Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Głoście i uzdrawiajce
#41
 Witaj ponownie Kalebie!

   Oczywiście to Bóg czyni cuda, wyrażenie wiara czyni cuda jest skrótem myślowym, choć są oczywiście tacy, którzy używają wiary bez Boga. W dyskusji w innym wątku zwracałam uwagę na to, że wielu nie otrzymuje, gdyż nie prosi albo źle prosi zamierzając wykorzystać to na zaspokojenie własnych pożądliwości. Co tu więc dużo mówić, po prostu wiarę należy wykorzystywać zgodnie z wolą Bożą.
Pisałam już o tym nie raz, Kalebie, więc trochę kręcimy się w kółko.
Wydaje mi się, że mam zdrowe podejście do wiary i nie przychodzi mi na myśl, żeby wykorzystywać ją dla swych zachcianek. Nie proszę Boga  ani o bogactwo, ani o powodzenie na tym świecie, ani o zdrowie w wymiarze próżności, żebym wyglądała pięknie i młodo.
Napiszę Ci ,o co się modlę i do czego używam swojej wiary, tak jak Paweł chwalił się jakby w przystępie głupoty.
Moją największą prośbą do Boga jest to, żebym mogła stanąć w wyłomie i przyczynić się do uratowania i zbawienia ludzi, którzy są wokół mnie. Dlatego też proszę Boga o dary duchowe w tym również o uzdrawianie. Do niedawna do głowy mi nie przychodziło, żeby o to prosić, ale zastanowiłam się nad tym głęboko, żeby prosić o to dla dobra ludzi. Nie rozpoznaję w swym sercu co do tej prośby żadnej złej motywacji, więc wierzę, że to otrzymam. Poszczę jeden albo dwa dni w tygodniu w intencji  próśb ludzi - nie dla siebie, już nie pamiętam, kiedy w jakiejś mojej sprawie modlitwę postem wzmacniałam. Modlę się intensywnie i gorliwie za ludzi, o mnie prawie wcale... i na tym się zatrzymam.
W tym widzę sens mojego życia, aby kochać Boga i bliźniego i sprawia mi to ogromną radość.
Nie traktuję więc wiary w wymiarze ewangelii sukcesu, ale patrzę na nią przez pryzmat potrzeb bliźniego i jest to absolutnie prawdą, co piszę.

   Co do weryfikacji Bożego głosu, to na początek właśnie z ruchem wiary to połączę. Zaczęłam chodzić na spotkania do kościoła domowego, charyzmatycznego kościoła, na dodatek do grupy ekumenicznej. Kilka tygodni temu byłam na konferencji uzdrowieniowej, miałam na nią nie iść, ale różne" zrządzenia losu" sprawiły, że się tam znalazłam, co przypadkiem nie było, a wyraźnym prowadzeniem - ja powiem, że Bożym, ale inni innemu prowadzeniu mogą to przypisać. Nikogo tam nie znałam, ale "kontakty" pewne nawiązałam. Po długim czasie w końcu się odezwałam do jednej osoby i się spotkaliśmy. W ogóle nie wiedziałam za bardzo nic o niej, ale spotkanie z nią już było odpowiedzią na dwie rzeczy, o które ostatnio się modliłam. Poszłam za ciosem na spotkanie tego kościoła i doskonale wiem, że już od dawna byłam przygotowywana do tego kościoła, bo Bóg kazał mi w rozmowie z katolikami szukać tego, co łączy, a nie tego co dzieli.
A w tej grupie ekumenicznej są w większości właśnie katolicy, a podstawowa zasada grupy to unikanie rzeczy drażliwych i dzielących chrześcijan. Łatwo jest skrytykować taką zasadę i suchej nitki na niej nie zostawić, ale ja już wiem, ze pokojowe podejście przynosi owoce...
A w tej grupie jest dużo owoców. Są uzdrowienia i to z bardzo poważnych chorób np. dziewczyny, która chora na stwardnienie rozsiane przestała już chodzić i mówić i została niedawno uzdrowiona i uczęszcza do tej grupy. Inny człowiek przeżył właśnie przebudzenie miłości, a był właściwie człowiekiem bez uczuć i dopiero w wieku czterdziestu lat poznał co to miłość do Boga i bliźniego. Jego żona nawróciła się wcześniej, on chodził z nią na różne konferencje, ale świadectwa o cudach uważał za grę aktorską tych ludzi, którzy o tym opowiadali i nie wierzył im do czasu, aż jego własna żona została uzdrowiona...
Weryfikacja jest w moim sercu. Nie myśl, że mam klapki na oczach i jestem"zaślepiona" miłością. Sprawiedliwości i świętości nie pomijam.
Piszę przecież np. o rozpoznawaniu niesprawiedliwości w małym. O tym Bóg mnie szczegółowo pouczył i przez sny i różne inne wydarzenia.
Gdzieś już opisałam sen o wężu, który przez okno wsunął się do jakiegoś mieszkania i przemienił w ładnego pieska, ale na ciele pozostała mu jedna łuska, po której można było rozpoznać, że to wąż. Ten sen był początkiem uczenia mnie o rozpoznawaniu po małych niesprawiedliwościach i nigdzie o tym nie przeczytałam, ale to Duch święty mnie w tym pouczył.
Inny sen z kolei był początkiem nauki o prawdzie, też gdzieś go już opisałam. Dostałam równanie, które miałam przekształcić i napisać pięć innych równań... a chodziło o to, ze prawda jest precyzyjna i  wszystko musi pasować co do joty.
Jeżeli więc człowiek czegoś naucza, niech mówi prawdę, tak jak Słowo Boże, a nie swoje gdybanie. I tutaj pojawia się zasadniczy problem, że bardzo często zmusza się nas do opowiadania się za czymś, gdy przystępujemy do jakiegoś kościoła. A ja chcę powiedzieć nie wiem, kiedy nie wiem i mieć prawo do uszanowania mego sumienia, bo wiele rzeczy naprawdę jest drugorzędnych i nie mają znaczenia dla zbawienia.
   A co do ciała, w którym przyszedł Jezus, to widziałam, jak ludzie w tym temacie potrafią się pokłócić. Ja wierzę, że Jezus przyszedł w rzeczywistym ciele i wierzę, że ofiara z Jego ciała była skutecznym zadośćuczynieniem za nasz grzech.
Czy to nie jest wystarczające?
A czyżbyś nie czytał, żeby unikać sporów o słowa?
To nie jest żaden podstępny unik z moje strony, bo jeszcze raz zadam to samo pytanie, czy moja wiara w tej kwestii jest niewystarczająca?
Nie twierdzę przecież tak, jak muzułmanie, że Jezus na krzyżu miał tylko jakieś pozorne ciało czy coś w tym stylu.
Mówi się czasami o prawidłowej doktrynie, jak ona jest ważna, a i owszem nieprawidłowa do wielu problemów prowadzić może, ale w wielu sytuacjach poznanie prawdy o jakiejś doktrynie wcale "do szczęścia" nie jest potrzebne i do zbawienia nas nie przybliża.
Trzeba umieć ustalić kryterium ważności spraw i rzeczy podzielić na zbawcze i niezbawcze, aby nie robić tych błędów co faryzeusze, którzy przecedzali komara, a połykali wielbłąda.

   Tak, powinniśmy być ostrożni, żeby nie zostać zwiedzionymi i nie myśl, że lekceważę tę kwestię, ale ja widzę, że Bóg mnie prowadzi i Jego moc przekonywania we mnie działa. Ta moc przekonywania nie jest wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi, więc poza samą "mocą" umiem i sama siebie przekonać, że powinnam zrobić tak, a nie inaczej.
Mam czyste sumienie, widzę u siebie czyste motywacje, kocham ludzi i chcę ich dobra i zbawienia, Bóg mnie w nadzwyczajny sposób poprowadził do tych ludzi. Moje serce jest wypełnione i wielką miłością i wielką radością i pokojem.
   Cóż mam więc Ci napisać?
Ja w zasadzie mam cały czas duchową ucztę w mym sercu. Rozkoszuję się Bożą miłością i będę to robić również i w smutku i cierpieniu, a tych, którzy mnie będą prześladować, będę kochać i błogosławić.
A Paweł pyta, któż wyrządzi wam coś złego, jeśli będziecie orędownikami dobrego. A czy szatan może nam coś zrobić, jeśli z nami Bóg?
Nie boję się tych, którzy zabijają ciało i o swoje życie nie dbam. I nie myśl, że to są wyniosłe i puste słowa, bo szatan nie raz przychodził mnie sprawdzać i prześladować z powodu moich słów, ale nie przemógł, bo ze mną Bóg i musiał ustępować.

Warzywnik mam przede wszystkim dla mojego męża, cały ogród z drzewami i kwiatami też, bo on go bardzo lubi, ja oczywiście również. Ogólnie jednak chodzi mi o czas, staram się rozsądnie podchodzić do rzeczy, ale się nie wyrabiam. Na razie większość ogrodu zostawię naturze, a w zasadzie Bogu. Mam nadzieję, że uda mi się ten ogród zachować, ale nie on jest najważniejszy.Mamy go chyba 10 lat, systematycznie nawozimy go dużą ilością odpadków organicznych, więc ziemia jest bardzo dobra i wszystko rośnie bujnie i przepięknie.
Mamy też wiele wspaniałych roślin, winorośli ponad sto odmian, naprawdę rewelacyjnych w smaku i dużo lepszych od odmian sklepowych.
W tym roku będzie bardzo duży plon fig z gruntu, które muszę na zimę dość mocno okrywać, ale co roku mi ładnie owocują. Dużo bym mogła o ogrodzie napisać, ale to nie o tym wątek.

   Każdy więc niech robi, jak uważa, ale niech uważa, co robi!
Ja, w każdym razie, na poważnie myślę o kościele charyzmatycznym, w którym manifestacja Bożej mocy nie jest rzadkością i naprawdę
nie zależy mi na "spektaklu ", ale taki właśnie był kościół na początku i do takiego żywego kościoła tęskniłam.
Cieszę się, że Bóg mnie zaprowadził do takiego kościoła, a moje serce skacze z radości, a tamtych ludzi od razu bardzo pokochałam...

  Pozdrawiam Cię, Kalebie, bardzo serdecznie!
Odpowiedz
#42
@aga
Tak jak zaznaczałem nie mam wątpliwości odnośnie prawdziwości Twojego nawrócenia,zwłaszcza że biblijnie o tym zaświadczasz. Nie mam też wątpliwości odnośnie Twojego zrozumienia kwestii uzdrowienia, że jest z serca. Podobnie też prawidłowo uznajesz fakt przyjścia Jezusa jako zwyczajne ludzkie ciało.  Po prostu Bóg Cię kocha i okazuje Swoją Łaskę...
LECZ.
To co piszesz o podejściu do Rzymskokatolików aby zwracać uwagę tylko na to co łączy, już każe włączyć czerwone światełko. Oraz że fakt znalezienia się w towarzystwie ekumenicznym, kwalifikujesz jako Boże prowadzenie...Co prawda myśl tę już poruszaliśmy, ale nie doczytałem się o tym jakie jest Twoje stanowisko w kwestii pytania w tym poniższym cytacie ?
Dla ułatwienia  dodam że cytat ten jest z mojego wpisu z 19-05-2016.

Cytat: Piszesz też o szukaniu tego co łączy nas z nimi, a nie co dzieli. Czy w związku z tym uczestniczysz w krucjatach Ewangelicznych, Marszach dla Jezusa, i czy uczestniczyłaś w sławetnym Festiwalu Nadziei z  14-15 czerwca 2014 w Warszawie ?


Zaznaczasz że masz czyste sumienie i dobre motywacje i kochasz ludzi, wielu naszych Rodaków tkwiących w tej największej religii w której nauczyciele uzurpują sobie miano jedynozbawczej.  Też mają dobre intencje, ale czy zwiastują tego samego Chrystusa którego przedstawia Biblia i nauczają Jego apostołowie ?
Dlatego myślę że inaczej należy postrzegać nauczających i zwykłych wiernych...Stwierdzam podobnie jak  Ty, róbmy jak uważamy, lecz patrzmy na owoce codziennego życia...

Zazdroszczę Ci tego że wychodowałaś figi, owoce te bardzo lubię i bardzo pozytywnie działają na moje jelita...

Też życzę Bożego błogosławieństwa !
Jezus Chrystus żyje i wkrótce Przyjdzie drugi i ostatni raz.
Odpowiedz
#43
   Witaj ponownie Kalebie!

   Opiszę w takim razie trochę szerzej ten temat, przy którym zapala Ci się czerwone światło. Pewnie trzy lata temu też by mi się takie światło zapalało i używałabym podobnych do Twoich "dystansujących" argumentów, ale Bóg zmienił moje podejście, co nie znaczy , że wyłączam zdrowy rozsądek i do wszystkiego podchodzę bezkrytycznie "na hura".
   Trochę szerzej o etykietce "grupa ekumeniczna" - to tylko słowa, praktyka zaś wygląda tak:
Jest tam człowiek, który wcześniej był w zakonie, ale Boga tam nie znalazł. Nie chciał wstąpić do jakiejś wspólnoty typowo protestanckiej, a szukał czegoś zupełnie "pozareligijnego". Ten człowiek właśnie w ostatnią niedzielę przyjął chrzest w tym kościele, na którym zresztą byłam.
Po prostu oddał swoje życie Jezusowi Chrystusowi, w prostocie bez denominacyjnych naznaczeń. Inna dziewczyna, katoliczka, jest w tej wspólnocie, bo chce przyjąć właśnie taki biblijny chrzest przez całkowite zanurzenie. Ostatnio ona prowadziła temat o biskupach i diakonach i wprost powiedziała, mimo ze jest katoliczką, że jednak obecnie , to co się pod tymi pojęciami rozumie w KRK odbiega od biblijnego rozumienia, a ten , który chce być pierwszy, ma służyć, a nie żeby jemu służono...Ci ludzie, choć niektórzy z nich dalej nazywają się katolikami, nie przypadkiem trafili do tej wspólnoty, bo jednak katolicyzm nie syci ich ducha. Założenie zaś, żeby nie szukać tego, co dzieli, uważam za naprawdę bardzo dobre, bo ci ludzie nie skupiają się na tematach, na których mogliby się pokłócić.
"Słabego w wierze przyjmujcie nie wdając się  w ocenę jego poglądów" przeczytamy u Pawła i uważam, że to bardzo dobra zasada.
Widzę, że ci ludzie skupiają się na wspieraniu się nawzajem, modlitwie za siebie. Tak, miłość jest tam bardzo podkreślana i aż czuć jak pulsuje - jeśli dla kogoś to jest zarzut i argument przeciwko, to mu bardzo argumentów gratuluję. O sprawiedliwości i tego typu owocach za bardzo powiedzieć nie mogę, bo za krótko tych ludzi znam, natomiast to, co widzę do tej pory , bardzo mi się podoba.

   Nie wiem, w czym ta wspólnota ma być gorsza od innych kościołów?
Może w tym, że nie zajmuje się takim bezsensownym dzieleniem włosa na czworo jak to przeczytamy np. tu na Ulicy Prostej:

 http://www.ulicaprosta.net/forum/viewtopic.php?f=11&t=1859

  Albo gorsza w tym, że przyjmuje różnych ludzi nie wdając się w ocenę ich poglądów, zaś użytkownicy z Ulicy Prostej mają wielkie problemy, żeby do jakiejś wspólnoty być przyjętym, bo wspólnocie się to i tamto nie podoba, więc nawet rady usłyszymy, żeby pozostać samym, bo nie ma gdzie iść:

http://www.ulicaprosta.net/forum/viewtopic.php?f=8&t=1736

Urzędnik królowej Etiopii ochrzcił się po jednej rozmowie z Filipem i już go więcej nie widział. Łotr na krzyżu obok Jezusa nawet się nie ochrzcił, ale wyznał Go i został zbawiony. Ale teraz oto włos trzeba na czworo dzielić i wszystko precyzyjnie zbadać, każde za i przeciw.
przecież to nic innego jak przecedzanie komara. Wielokrotnie tu na tym forum pisałam, że te spory doktrynalne tylko kłótni służą.
Po co mi ta akademicka wiedza? Przecież napisane jest, że wiedza nadyma, a miłość buduje. Ale widzę, że prosta miłość i skupienie się na niej jest wśród chrześcijan w pogardzie, a króluje krytykanctwo wszem i wobec i przyczepianie się do wszystkiego.

Królestwo Boże to sprawiedliwość i pokój i radość w Duchu Świętym, a kto w tym służy Chrystusowi, miły jest Bogu i przyjemny ludziom.Dążmy więc do tego, co służy ku pokojowi i ku wzajemnemu zbudowaniu.(Rz 14:17-19)
A czyż podstawowe przykazania Bożej sprawiedliwości to aby nie " kochaj Boga i bliźniego"?

Jeśli ktoś miłuje brata swego to nie ma w nim zgorszenia, a dla czystych wszystko jest czyste.
I widzę, że w tej wspólnocie ani zgorszeń, ani rzekomych ukrytych brudów się nie szuka i łowców herezji też tam się nie znajdzie.
A należałoby się jednak głębiej zastanowić nad duchem podejrzliwości, bo wielu dystans uzna za cnotę, ale cóż to za cnota, która nie tam, gdzie trzeba się dystansuje.
Miłość to nawet wrogom należy okazywać, bo miłość rodzi miłość i wróg i heretyk nawet "zmięknąć" może.
Wolę tysiąc razy bardziej postawę tej wspólnoty, do której chodzę, bo widzę, że miłość i otwarcie na człowieka prawdziwie leczy,
niż te podejrzliwe kościoły, które wszędzie widzą zwiedzenie, demony, zgorszenie i brud. Już z takimi kościołami do czynienia miałam i tylko poraniona stamtąd wyszłam.
Mam nadzieję, że coraz większej ilości osób otworzą się oczy na to, co jest prawdziwym sednem chrześcijaństwa i przestaną szukać wroga tam, gdzie go nie ma...

Co do imprez ekumenicznych, które wymieniłeś, to już odpowiedziałam, że nie brałam w nich udziału.

  Myślę, że katolicyzm czeka niedługo wielka rewolucja... ale o tym nie tu i nie teraz.
Myślę, że zrozumiałeś, że nie jestem zwolenniczką źle pojętego ekumenizmu, cokolwiek przez to rozumieć, ale już nie mam czasu o tym szerzej napisać.

 Jeśli byś chciał, to mogę Ci wysłać figę w doniczce. Możesz ją uprawiać w domu , na zimę warto ją trochę przechłodzić, ale nawet bez tego będzie również dobrze owocować i zazwyczaj da dwa razy w roku owoce. Możesz napisać prywatną wiadomość i podać swój adres, to bez problemu Ci ją wyślę i napiszę jak uprawiać, jeśli będziesz tym zainteresowany oczywiście.

   To tyle, serdecznie pozdrawiam!
Odpowiedz
#44
@aga

Zapewne, tak wnioskuję że  masz poglądy zbliżone do użytkowniczki o nicku „dana” z wątku „kacik modlitwy” z linku jaki zamieszczasz  i chyba też popierasz Benny Hinna ?
Taki wniosek czerpię z Twoich wypowiedzi o wierze i uzdrawianiu.
Jednak naprawdę nie chcę rozmawiać o forum „Ulica Prosta”

Domniemam też że jesteś bardzo blisko tego co znajduje się na tych poniższych stronach :
http://glospana.pl/
oraz
https://www.youtube.com/watch?v=fq4DGP9pwCg&t=1156

W kontekście tego co piszesz  o miłości do bliźnich i szukaniu tylko tego co łączy, to  zadam kluczowe pytanie. Jak przyjmujesz Wieczerze Pańską, Eucharystyczną, czy jako pamiątkę, symbolicznie pod dwiema postaciami ???

W  sprawie oferty ogrodniczej to chyba odezwę się nieco później  Smile
Jezus Chrystus żyje i wkrótce Przyjdzie drugi i ostatni raz.
Odpowiedz
#45
 Kalebie !

  W tym "Akcie oddania", do którego link podawałam, jest takie zdanie:

"Jesteście bezsenni, wszystko chcecie oceniać, wszystkiego dociec, o wszystkim myśleć i w ten sposób zawierzacie siłom ludzkim"

 Według mnie w 100% jest ono prawdziwe. Szukałam czasami odpowiedzi intensywnie w różnych nauczaniach i najczęściej tylko większe zamieszanie z tego było. A jak tak sobie odpocznę w Bogu czekając w pokoju i zaufaniu, to odpowiedź zazwyczaj sama przychodzi, często w nieoczekiwany sposób. Nie martwię się więc tym, że czegoś nie wiem i czegoś nie rozumiem, a do serca biorę werset, aby Panu z całego serca zaufać i nie polegać na własnym rozumie.

  Czy zauważyłeś, że ja Ci właściwie pytań nie zadaję, Ty zaś wszystko byś chciał rozkładać na czynniki proste i każdą rzecz precyzować, wręcz dzielić włos na czworo. W pytaniu o ciało w jakim przyszedł Chrystus, które zadawałeś mi kilka razy, w końcu odpuściłeś, gdy zadałam pytanie, czy moja wiara jest niewystarczająca, jeśli wierzę, że złożył ofiarę, która skutecznie gładzi grzechy świata.

  To nieważne, czy mam czy nie mam takich poglądów jak dana i wcale nie mam zamiaru rozmawiać o forum, z którego jest. Podałam ten przykład, bo akurat na tym forum jesteś, a istotą było właśnie dzielenie włosa na czworo.

  A widzę, że nauczanie Pawła o szanowaniu przekonania innych i nieoceniania go, jest dla wielu dalej tajemnicą.
Pisze on, że nasze poznanie może przyczynić się do zguby drugiego człowieka, człowieka słabego, za którego Chrystus umarł.
A ta dana dostała jak obuchem w głowę w naprawdę nieistotnej sprawie i to chciałam podkreślić i na tym pokazać, że to ciągłe dociekanie super poprawności więcej szkody może przynieść niż pożytku.

Dlaczego ciągle zadaje się pytania? Ciągle język świerzbi, a czy uznajesz to, czy tamto, a czy wierzysz tak, czy tak. I te pytania tylko do podziałów prowadzą. Jak zgadzamy się w rzeczach zasadniczych, zbawczych, to darujmy sobie już dzielenie włosa na czworo.
Jezus mówi, że jak ktoś zgorszy tego maluczkiego, który wierzy w Niego, to lepiej by mu było, żeby sobie kamień u szyi zawiązał i...
On trzciny nadłamanej nie dołamał, ale chrześcijanie od razu obuchem po łbie, bo oni nie mogą się powstrzymać, żeby swego "poznania" nie ogłaszać...
   Ja jestem tym całkowicie załamana i nie raz pisałam to już na tym forum i płakać mi się chce , jak to widzę.
 U Jana przeczytamy, że jak widzisz, że twój brat popełnia grzech, módl się za niego. Wiele rzeczy można rozwiązać bez słów przez modlitwę, a to właśnie słowa często więcej szkody przynoszą niż pożytku. Ze słów nieużytecznych sprawę zdamy, a do mówienia nie mamy być skłonni. Słowa mają być słowami miłości, które leczą i widzę to, że ludzie potrafią się zmienić bez słowa krytyki i zwrócenia uwagi, bo jak widzą, że są prawdziwie kochani, to się sami otwierają i z czasem sami zadają pytania co do swoich grzechów, a nawet pytań nie zadają, a zmieniają swoje zachowanie bez słów i pytań.
Po miłości ma się uczniów Jezusa rozpoznawać. Poznanie miłości niby nie szkodzi, ale nie o poznaniu napisano, ze buduje, lecz o miłości.
Wielu takich wielkich jest w poznaniu, a  tej prostej prawdy o miłości, jak widać, jeszcze nie poznