieszkał. A nieodparcie nasuwa
się myśl o Europie, gdzie chrześcijaństwo przez wieki panowało. Ale Europa bogata i oświecona i w niewoli się nie czuje.
Za to, gdzie na świecie bieda, a ludzie ubodzy duchem, to nie tysiące, a miliony się nawracają, doświadczając tych
samych cudów, jakie czynił Jezus, gdy chodził po ziemi.
Ślepo narodzony nawrócił się wzrok odzyskawszy, ale ówcześni faryzeusze całą swą energię zużyli, żeby go zdyskredytować,
bo Jezus nie do nich przyszedł po akceptację i imprimatur tylko do tego "przeklętego" motłochu, który nic nie wie
i nic nie rozumie.
I ciągle widzimy w Biblii walkę i podział i miecz. Syn marnotrawny kontra starszy brat, celnik w świątyni usprawiedliwiony,
a faryzeusz nie...
"Przebudzenie" na świecie jest, tylko wielu w duchowym Nazarecie mieszkając go nie widzi, a jeśli widzi, to go nie
rozpoznaje, że to Jezus w tym jest i czyni dzieła swoje. Bo zaproszeni nie byli godni,więc słudzy poszli zapraszać
na ulicę między opłotki i nawet przymuszać, aby Dom Pański był zapełniony.
A ci biedni,uciśnieni, jeńcy i ślepi przyjmą Boże miłosierdzie i uwolnienie i uzdrowienie, bo dobroć Boża dotknie
ich serc i chętnie za Nim pójdą.
A ciężko jest nawrócić kogoś, kto się jeńcem nie czuje ani ubogim, ani ślepym. Ale i do tych Jezus z łaską przychodzi
i oferuje maść na oczy dla przejrzenia. A z niewidomymi nie jest tak łatwo, żeby przejrzeli i widzimy, że Jezus uzdrawia
ich jakby dwuetapowo. Jak już zobaczą, że mają Jego łaskę i coś widzieć zaczynają, choć jeszcze ludzi w pełni nie
dostrzegają i ich z "drzewami mylić mogą", to budzi się w nich wiara, żeby w pełni zaufać.
A to widać w ewangelii Jana na przykładzie Nikodema,dla którego światło dnia zbyt mocne jest i do Jezusa nocą przychodzi.
On wie, że Jezus nie jest zwykłym człowiekiem, ale w pełnym świetle nie chce się za nim opowiedzieć, bo dla faryzeuszy
ich chwała na świecie jest wielkim związaniem. Widzimy jednak potem ewolucję- nie rewolucję -Nikodema ku światłości,
kiedy broni Jezusa przed Radą Najwyższą, a potem wraz z Józefem z Arymatii, który potajemnie był uczniem Jezusa,prosi
Piłata o ciało Jezusa.
Ciężko bogaczowi czy faryzeuszowi wejść do Królestwa Bożego. Jezus nakazuje im oddać to, co mają najcenniejszego, ale
jak zrobią krok wiary i zaczną bój, to wyzwoli ich etapami, skoro od razu nie są w stanie tego znieść, bo łaska
Jezusa jest olbrzymia. I w końcu zaczną w ludziach bliźnich dostrzegać, za których Jezus umarł, a nie traktować
ich "beznamiętnie jak drzewa". W końcu zrozumieją, że pogardzany przez nich Samarytanin, którego wierzenia tak bardzo
od ich wielkiego poznania odbiegają,okazał prawdziwą miłość pobitemu człowiekowi, bo oświeceni lewici i faryzeusze
do niego pomocnej ręki nie wyciągnęli( a być może się na uczoną debatę o miłości spieszyli i czasu nie mieli).
A uczony w Piśmie, który uczniem Królestwa zostaje, jest bardzo cennym nabytkiem, bo i ze starego skarbca dobywa.
Dlatego też Pawłowi powierzono wyjaśnienie tak wielu spraw w kontekście starego i nowego przymierza...
Przebudzenie Europy to jak nawrócenie starszego brata. Nie ominie go krok wiary i na ślepo będzie musiał z
pomazanymi oczami do sadzawki po przejrzenie pójść, ale ma wielką łaskę Jezusa, Pana światłości, który i opornym
oczy otwiera, bo przecież napisano, że i oporni w domu Pana zamieszkają.
Oni to doprowadzą wielu do właściwego poznania, bo lud Pana w czasach końca ma się umocnić i będą działać.
Wielu jednak przyłączy się do nich obłudnie, po to, żeby siać zgorszenie i dyskredytować Pańskie dzieło.

A któż to do właściwego poznania prowadzi u końca czasów?
Czy może świadkowie Jehowy, a może Henryk Kubik, a może współcześni faryzeusze, którzy chcą, żeby po staremu
zostało?

Cóż oni takiego odnawiającego przynoszą, co byłoby jak życiodajna woda, która tak wzbierze, że już w niej tylko
pływać będzie można?
Im bliżej końca tym Oblubienica bardziej przygotowana, bo ma być doskonała na przyjście Oblubieńca i tym więcej
Ducha.

Jakąż to nową rzecz Bóg przygotowuje, drogę na pustyni i rzeki na pustkowiu?(Iz 43:19-21)
Aby napoić mój lud, mojego wybrańca.

A kiedyż Jezus ma zacząć panować wśród swoich nieprzyjaciół i kiedyż lud Jego chętnie pójdzie za Nim
w świętej ozdobie i młódź się zrodzi?(Psalm 110)

A kiedyż to oczy tych, którzy widzą nie będą oślepione, a ich uszy będą uważnie słuchać, a umysł
skwapliwych zyska właściwe poznanie?(Iz 32:1-8).

Czy to się odnosi do przyszłości, czy jeszcze do czasu obecnego i jest zapowiedzią wielkiego wylania Ducha
przed końcem?

Słynny werset o słudze wiernym i roztropnym, którego świadkowie Jehowy używają do uzasadniania swego tak
zwanego kanału łączności(Mat 24:45-47)mówi nie tylko, że ten sługa w przyszłości nad całym mieniem Pana zostanie
postawiony, ale że Pan postawił go już nad czeladzią swoją, aby im dawał pokarm o właściwej porze.A napisano,że
właściwe poznanie przyjdzie w czasie końca, ale żaden bezbożny go nie dostanie.
I świadkowie Jehowy i Henryk Kubik i wielu innych roszczą sobie prawo do tego, że to oni przynoszą to właściwe
poznanie na czas końca. Ale czy życie w obfitości Jezusa Chrystusa ich poznanie przynosi?
Zaraz po 9 rozdziale Ewangelii Jana jest mowa o owczarni i dobrym pasterzu i rozpoznaniu Pana, gdy do owczarni
przyjdzie. Przed Nim przychodzili złodzieje i zbójcy, a w czasie końca wielu takich przyjść miało. Prawdziwy
Jezus prawdziwie syci, daje prawdziwe pastwisko i życie w obfitości, a Jego żywa woda tak zaspakaja, że człowiek
już pragnąć nie będzie. A Jezus puka do drzwi w okresie zboru do Laodycei i coś szczególnego wtedy przynosi...

Bo Pan zacznie rządzić wśród nieprzyjaciół swoich przez Oblubienicę swoją, która już tu przygotowuje się do tego,
co będzie robić w przyszłości. A ci nieprzyjaciele to na początku będą ci sami nieprzyjaciele, których miał Jezus,
faryzeusze i uczeni w Piśmie i religijny system. Oni to na końcu chrześcijan władzy wydadzą na śmierć.

Sednem sporu będzie to samo, co było za czasów Jezusa. A on głosił i uzdrawiał, mając moc obnażał system religijny,
wprawiał go w konsternacje, bo ludzie zaczęli się budzić i zadawać pytania, dlaczego tamten system religijny
i kościoły obecne są bez mocy,skoro Mojżesz i Eliasz ją mieli pierwszy kościół ją miał?
Takie jest sedno sporu, widać je wyraźnie, jak się ewangelie prześledzi.
On Jezus Chrystus, Syn Boży, przywiódł do chwały wielu synów i uczynił ich braćmi swymi i prawdziwymi synami Bożymi,
do których dziedzictwo należy. I ci Boży synowie zaczynają czynić to samo, co Pierwszy spośród wielu braci, bo
w końcu przebudzili się do tego, że syn może Ojca o wszystko prosić, bo wszystko, co ma Ojciec, też do syna należy.
Jednak ten, który się z niewolnicy narodził, będzie prześladował tego, który jest z wolnej.
A ten z wolnej to syn obietnicy, którą wziął wiarą, a ten z niewolnicy, to ten, który na ciele polega, a synów
Bożych za bezczelnych uważa i niepokornych, że ośmielili się sięgnąć po dziedzictwo za darmo...
Historia się cały czas powtarza i nie ma nic nowego pod słońcem, nawet to nowe, co się teraz tworzy, też już było...
a jest zapisane dla nas, którzy znaleźliśmy się u kresu wieków, a my jak ślepcy błądzimy i nie widzimy tego, co
jest tuż przed naszymi oczami, no bo będziecie stale patrzeć i nie ujrzycie...

Sytuacja na świecie , w Europie i Polsce dojrzewa do przebudzenia. Nie ma nic ukrytego, co by nie miało być
ujawnione. M.in. dzięki internetowi coraz więcej ludzi widzi, jak jest oszukiwana i manipulowana przez rządzących
tym światem. Wielu ludzi jest już świadomych, że żyją w kłamstwie i ułudzie i rodzi się w nich pragnienie
prawdziwego życia, a szczególnie dotyczy to młodych ludzi, którzy mają coraz mniej złudzeń, że na świecie czeka
ich coś dobrego."Wartości" tego świata to tak naprawdę hedonizm, nihilizm, jedzmy i pijmy, bo jutro pomrzemy,
używajmy życia, oddawajmy się złu i niemoralności, bo cóż nam pozostało, czy jest coś , dla czego warto żyć.
Takie coś to nie życie i coraz więcej ludzi to rozumie, bo Bóg głód zaczyna wzbudzać, głód prawdy i prawdziwego
życia i warto za tym głodem pójść, póki Bóg jest blisko, bo przyjdzie czas, kiedy głodu już nie będzie można
zaspokoić...

Widzę więc, że przebudzenie trwa i widzę, że w Polsce też jest tworzony grunt do przebudzenia. Czy będzie ono
wielkie i pokazowe? Wielu wrogów chce je zatrzymać i przeszkody są niemałe, ale Jezus jest tym, który łamie
szyki na przodzie. Warto, żeby współcześni wrogowie posłuchali rady Gamaliela, który na tyle miał jeszcze
rozsądku, że apelował, żeby Rada Najwyższa dała spokój chrześcijanom, bo jeśli to jest z ludzi, to samo się
rozpadnie, ale jeśli z Boga, to może się okazać, że z Bogiem walczycie!

Tutaj artykuł o głębszym spojrzeniu na uzdrowienie niewidomego, uzupełniający to, co napisałam
Człowiek niewidomy od urodzenia
http://www.orygenes.pl/rozmowy-o-biblii/czlowiek-niewidomy-od-urodzenia/

Bardzo się rozpisałam, a i tak pełno tu skrótów myślowych. W każdym razie w ogólnym zarysie takie są
myśli mego serca i takie moje przekonanie. Skoro Bóg daje mi miłość do Żydów albo każe modlić się za Polskę
i zwraca mi uwagę na ten ruch wiary,
to się nad tym zatrzymywałam i rozważałam, jakie to ma znaczenie. A te Boże nakazy nigdy mnie nie zawiodły,
a do nowego poznania prowadziły.
Może zbyt chaotycznie to napisałam, ale mam nadzieję, że zrozumiesz , o co mi chodzi.Nie ma to oczywiście
rangi jakiegoś bezspornego dowodu, ale moje serce idzie w tym kierunku i coraz więcej jest mi w tym temacie
odsłaniane.
Serdecznie Cię pozdrawiam i mam nadzieję, że choć częściowo moja odpowiedź Cię usatysfakcjonuje!
Odpowiedz
#35
Witaj ponownie Kalebie!

Czytam czasami to, co jest na podanym przez Ciebie forum i niektóre rzeczy są bardzo ciekawe i z większością się
zgadzam. Czytałam również wcześniej ten wątek, do którego link dałeś. Nad kalebem się zastanawiałam, czy to przypadkiem
nie Ty, ale rzeczywiście krecik bardziej pasował...
Ogólnie zgodziłabym się z tym, co napisał Smok Wawelski, ale ogólnie...
Napiszę może coś dziwnego, ale w moim chodzeniu z Bogiem zauważam pewien charakterystyczny schemat dotyczący tego,
że Jezus jest Prawdą, Prawdą jako Osoba i gdy coś mi objawia, często ma to charakter zaufania do tej Osoby.
Zazwyczaj widzę tylko jakiś szczegół,a całości jeszcze nie rozumiem, ale ten szczegół przykuwa mocno moją duchową
uwagę i wiem, że za tym przyjdzie jakieś duchowe objawienie. Zanim jednak ono przyjdzie, to moje serce jakby już czuje,
gdzie trzeba iść. I powiedzieć można, że to głupota, żeby sercu swemu ufać i prosta droga do zwiedzenia, ale ja
właśnie dobrze wychodziłam na ufaniu sercu, a nie na pójściu za rozumem, a potem okazywało się, że przychodziło
i zrozumienie tego, co czuło serce i to jednak serce miało rację.
Bóg dał Piotrowi wizję płótna z nieba z nieczystymi zwierzętami i kazał mu zabijać i jeść. Doświadczenie Piotra,
jego wiedza i żydowskie prawo było przeciwko temu Bożemu nakazowi. A Bóg mówił: nie uważaj za nieczyste tego, co Bóg
oczyścił. Potem, gdy spotkał się z poganinem Korneliuszem zrozumiał, o co w tej wizji chodziło.
Bóg rzadko daje mi objawienie jakichś rzeczy przez czytanie, On daje mi jakieś nadzwyczajne przeżycie, jakieś
wydarzenie itd., które zazwyczaj mnie w wielką konsternację wprowadza, bo umysł się burzy, ale serce czuje, że to
Bóg. Bo jak Bóg wprowadza mnie w jakąś sytuację, gdzie sumienie normalnie by mnie oskarżało, ale moc jakaś na mnie
zstępuje i sumienie ani drgnie i jeszcze słyszę, że dla czystego wszystko jest czyste, to się przełamuję, bo Bóg
wszystko tak ułożył, żebym w to weszła...
Taką sytuację miałam z tak zwanym ruchem wiary. Kiedyś lata temu ten ruch odrzuciłam "rozumem" się kierując.
Teraz jednak, gdy Bóg znowu z tym do mnie przyszedł, zrobił kilka nadzwyczajnych rzeczy, które w pył rozwaliły moje
"rozumowe" patrzenie i zostałam całkowicie obezwładniona Bożą mocą i jakby zmuszona do zajęcia się tą kwestią.
Rzeczy rozświetliły mi się i w wymiarze umysłu i już wiele spraw zrozumiałam, ale wiem, że gdybym Bożego nadzwyczajnego
prowadzenia nie doznała, nie zajęłabym się tą sprawą.
Dlatego mnie nic nie rusza, jeśli Bóg mnie do czegoś przyprowadzi, bo On to pieczętuje w moim sercu swą mocą.

Podzielę się kilkoma rzeczami, co do których dostałam objawienie w czasie mojej długiej choroby i postu. A choroba
ta mi na duchowe zdrowie wyszła, choć dziwnie to może brzmieć w kontekście tego, co mówię o chorobach, ale taka jest
prawda.
Mój mąż jest wegetarianinem, na swoim ogrodzie uprawiam olbrzymią ilość warzyw i owoców przede wszystkim dla niego,ale
też dlatego, żeby jeść rzeczy zdrowe i świeże. Z powodu choroby zawaliłam jednak na wiosnę prawie wszystko na moim
ogrodzie i w tym roku warzyw prawie nie będzie, owoców zresztą też, bo przymrozek zniszczył większość kwiatów na
drzewach. Sytuacja ta dała mi jednak wyzwolenie z tego, żeby zajmować się zdrowym jedzeniem i w to za bardzo angażować.
A konkretnie wyzwolenie dał mi słynny werset, który tu często jest przytaczany w kontekście uzdrawiania z Marka 16:18

"Węże brać będą, a choćby coś trującego wypili, nie zaszkodzi im. Na chorych ręce kłaść będą , a ci wyzdrowieją"

"Choćby coś trującego wypili, nie zaszkodzi im."

Po prostu szkoda tego ogromu czasu i pracy na zabieganie o zdrową żywność i to ma też taki wymiar ratowania się
na własną rękę, zamiast powierzyć tę sprawę Bogu, a czas ten poświęcić na szukanie Królestwa i jego sprawiedliwości.
Ja o tym już wcześniej myślałam, ale nic z tym nie zrobiłam - Bóg mnie zmusił, żebym zrobiła i zrobił to skutecznie.
Przymusił, ale przez to wyzwolił i cieszę się, że tak się stało, bo wyrzucam z mego życia coraz więcej takich
niepotrzebnych rzeczy.

Odstawienie tabletek i oddanie dbania o moje zdrowie Bogu to wielki przełom w moim życiu. Nie twierdzę, że Bóg nie
może się w leczeniu posłużyć tabletkami, a sam stworzył przecież wiele leczniczych roślin, jednak skoro mi tę
sprawę tak przedstawia, że zestawił to z bałwochwalstwem, to żadnego wyboru nie miałam, żeby tych tabletek nie
odstawić. Sumienie zżerałoby mnie niemiłosiernie. Zresztą po co się Boga pytałam o to, żeby potem zrobić po swojemu
i według rozumu mego? Źle na tym wychodziłam, gdy się tym kierowałam.
Kiedyś powiedziałam Bogu coś takiego: Panie dajesz mi tak wiele snów i tak wielu rzeczy przez nie mnie uczysz, a ja
je tak lekceważę, po co mi dajesz te sny, skoro wielu z nich nie biorę do serca?
Bardzo pożałowałam tych słów, bo po tych słowach chyba przez rok żadnego snu nie dostałam i teraz mam je rzadko.
Ale zaczęłam bardziej cenić to, co Bóg mi pokazuje i nie marnować Jego łaski.

Bóg objawił mi jeszcze kilka strasznych rzeczy o mnie, które mnie bardzo załamały. Owszem mam natchnienia od
Boga i wiem, że to od Niego i wieloma takimi rzeczami dzielę się też publicznie, ale czasami dodaję do tego rzeczy
z ciała. Wydawało mi się, że mam czyste serce, a dodatki jakieś to uzupełnienia w oparciu o doświadczenie,
rozsądny szerszy ogląd itp.Ale niektóre moje poglądy z wiedzy starego człowieka się wywodzą i nie są jeszcze
w nowym człowieku zweryfikowane...
Inna objawiona sprawa dotyczy tego, że mimo czystego serca na języku moim jad żmii i strzały zatrute, bo głupota
popycha czasami człowieka do powiedzenia w zamieszaniu i zakręceniu więcej niż trzeba. Mnie wydaje się, że to
nieszkodliwe, ale nie wszystko wszystkim mówić można, bo niektórzy nie zniosą tego i szkodę poniosą...
Boleję nad tym bardzo i płaczę, ale jednocześnie jestem Bogu bardzo wdzięczna za to, że mi to pokazał i oczyszcza
serce moje z tych rzeczy.
O innych rzeczach nie wspomnę, bo wielu na pewno by je za bardzo kontrowersyjne uznało...

Kiedyś byłam dużo bardziej "bezpośrednia" w wypowiadaniu swoich opinii i np. z katolikami wprost o pewnych
rzeczach mówiłam, ale razu pewnego Bóg kazał mi ugryźć się w język. Nie mówiłam za bardzo nic krytycznego, a po
prostu mówiłam o tym, co Bóg zrobił w moim życiu i zachęcałam do zaufania Bogu. Po jakimś czasie ta osoba sama
zaczęła mówić o tym, co ją razi w KRK i to ona mnie pytała o to, więc odpowiadałam.Ten człowiek jest dalej katolikiem,
ale zaczął na poważnie traktować Boga, zrozumiał, że zbawienie nie jest z uczynków i przełamał się już w wielu
rzeczach.
Widzę owoce pokojowego zwracania się do ludzi o innych poglądach i zaprzestania krytyki co do sposobu w jaki oni
wierzą.Po jakimś czasie się otwierają i naprawdę wiele dobrego z tego wychodzi...

Więc ogólnie zgadzam się ze Smokiem Wawelskim, ale biorę sobie do serca pewne wersety.

Paweł do Ateńczyków nie powiedział, że ich miasto jest całkowicie oddane pogaństwu, ale zwrócił uwagę, że są
bardzo pobożni i mają nawet ołtarz dla nieznanego Boga, o którym on im nieco by chciał opowiedzieć...

Do Filipian pisał, że niektórzy głoszą Chrystusa ze złych pobudek i nieszczerze, ale dziwne zdanie dodaje:
Lecz o co chodzi? Byle tylko wszelkimi sposobami Chrystus był zwiastowany, czy obłudnie, czy szczerze, z tego
się raduję i radować będę.

Jezus również mówi, żeby słuchać tego co mówią ci, którzy na mównicy Mojżeszowej zasiedli, ale żeby według
ich uczynków nie postępować.

Ja przeto z tego wnioski wyciągam takie, że być może ci niektórzy kaznodzieje, którzy np. w Afryce miliony
ludzi nawracają i tysiące kościołów zakładają, usłyszą od Chrystusa :"nigdy was nie znałem", ale powtórzę
za Pawłem, że z tego się raduję i radować będę, że Chrystus jest zwiastowany wszelkimi sposobami.
A ci ludzie często docierają do miejsc, gdzie nigdy o Chrystusie nie słyszano i jakby nie oni, to może by
w ogóle nie usłyszano.
Już wiele razy słyszałam starszych nauczycieli, którzy mówili, że tak naprawdę swą służbę w ciele zaczynali
i ze złych motywów, ale w jej trakcie po latach prawdziwie się nawrócili.
Bo mądre to jest, żeby kąkolu zawczasu nie usuwać, bo czasami i pszenica jak kąkol wygląda, a my w swej
nadgorliwości chcielibyśmy ją wyrwać.
W każdym razie właśnie tak Bóg zarządził, a warto się nad tym bardziej zastanowić, bo nie jest to bez sensu.

A oczywiście, że my nie możemy zrzucić naszej odpowiedzialności za nasze zbawienie przed Bogiem na naszych
nauczycieli. Skoro Jezus mówi, żeby nie wchodzić w obłudę przewodników, którzy jedno mówią a co innego robią,
to nakłada na nas odpowiedzialność za sprawowanie swego zbawienia.
Myślę, że wielka głębia jest w tym, że szatan nasiał chwastu między pszenicę. Bóg przecież wysłuchał jego
prośby, żeby chrześcijan przesiewać i za zgodą Boga się to dzieje. A nawiązuje to i do grzechu pierworodnego,
gdzie człowiek staje przed poznawczym dysonansem i otrzymuje dwie sprzeczne informacje i musi umieć wybrać
tę dobrą. Ten schemat cały czas się powtarza, a i Jezus był wyprowadzony przez Ducha na pustynię, aby był
kuszony przez szatana. Przeczytamy nawet takie dziwne rzeczy, gdzie Bóg mówi, ze jeśli prorok da się omamić
i wypowie słowo, to Ja,Pan, omamiłem tego proroka(Ez.14:9). Pod koniec tysiącletniego Królestwa szatan
znowu jest wypuszczony, żeby zwieść narody, bo wszyscy muszą podlegać kuszeniu szatana, nikt nie jest z tego
zwolniony.
Jak się nad tym zastanowić, to widać, że każdy indywidualnie musi się nauczyć rozróżniania i każdy musi przejść
przesiewanie. Tu nie ma komfortowych i idealnych warunków i nikt nie jest zwolniony z walki. Dlatego Bóg mówi,
synu mój bądź mądry i rozweselaj moje serce, abym mógł dać odprawę temu, kto mnie lży.

Do naszego serca dwie osoby zawsze mówią :Bóg i szatan, a my mamy umieć duchy rozróżniać. Czy gdzieś jest napisane,
że jest inaczej? A jak będziemy w otoczeniu tylko świętych i doskonałych, to szatan nie będzie przemawiał?
Musimy oczy swoje szeroko na tę prawdę otworzyć, że na tym świecie miejsca bez szatana nie ma, a my nie mamy się
izolować od tego świata, skoro jego światłością i solą jesteśmy, ale mamy do niego wyjść, żeby go ratować
i ufać, że on nas nie pokona, tak jak Jezusa nie pokonał.

Smok Wawelski pisze : "nie badź naiwny".

Ja odpowiem tak: ja nawet nie ufam nauczycielom, którym w zasadzie ufam. Po prostu biorę od nich to, co wartościowe
i co mnie zbuduje. Paweł mówi, że nawet z was samych powstaną wilki, które nie oszczędzą stada.
My nie na człowieku mamy polegać, więc na żadnym nie polegam.

Pisze on również:

"Ocenianie nauk jest naszym obowiązkiem. "Nie osądzanie" jest wymówką, która ma dać fałszywym nauczycielom glejt
na szerzenie zarazy. Pismo nie naucza w ten sposób."

W zasadzie mogłabym się z tym zgodzić, sama napisałam na tym forum wiele postów na temat odrzucania Pawła choćby
przez Henryka Kubika. Jednak to dotyczyło rzeczy bardzo rażących, które wręcz chrześcijańskich podstaw dotyczyły.
Jeśli zaś chodzi o dyskusje choćby o Trójcy czy ciele, w jakim przyszedł Jezus to nie chciałam się na ten temat
wypowiadać.Wypowiedziałam się jednak w sprawie umniejszania Jezusa przez świadków Jehowy, bo to ma znaczenie dla
zbawienia.
A czegóż to takiego ci nauczyciele z ruchu wiary nieprawomyślnego uczą?
Na "ulicyprostej"też bratają się ludzie z różnych denominacji"i potrafią pewne różnice akceptować. Ekumenizm jest
już dla nich za daleko idący , ale granicy wcale tak łatwo się wyznaczyć nie da, co akceptujemy, a co nie.

A czy twierdzenie, że uzdrowienie jest dla każdego to taka nie do przyjęcia herezja?

Ja wiem rzecz jedną, że Bóg mnie uczy i każe mi zwrócić uwagę przede wszystkim na przemianę ze starego w nowego
człowieka. Na doktryny prawie w ogóle nie zwraca mojej uwagi. A ja się staram trzymać tego, co mi Bóg mówi.
Jak każe mi odstawić tabletki, to odstawiam, jak każe ugryźć się w język w rozmowie z katolikami, to się gryzę,
a mogłabym wdać się i w głębokie osądzanie i pewnych nauk i zachowań różnych nauczycieli, ale jestem przed tym
powstrzymywana, więc tego nie robię.
Takie jest moje prowadzenie, jak ktoś uzna, że prowadzenie zwiedzionego serca, to trudno,ale ja będę się tego
trzymać, choć wcale wszystkiego w tym nie rozumiem. Widzę jednak dobro w pokojowym zwracaniu się do ludzi, którzy
inaczej wierzą, Bóg mi tak każe, więc tak będę robić.

Tu obrazowy przykład błędów naszego postrzegania i myślenia, a czyż Biblia nie mówi, że jak ktoś mniema, że poznał,
to jeszcze nie poznał, jak należy poznać i że wiedza nadyma, ale miłość buduje?


http://www.youtube.com/watch?v=W07ADwmuj8A

W linku tym jest pewne zadanie do rozwiązania, żeby za pomącą czterech
prostych linii przejechać przez wszystkie punkty, gdzie koniec linii jest
początkiem następnej.
Na początku chyba większość ludzi zrobiłaby to w taki sposób, że
dojechałaby do punktu i na nim kończyła linię. Dopiero gdy okazuje się, że
nie daje to rozwiązania, zaczynamy kombinować i odkrywamy, że w poleceniu
nie jest napisane, że linia musi się kończyć na punkcie i że nie może za
niego wychodzić.
Chcę tego użyć jako ilustracji. Błędem naszego poznawania i rozwiązywania
zadań i problemów są schematy i tory myślowe, wynikające z wychowania,
tradycji itp. Pewne rzeczy wydają się nam prawdziwe i tak naprawdę ich
przyjęcie wynika z naszej powierzchownej analizy i z tego, że jest to
przyjęty i utarty pogląd, więc już w to nie wnikamy.
A prawda może być zupełnie gdzie indziej niż nam się wydaje.

Kiedyś wysłałam znajomemu ten utwór:

http://www.youtube.com/watch?v=sza4rh1YzsM

Odpisał, że nie ruszają go takie utwory przez świeckich ludzi robione.
Ale Paweł przecież napisał, że raduje się, że Chrystus jest zwiastowany wszelkimi sposobami czy szczerze,
czy obłudnie. A mi pomogło wiele świeckich utworów, gdzie Bóg zwrócił uwagę tylko na jedno zdanie, które
potem dało objawienie i owoce przyniosło.
Jednych to nie rusza, drugich rusza. Do jednych przemawia to, do drugich co innego. Nie osądzajmy jednak
siebie nawzajem i siebie samych również, bo nam wydaje się to czy tamto słuszne. Jeżeli buduje miłość,
a wiedza nadyma, to wolę być nieuczona. Nie gardzę poznaniem, ale jeśli służy ono sporom i wojnie,to już
wolę głupia pozostać i będę w moim nierozumieniu po prostu robić to, co mi mój Pan powie.

A do serca biorę sobie te słowa Pawła do Tymoteusza(2List 2:24-26):

"A sługa Pański nie powinien wdawać się w spory, lecz powinien być uprzejmy dla wszystkich,
zdolny do nauczania, cierpliwie znoszący przeciwności.
Napominający z łagodnością krnąbrnych, w nadziei, że Bóg przywiedzie ich kiedyś do upamiętania
i do poznania prawdy.
I że wyzwolą się z sideł diabła, który ich zmusza do pełnienia swojej woli."

Bo wrogiem naszym nie jest nasz bliźni, jego mamy miłować!

Serdecznie Cię pozdrawiam
Odpowiedz
#36
@Aga
W rozmowie  pojawia się tak wiele wątków że chyba i dobrze iż ten poświęciłaś jednemu. Ale myślę że w przyszłości odniesiesz się też do :
Czy też uważasz że owoce codziennego życia są najistotniejsze w ocenie jakiegoś człowieka  ?

Czy według Ciebie, kiedy słuchamy zaleceń specjalisty i bierzemy medykamenty, to odwracamy się od najlepszego lekarza jakim jest Bóg ?

Czy jeśli nie dzieje się tak w naszym życiu jak wierzymy, wyznajemy i pragniemy, to znaczy że mamy wiarę jeszcze mniejszą niż ziarenko gorczycy, albo nie mamy jej w ogóle ?

Zacznę  od tego Twojego zdania :
„Ten brak mocy jest równoznaczny z brakiem wiary, gdzie Słowo przychodzi do ludzi właściwie w teorii i sprowadza się
do zbioru zasad i doktryn...”

Innymi słowy chcesz powiedzieć że współczesnym chrześcijanom  brakuje wiary, bo widać zbyt mało cudów. Jesteś całym sercem za tym co głosi autor filmu na początku wątku, żeby uzdrowienia były powszechnością ?
Trudno jest zgodzić się z tym co piszesz że sytuacja dojrzewa do przebudzenia religijnego. Gdyż Jezus mówi o odstępstwie i oziębieniu miłości, oraz małej wierze przy końcu czasu. Co widzimy wszyscy. Widzimy  wielkie zainteresowanie  wszystkim co związane jest z jedzeniem, jak bardzo wszyscy ludzie, nie wyłączając chrześcijan, kultywują tę dziedzinę życia. Podobnie było za dni Noego i Lota...
Mówisz o przejawie mocy cudów i znaków, że ich upowszechnianie się świadczy o duchowym przebudzeniu. Widzę w tym wielkie niebezpieczeństwo, zważywszy na ten poniższy fragment:

„ W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów?  A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie. 
[Mt 7;22-23].
Powiem szczerze, kiedy pomyślę o przestrodze  zawartej w tym tekście, to pojawia się duży znak zapytania odnośnie wielu świadectw przejawów nadzwyczajnych wydarzeń. Tak jak pisałem nie mam odwagi klasyfikować, stając się łowcą herezji. Lecz z pewnością są wśród  nich ludzie scharakteryzowani w tym zapisie.

Określenie „łowcy herezji”dotyczy protestantów wszelkiej maści. Uważam że Rzymskokatolicy są wyłączeni z tego grona, gdyż zwiastują innego Chrystusa. Nie wiem czy podzielasz ten wniosek,  bo zamieściłaś stronę człowieka reprezentującego tę denominację ? Nie wiem też czy  dość uważnie przeczytałaś ten artykuł który polecasz  ?
Jezus Chrystus żyje i wkrótce Przyjdzie drugi i ostatni raz.
Odpowiedz
#37
Witaj Kalebie!

Zanim odpowiem na twoje pytania,coś jeszcze napiszę.Budzę się kiedyś w nocy a w sercu moim słyszę takie pytanie:
Dlaczego Żydzi przez wieki chrześcijaństwa znajdowali się zawsze obok chrześcijan? i pojawia mi się werset, że ty jako
gałązka z dzikiej oliwki zostałeś wszczepiony w drzewo szlachetne, więc nie wynoś się ponad gałęzie i się strzeż i nie miej
o sobie zbyt wysokiego mniemania...I zrozumiałam, że stosunek do Żydów jako "cielesnych" braci Chrystusa, który przyjdzie
jako Król Izraela, wpisuje się w sąd nad chrześcijanami. Bo wielu chrześcijan przez wieki Żydów prześladowało używając
usprawiedliwienia, ze to przecież oni zabili Chrystusa. Do serca jednak sobie ostrzeżeń Pawła nie wzięli i bili tego,
którego Pan uderzył. A Pan powiedział, że czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z najmniejszych moich braci, to i mnie nie
uczyniliście.
Takie sobie pytanie usłyszałam i już wnioski wyciągam, ktoś powie, że zupełnie nieuprawnione, że Żydzi byli obok chrześcijan
m.in. z powodu sądu. A gdzież w Biblii mogę to gruntownie udowodnić, żeby coś takiego twierdzić? I nie będę się z nikim
o to wykłócać, ani mu udowadniać, że takie postawienie sprawy jest prawdziwe. Dla mnie jednak to pytanie ma przełomowe
znaczenie w sprawie Żydów i tak serca mego dotknęło, że temat gruntownie zaczęłam analizować. Strzegę się, nie wynoszę nad
Żydów i nadnaturalną miłość do nich dostałam. Bo ktoś mnie przekonał, mocą przekonał, zanim jeszcze temat dobrze rozumiałam
w nadnaturalny sposób pytanie zadając i potem dalej w nadnaturalny sposób prowadząc.

Ktoś też w nadnaturalny sposób kazał mi połączyć maść na oczy z Apokalipsy z uzdrowieniem ślepego z Ewangelii Jana
i olśnienia doznałam. No ale inny ktoś może powiedzieć, że takich zestawień to on w Biblii na pęczki znajdzie i takie
luźne zestawienia to tylko droga do zwiedzenia i tak Biblii traktować nie można.

Zwracam jednak uwagę na słowo "moc", bo ewangelia w mocy miała do ludzi dojść, a nie tylko w słowie.
I oto taki Natanael, gdy mu mówią, że znaleźli tego , o którym mówił Mojżesz, Jezusa z Nazaretu, odpowiada: czy z Nazaretu
może być coś dobrego? Jednak gdy tylko Jezus mówi, że widział go pod drzewem figowym, Natanael od razu stwierdza, że Jezus
jest Synem Bożym i królem Izraela.
Jak Jezus powoływał Piotra, to kazał mu sieci na głębię zarzucić, ale Piotr odpowiada, że całą noc nic nie złowili, ale na
słowo Jezusa sieci zarzuci. Jak to zrobił,to połów był tak wielki, że się sieci rwały. Piotr rzucił się do kolan Jezusa...
( Jako dygresję tylko powiem, że może nam się wydawać, że gdzieś nie ma ludzi do złowienia, ale jak się słucha Jezusa, to
On wskaże, gdzie pola są gotowe do żniw).
Jak jakiś niewierzący do zboru wejdzie, to prorokują nad nim i skrytości serca jego na jaw wychodzą i upadnie na twarz
i powie prawdziwie Bóg jest wśród was. Boża moc go nawróciła, bo zobaczył, że w proroctwie tajemnice jego serca wyszły na jaw
i wiedział, że to Bóg uczynił w nadnaturalny sposób.

Moc przekonywania oto się objawiła, a czyż Bóg mocy nie ma, aby jednych doprowadzić do upamiętania a drugich do zatwardziałości?
Duch przekonuje, przekonuje w mocy. A czyż ci ludzie powyżej przytoczeni analizą Pisma zostali przekonani, czy jednak Bóg
inną mocą przekonywania się posłużył?.

I tu jest odpowiedź na Twoje pytanie co do mocy. Mówiąc o mocy nie mam na myśli tylko uzdrawiania, ale wszelkie nadnaturalne
Boże działanie przez które Bóg objawia swoją chwałę, przekonuje, uwiarygadnia swych sług...

Ta Boża moc w Biblii wśród pierwszych chrześcijan jest na porządku dziennym, to jest normalne życie chrześcijańskie, a nie coś
rzadkiego i wyjątkowego i czytamy, że Bóg potwierdzał ich słowo znakami.
Teraz zazwyczaj głosi się ewangelię tylko w słowie bez mocy, a duża część chrześcijan sama martwi się sprawami tego życia
nie ufając Bogu, że On się o to zatroszczy.
Jeśli nie z braku wiary to wynika, to z czego?
Znowu wracam do wersetu, który tu był często cytowany, że jeśli ktoś wierzy w Jezusa, to będzie tych samych dzieł dokonywał
co Jezus.
Ty mi odpowiesz tak, jak często odpowiadasz, że nie od nas zależy, że taka Boża wola i jeśli łaskę da, to dopiero coś może
się stać. Ciągle jednak nie widzisz, że oto teraz czas łaski i dzień zbawienia, a Bóg Ci każe prosić z wiarą i otrzymasz!

Panie Jezu, proszę Cię, otwórz oczy Kaleba, żeby przejrzał i daj mu poznać moc Twego przekonywania!

Co do artykułu zamieściłam go dlatego, że znalazłam tam częściowo to, co i mnie zostało objawione. A co do katolicyzmu,
to już napisałam, jak traktuję katolików i to Bóg kazał mi się ugryźć w język, abym w rozmowie z nimi szukała tego,
co łączy a nie dzieli. To jest dłuższa rozmowa, teraz się tym nie zajmę. Mnie Duch tak prowadzi, żeby z nimi rozmawiać
i z miłością do nich podchodzić i to robię i widzę owoce. I robić będę to dalej, bo nie mogę nie słuchać tego, co mi
Pan mój nakazuje, a każdy niech to sobie ocenia jak chce.

co do tego pytania:

"Czy też uważasz że owoce codziennego życia są najistotniejsze w ocenie jakiegoś człowieka ?"

W ogólnym zarysie, oczywiście tak, ale jest z tym wiele aspektów związanych, bo czasami pszenicę ciężko od kąkolu odróżnić.
A człowiek też wiele mocą ciała zrobić potrafi. A owoc też dokładnie sprecyzować należy, co to jest. Co znaczy też
"całe dobro", bo niektórzy ciało swe i na spalenie wydać mogą, a i tak im to nic nie pomoże...
Nie będę się w to teraz wgłębiać.Jeśli chcesz, żebym się wgłębiła, to bardziej sprecyzuj pytanie.

Dalej:

"Czy według Ciebie, kiedy słuchamy zaleceń specjalisty i bierzemy medykamenty, to odwracamy się od najlepszego lekarza jakim jest Bóg ?"

Napisałam o sobie, jak Bóg mnie poprowadził w tej sprawie. Tak, jak też piszę o innych kontrowersyjnych rzeczach, które Bóg mi
pokazuje i jak mnie prowadzi. Bóg powiedział, żeby Abraham złożył swego jedynego syna na ofiarę, więc czasami robi On z człowiekiem
bardzo dziwne rzeczy wiarę człowieka sprawdzając. Jak czegoś świadomi nie jesteśmy, grzechu nie mamy. A Bóg i Mojżeszowi wielką
łaskę okazał, gdy ten się od mówienia wymawiał, bo jest niewymowny, choć pytał go, czy to nie Bóg dał człowiekowi usta, ale ostatecznie
zgodził się, żeby to Aaron przemawiał. Pozwolił też Naamanowi Syryjczykowi pokłonić się przed innym bogiem, gdy z królem musiał
pokłon oddawać...Więc nikogo nie będę osądzać co do tej, jak i wielu innych spraw.
Właściwe poznanie to jeszcze nie wszystko, Paweł o tym wiele ciekawych rzeczy napisał, ale co najważniejsze połączył to z sumieniem
i gorszeniem. Ja robię pewne rzeczy, które mogłyby się nawet gorszące wydać, ale moje sumienie w Bożej mocy mi na nie pozwala.
I tu kropka.

Co do przebudzenia, to nie wiem, czy mam jeszcze coś do dodania. Z kategorii rzeczy luźno związanych owszem, ale się tym
raczej nie podzielę, bo to już sprawa innego spojrzenia na rzeczy, których większość z sobą nie łączy...itd.
Więc raczej ciężko by było, żeby ktoś przyjął to bez mocy przekonywania. Mówi się, że drzewo figowe jest symbolem Izraela w Biblii,
ale udowodnić to w 100% nie jest łatwo...

Na przebudzenie zwracam uwagę w kontekście obfitości życia Chrystusa. Podkreślam to, żeby ewangelia okazała się tą która przychodzi
i w słowie i w mocy, w różnych jej aspektach rozumianej. A prawda, że to właśnie to jest sednem i istotą, jest ukryta, jak skarb
głęboko zakopany w ziemi. Popatrz na to , jak Jezus głosił ewangelię i przyjrzyj się, jak wiele pretekstów dawał dla pozornych
zgorszeń."Łamał" sabat, nie udowadniał tego, że On jednak w Betlejem się narodził, a nie w Nazarecie itp.
Mnie Duch od początku na to zwracał uwagę, jak prawda jest w Biblii ukryta. Ja te pozorne zgorszenia wręcz wszystkie przerobiłam
na własnej skórze w szkole Jezusa Chrystusa w tak nadzwyczajnych sytuacjach, że oczy ze zdumienia przecierałam.
Bóg stworzył usta, które służą do mówienia, jedzenia i oddychania i to trzeba wyraźnie dostrzegać, że rzeczy mają wiele aspektów
i za pomocą tej samej rzeczy kilka spraw można wyjaśnić.
Wprost napiszę, że werset o ludziach, którzy wielkie rzeczy dla Jezusa czynili, znaki i cuda, a powiedział, że ich nie zna,
jest wersetem do potknięcia dla ludzi, którzy nie widzą.
Bo zatrzymają się na pozorach. Czy z tego wersetu wynika, że nie będzie prawdziwych cudów i znaków?
Oczywiście, że nie i kropka. Weź się teraz wysil i znajdź wszystkie logiczne implikacje, co się wyklucza, a co nie i jak na dłoni
zobaczysz.
Obawa zwiedzenia i otrzymania jakiegoś złego ducha jest uzasadniona. Pokaż mi jednak w Biblii to, gdzie demon demona wyganiał.
Obawa o tykanie rzeczy nadnaturalnych jest podsycana przez szatana, który dorabia tu strachowi wielkie oczy, żeby ludzi
trzymać z daleka od mocy Bożej. To jest prawda, a ludzie tak naprawdę boją się tego, czego bać się nie powinni, a nie boją tego,
czego bać się powinni. To jest diabelska zasadzka. zajmij się tym tematem dokładnie i zbadaj, jaka jest prawda, bo ona Cię z tej
zasadzki wyzwoli. A zacznij od tego, że chrześcijanom została dana moc nad wszelką nieprzyjacielską potęgą i moc deptania
po wężach i skorpionach. Tylko tu się wiara kłania i błędne koło się zamyka. Jeśli chcesz to w tym błędnym kole tkwij i dawaj
się dalej urabiać pozornie słusznymi wywodami, że jesteś bezpieczny przed zwiedzeniem i opętaniem, gdy z daleka będziesz się
od rzeczy "niebezpiecznych" trzymał. A jakoś nigdy nie zauważyłeś, że chrześcijanie jak lew nieustraszony naprzeciw szatana
wychodzą, a on przed nimi ustępować musi?
Ale tak, rzeczywiście przed ludźmi bez wiary nie ustępuje.

Pozdrawiam Cię serdecznie i będę za Ciebie się wstawiać przed Bogiem!
Odpowiedz
#38
@aga  Smile
W jakim momencie dostałaś nadnaturalną miłość do wszystkich ludzi, w tym i Żydów ? Gdyż ja otrzymałem ją w chwili nawrócenia...

Czym innym jest zwiastowanie Boga z ciała, intelektem, tylko na podstawie wiedzy akademickiej. Tak jak czynią to Świadkowie Jehowy. A czym innym jest robienie tego w mocy Ducha Świętego. Podobnie jest z uzdrowieniami, można to czynić, tzn. modlić się, tylko umysłem. Lub w Duchu. Jest to odczuwalne nawet przez niewierzących. Lecz musi to być poparte wspomnianym Owocem Ducha Świętego.
CZYLI.
Osoba która modli się   publicznie o uzdrowienie innych, powinna być znana. Oczywiście nie przez ogół, lecz przynajmniej przez niektórych liderów. Nie „łapać tych ludzi” na znaki i cuda, chociaż to też musi występować. Ale ujmować ich nadzwyczajną miłością, cierpliwością i łagodnością. Przede wszystkim radością płynącą z nadziei,  innego lepszego życia...

W Ewangelii Jana 4;47-48 są zapisane takie słowa:
„ Gdy ten usłyszał, iż Jezus przyszedł z Judei do Galilei, udał się do niego i prosił, aby wstąpił i uzdrowił jego syna, gdyż był bliski śmierci. Wtedy Jezus rzekł do niego: Jeśli nie ujrzycie znaków i cudów, nie uwierzycie.”
Czyż nie jest to  zastanawiające że, wiara w Boga nie musi opierać się na spektakularnych zjawiskach. Chociaż w moim poznaniu Jezusa tak właśnie było. Bóg ma wiele różnych czasem bardzo dziwnych sposobów żeby człowieka doprowadzić do żywej  wiary.
PRZYKŁADOWO.
Nasza koleżanka (mojej Żony i moja) przed laty wyjechała z rodziną do Irlandii. Oczywiście deklarowała się jako chrześcijanka i była po chrzcie wiary, chociaż jej mąż jedynie to tolerował. Po kilkuletnim pobycie i polepszeniu sytuacji materialnej, on zdradził ją związując się z inną kobietą. I co się stało. Piszę to bo wkrótce po tym trafiła do naszego domu i znamy wszystko w szczegółach. W wyniku tej traumy (została z 3 dzieci) dopiero autentycznie nawróciła się. Zmieniło się jej słownictwo, priorytety i tematy które najczęściej były poruszane w rozmowach.

Innym ciekawym fragmentem jest zapis w 1 Kor 1;21-22 „ Skoro bowiem świat przez mądrość swoją nie poznał Boga w jego Bożej mądrości, przeto upodobało się Bogu zbawić wierzących przez głupie zwiastowanie.  Podczas gdy Żydzi znaków się domagają, a Grecy mądrości poszukują,”
Jest to powiedziane do ówczesnych, myślę jednak że teraz też są te dwie grupy ludzi, oraz trzecia. Którym  wystarcza sama wiara, w wyniku której pokutują i nawracają się. Zaś inni muszą zgłębić intelektem. A jeszcze inni potrzebują znaków i cudów.
Odnoszę wrażenie że przebudzenie duchowe opierasz na tym trzecim spojrzeniu ?  Na wniosku jaki po raz kolejny sygnalizujesz.
CZYLI  : „...a Bóg Ci każe prosić z wiarą i otrzymasz!”
Oczywiście masz do tego prawo i tak jak wspominałem nie chcę nikogo klasyfikować. Lecz dla mnie na pierwszym miejscu jest Boża Łaska. Gdy proszę z wiarą to nie mogę mieć stu procentowej pewności że to otrzymam, pomimo tego że Biblia zachęca do takiej postawy... modlitwa to nie automat z coca colą.  Myślę że i Ty  nie zaliczasz mnie do heretyków i małowiernych ?

Apostoł Paweł w liście do Rzymian w 15 rozdziale pisze o mocy znaków i cudów i mocy Ducha Świętego. Mam wrażenie iż Ty chyba oddzielasz te dwie rzeczy ?

Informujesz że pisałaś  gdzieś o tym jak traktujesz Rzymskokatolików, tylko nie wiem gdzie, proszę więc napisz jeszcze raz wyraźnie. Piszesz też o szukaniu tego co łączy nas z nimi, a nie co dzieli. Czy w związku z tym uczestniczysz w krucjatach Ewangelicznych, Marszach dla Jezusa, i czy uczestniczyłaś w sławetnym Festiwalu Nadziei z  14-15 czerwca 2014 w Warszawie ?

Są prawdziwe cuda i znaki, są też fałszywe. Podobnie jak są prawdziwi chrześcijanie i farbowani. Lecz my ograniczeni do pięciu zmysłów  nie wiemy co jest w sercu człowieka. Dlatego bezpieczniej jest zachować powściągliwość i nie oceniać poszczególnych ludzi. Co najwyżej nauczycieli tych religii które głoszą niebiblijne doktryny.

Wyciągam już pewny wniosek z tego co piszesz, że jeśli jest cud wypędzenia demona, to bezwzględnie musi odbywać się to z Bożej inspiracji. Uważam że każdy taki przypadek należy wnikliwie rozpatrzyć. Gdyż jest powiedziane że Szatan potrafi przybrać postać anioła światłości dlatego wszystko należy oglądać ze Słowem Bożym w ręku.

Piszesz też o tym że chrześcijanom została dana moc nad wszelką nieprzyjacielską potęgą. Czy w związku z tym popierasz tezę nawróconego gangstera Artura Cerońskiego o tym że możemy rozkazywać Szatanowi ?

Ujęłaś mnie deklaracją modlitwy o mnie, bardzo dziękuję. Istotnie potrzebuję jej, gdyż jestem/jesteśmy w bardzo kłopotliwej sytuacji, jednak o szczegółach publicznie nie chciałbym pisać. W tej sprawie to chyba tylko moja Mama wierzy i czeka na zmianę.
Jezus Chrystus żyje i wkrótce Przyjdzie drugi i ostatni raz.
Odpowiedz
#39
    Witaj Kalebie!

  Napisałeś o mnie kiedyś:
"Mam na uwadze to że jesteś osobą na nowo narodzoną, pomimo braku takiej deklaracji, afiszowania się tym."

Teraz zaś pytasz się mnie, kiedy dostałam nadnaturalną miłość do wszystkich ludzi i w tym do Żydów. Podajesz też przykład
koleżanki, która choć deklarowała się, że jest chrześcijanką, to prawdziwie nawróciła i zmieniła się po wielkiej traumie
w swym życiu.Poza tym przytaczasz przykład świadków Jehowy, którzy zwiastują Boga "z ciała, intelektem, tylko na podstawie
 wiedzy akademickiej."
Czy mam z tego wyciągać jednak jakieś sugestie co do prawdziwości mego nawrócenia i już teraz tego zdania o mnie powyżej
byś nie powtórzył?
Nie dziwię się, że chciałbyś mnie "przebadać" wzdłuż i wszerz pod względem duchowym i może zrobić analizę na moim przykładzie,
jacy to ludzie dają się zwieść tym obecnym charyzmatycznym ruchom wiary. Postaram się odpowiedzieć na pytania, na które mogę
odpowiedzieć.

Nawróciłam się kilkanaście lat temu. Podkreślę tu wymownie to, że doznałam wiele przykrości od tych, którzy jak napisałeś,
zwiastowali Boga z ciała, intelektem, na podstawie wiedzy akademickiej, czyli świadków Jehowy. Bo ja poznałam Boga żywego
w mocy i Jezusa Chrystusa za swego Boga uznałam. Oni ani mocy Bożej nie uznawali, ani Jezusa za Boga, więc jak im oświadczyłam,
że nawróciłam się do Jezusa Chrystusa, to najpierw usłyszałam" nie odpowiadaj głupiemu według głupoty jego", a potem dalszą
diagnozę, że dałam się zwieść i usidlić demonom. Jestem więc już od dawna zaprawiona w przyjmowaniu tego rodzaju ciosów, że
z ciała mówię albo demonicznej inspiracji, a moją szczerość i otwartość przeważnie się przeciwko mnie wykorzystuje.
Mam też dyskwalifikującą dla wielu chrześcijan przeszłość, a za szczerość swoją zapłaciłam tym, że nie przyjęli mnie do zboru
po moim nawróceniu. Może to dla wielu być wręcz niewiarygodne, co piszę, ale taka jest prawda. Wiele razy byłam zbita właśnie
przez chrześcijan i dlatego ostatecznie nigdy nigdzie nie należałam. I płaczę jak to piszę, bo te wspomnienia są bardzo bolesne.
Dlatego, choć się nawróciłam, to żyłam w depresji i bez wsparcia ludzi i osłabła moja miłość i wiara i żyłam w przygaszeniu.
Nie zostawił mnie jednak Jezus Chrystus i przyjął i dał mi życie jak u Pana Boga za piecem i wytchnienie od koszmaru mojej
młodości. Ten koszmar się pod pewnym względem nie skończył, ale Jezus Chrystus mnie niesie i tylko dlatego żyję. Ja nawet i dla
Jezusa Chrystusa żyć nie chciałam, bo na moim życiu mi nie zależało, ale On ciągle przychodził i mnie podnosił. Pokochałam Go,
bo On mnie kochał i nie dawał za wygraną.Wzmocniłam się więc w mojej samotności dzięki memu ukochanemu Panu i na ludziach
przestałam polegać.
Myślę, że miłość do ludzi dostałam na początku, ale miłość dość słabą. Wybaczyłam wszystkim, pozmagałam się, żeby miłować
mych wrogów i to osiągnęłam. Chyba gdzieś w tym czasie też dostałam miłość do Żydów, ale ta miłość była bardzo mocna
i traktowałam ją szczególnie. Potem było ciężko i upadki i depresja, ale wtedy po trzech latach od mego nawrócenia Bóg
przyszedł do mnie z nowym ożywieniem i olbrzymią miłością. Tę miłość odczułam w wielkim zachwyceniu, jakby namacalnie przepływała
przez wszystko w pokoju i przez każdą część mego ciała i tak z godzinę trwałam w tym stanie nic nie mówiąc. Mniej więcej też
od tego czasu zaczęłam mówić językami. Miałam kilka lat wspaniałego wzrostu. Potem znowu się rozeszłam w szwach -praca,
masę obowiązków itp. itd. Moja miłość żyła, ale ledwo. I znowu przyszła depresja i wiele strasznych rzeczy. Wina oczywiście
moja, bo jak się w Panu nie trwa tak, jak powinno, to konsekwencje będą. Mój dobry Pan jednak znowu się nade mną ulitował
i znowu mnie z tego podniósł. Takie dziwne rzeczy ze mną zrobił, bo ja dzieci mieć nie mogę, ale On przyprowadził mi dzieci
duchowe, które pokochałam tak olbrzymią miłością, jakiej nigdy w życiu nie miałam. To są młodzi niezbawieni ludzie, a dostałam
co do nich nie tylko miłość, ale i wiarę i moc wstawiania się za nimi, moc której nic nie złamie, bo oni przez Pana do
zbawienia są przeznaczeni. Za innych ludzi tak nie potrafię się modlić jak za nich, choć też modlę się gorliwie. Do tych
młodych ludzi Bóg mi dał jednak dodatkowo macierzyńską miłość, która nigdy nie zawiedzie i nie ustąpi i się nie podda.

   No i znowu ktoś mógłby się przyczepić i powiedzieć, że dziwne rzeczy piszę i czy coś takiego w Biblii znaleźć można,przecież
Bóg wszystkich kocha jednakowo i taka też chrześcijańska miłość do ludzi powinna być...

  Co do wersetów, które podałeś : Ewangelia Jana 4;47-48, 1 Kor 1;21-22.
Jak przeczytasz kawałek dalej 1 Kor 2:4,5,to zobaczysz , że jednak w zwiastowaniu Pawła objawił się Duch i moc, aby wiara wasza
nie opierała się na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.
Wiemy przecież, że znaki i cuda wielu ludzi wcale do wiary nie przywiodły. Wiara jest ze słuchania, a słuchanie przez słowo
Chrystusowe, a słowo płodne, które się w roślinę rozwinie i owoc wyda, zrobi to tylko na odpowiedniej glebie.Tu aluzja do
obrzezanych uszu, o których dyskusja na forum była.

Tylko zastanów się Kalebie głębiej nad wersetami, które podałeś. Jezus mówi: jeżeli cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie,
a Paweł, że Żydzi szukają znaków , a Grecy mądrości, Bogu zaś upodobało się zbawić wierzących przez głupie zwiastowanie.

 Cóż tu jest powiedziane? Ano właśnie to, że do wiary się nie dochodzi ani przez znaki, ani przez mądrość, bo wiara jest ze
słuchania, a żeby słyszeć trzeba mieć uszy otwarte. Wielu Żydów patrzyło i słuchało Jezusa i cuda widzieli,a nie uwierzyli.
Cóż więc znaczy, że ewangelia nie dotarła do ludzi w przekonywujących słowach mądrości - czyli w głupim zwiastowaniu,ale
objawił się w niej Duch i moc?
To moc otwarcia uszu i serca przez Ducha świętego sprawiła, że ludzie przyjęli to głupie zwiastowanie, a znaki i cuda, które
przy tym wystąpiły były uwierzytelnieniem, ale tylko dla tych, którzy przez moc Bożą w otwarciu uszu i serca ,uwierzyli.
Dlatego też w poprzednim poście rozpisywałam się na temat mocy przekonywania.

  I z wiarą tak w zasadzie jest, że najpierw musisz uwierzyć w sercu, dopiero potem zobaczysz. jeśli nie wierzysz, a zobaczysz,
to cud ci nic nie da. Nie da, bo to Boża moc przekonywania, tajemna moc, o której mało kto mówi, jest tu sednem.
Owszem zdarza się, że człowiek najpierw widzi cud i Bóg przyjdzie do niego z mocą przekonania, że to palec Boży i człowiek
się nawróci. Może też się od razu nie nawrócić, a po jakimś czasie moc przekonywania zadziała. Bóg używa również cudów, aby
wiarę pobudzić, jednak czy tak robi w przypadku dojrzałych chrześcijan?
I tu jest pies pogrzebany, bo dojrzały chrześcijanin powinien wiedzieć, jak działa wiara: uwierzysz w sercu i stanie ci się.
Dzieci w Chrystusie mogą być również cudami ku wierze pobudzane, ale dorośli?
Tu jest punkt, gdzie wielu chrześcijan upada, bo dalej chcą być dziećmi i stałego pokarmu nie ruszają i nie podejmują walki
o wiarę, żeby błogosławieństwa nieba ściągać...

Nie będę się nad tym rozwodzić. Przyjrzyj się temu uważnie, co napisałam i zbadaj, czy to jest prawda, a wiesz, że ona wyzwala,
może doznasz olśnienia i zrozumiesz, w jakim miejscu jesteś.
Piszę wprost bez ogródek, nie obraź się. Zbadaj czy z Ducha czy z ciała napisałam, ale zachęcam do zatrzymania się nad tym,
bo ja uważam, że to skarb poznania.

 Panie Jezu, znów proszę Cię, abyś otworzył oczy Kaleba, żeby przestał być jak dziecko i zrozumiał, że do dorosłego
bój wiary należy!

Nie brałam udziału w tych wydarzeniach, które wymieniłeś. Z katolikami rozmawiam bez wytykania im rzeczy, a o trudnych
tematach, jeśli sami je zaczną. Napisałam, że Bóg kazał mi się ugryźć w język w rozmowie z nimi, więc to robię.
Owszem byłam na jakimś spotkaniu oazowym i paru wykładach, ale jako obserwator.
Zastanawiam się głęboko nad tym, dlaczego Bóg mnie tak prowadzi w rozmowach z katolikami. Pisałam, że widzę dobre owoce
tego. Wcześniej czy później dostanę tego objawienie i to zrozumiem i zrobię to, do czego mnie Bóg przekona, a moc Jego
przekonywania znam. Nie chcę teraz więcej na ten temat pisać, tak samo o Cerońskim, bo za bardzo się nim nie zajmowałam.

  Rozumiem Twoją powściągliwość w podejściu do cudów i wyganianiu demonów. I owszem szatan przyjmuje postać anioła światłości,
ale nie zapominaj słów Jezusa, że jakże może się ostać dom rozdwojony, jeżeli szatan by szatana wyganiał...
 To jest Jego argumentacja, że najpierw trzeba gospodarza związać, żeby jego dom ograbić.
A żadnej bojaźni w Tobie nie wzbudza to, co potem Jezus powiedział, gdy go oskarżono o wypędzanie demonów mocą Belzebuba,
o niewybaczalnym grzechu przeciwko Duchowi świętemu?

 Demony wyganiali również ludzie, którzy z Jezusem nie chodzili, Jezus nie kazał swoim uczniom im tego zakazywać. Byli też tacy,
którzy próbowali je wyganiać, ale demon ich pobił. Wyganiali je również ci, o których Jezus powiedział, że ich nie zna.
Jaką mocą to robili?
Czyż nie w autorytecie Jezusa Chrystusa? Jak najbardziej mogli mieć wiarę i skutecznie demony wypędzać.

 To nawet arcykapłan, wróg Jezusa, prorokował o Jego śmierci, nie od siebie mówił. A i oślica ludzkim głosem przemówić
potrafiła. Czy coś poza Bożą mocą demony wygania? Warto się nad tym głęboko zastanowić, bo przy okazji wiele ciekawych
prawd odkryć można...

  Moc chrześcijan nad wszelką nieprzyjacielską potęgą to bardzo ciekawy temat. Warto tu się zastanowić nad śmiercią Chrystusa
czy męczeńską śmiercią apostołów, czy ona jest dowodem na to, że szatana nie zawsze można pokonać?

Chrześcijanom chodzącym w prawdziwej wierze szatan nic zrobić nie może...i taka jest prawda, a wyjątki i pozorne sprzeczności
tylko ciekawe aspekty rzeczy pokazują.

   Jak nie zaspokoiłam Twojej ciekawości całkowicie, to dalej będę odpowiadać. Nie zaliczam Cię oczywiście do heretyków, a czy
małowiernych? - sama bym się pod pewnym względem za małowierną uznała.

Rozumiem to, co piszesz o łasce jako podstawie, ja tylko podkreślam, że może ona jałowa pozostać, jeśli my z gwałtem na niebo
napierać nie będziemy i nie zrozumiemy, co oznacza Mocarz Jakubowy.

 Będę się modlić za Ciebie również w tej nieupublicznionej sprawie. Życzę Ci tego, co najlepsze w Jezusie Chrystusie.
Niech Pan pomoże Ci w Twoich wszystkich problemach i prostuje Twoje ścieżki, abyś chodził w pełnym Jego upodobaniu!

 Na zakończenie katolicka broszurka. Nie wzdrygaj się, a przeczytaj proszę, bo warto!

Akt Oddania(przeciw niepokojom i zmartwieniom)

 https://gloria.tv/article/bzyi2cyoXDN

 Pozdrawiam w Jezusie Chrystusie
Odpowiedz
#40
Witaj aga  !

Chyba przeoczyłem jeden Twój wpis  Big Grin

Podając link i cytując fragment z forum Ulica Prosta, to zrobiłem to tylko w celu podkreślenia  swojego stanowiska. Absolutnie nie chciałbym rozprawiać o stanowisku jakiegokolwiek usera.

Rozumiem iż aktualnie akceptujesz główne przesłanie z Ruchu Wiary ? Bo akcentujesz słowa Jezusa „Dlatego powiadam wam: Wszystko, o cokolwiek byście się modlili i prosili, tylko wierzcie, że otrzymacie, a spełni się wam „
Jednak trzeba też pamiętać o wielu innych zapisach mówiących o tym że, dla Boga wszystko jest możliwe. Powstaje więc pytanie, czy dla ludzi mających Bożą wiarę jest wszystko możliwe. Czy raczej u Boga jest wszystko możliwe ?
Czy w związku z tym zgadzasz się z tytułem pieśni „  Wiara czyni cuda” TGD ?
https://www.youtube.com/watch?v=fxBzqsUUiIE&index=4&list=RDHPcRXWYsaRc

Czy w związku z tym co piszesz  o uprawianiu warzywnika,  robisz to tylko ze względu na męża który jest  wegetarianinem ? Gdyż moim zdaniem szukanie Bożej woli nie wyklucza rozumnego postępowania i maksymalnego wykorzystania zasobów ziemi bez nawozów.

W sumie to jesteśmy jednomyślni w stanowisku odnośnie niektórych nauczycieli, którzy w jednych kwestiach odbiegają od przesłania biblijnego, zaś w innych nie. Dlatego tak jak zaznaczasz żeby nie wyrywać kąkolu który jest tak podobny do pszenicy. Nie do nas to należy, mamy cierpliwie czekać do żniwa. A ono już niebawem, wtedy wszystko się ujawni.

Piszesz o konieczności rozróżniania duchów, z czym się w pełni zgadzam. Wyrażasz też niechęć  do rozwodzenia się nad tym w jakim ciele przyszedł Jezus Chrystus. Kwestia ta jest FUNDAMENTALNA. Bo jak przyjmujesz ten poniższy zapis ?
„ Umiłowani, nie wierzcie każdemu duchowi, lecz badajcie duchy, czy pochodzą od Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na tym świecie.  Po tym poznacie ducha Bożego: wszelki duch, który wyznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, z Boga jest
[1 J 4;1-2].
Sprawa ta jest nie mniej istotna, a może nawet bardziej niż to  że niektórzy uważają iż Syn Boży nie jest Bogiem.
 Osobiście uważam że:
Zbawieni będą też tak zwani jednościowcy. W związku z tym jeszcze raz akcentuję znaczenie owocu codziennego życia...

W jaki sposób weryfikujesz Boży głos, o którym sporo piszesz ? Bo piszesz że do jednych przemawia to, a do innych coś innego...Wklejając link Rzymskokatolika który co prawda pisze o zaufaniu tylko Chrystusowi. Lecz trzeba patrzeć na CAŁOŚĆ ich nauczania, w którym Rodzicielkę Jezusa stawiają co najmniej na równi z Jej Synem, nazywając ją współodkupicielką...Akcentują też ponad wszystko Bożą Miłość, pomijając Jego Sprawiedliwość i Świętość...

Nadal uważam Cię za osobę narodzoną na nowo, jednak ważne jest jak odpowiesz na powyższe pytania. Pomimo tego że twierdzisz iż dojrzały chrześcijanin wie jak działa wiara. Oraz to że to my ściągamy Boże błogosławieństwo.

Pamiętać musimy o fakcie iż Szatan jest mistrzem kamuflażu, i skoro potrafi upozorować  wygląd anioła światłości. To jakiż problem zrobić to samo w kwestii wypędzenia demona... Tak więc w sprawach nadnaturalnych wydarzeń, uzdrowienia, mówienie językami i etc. Powinniśmy być niezwykle ostrożni. Nie być skrajnymi, mówiąc „to na pewno jest z Boga” albo „to z pewnością jest od złego”
Jezus Chrystus żyje i wkrótce Przyjdzie drugi i ostatni raz.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości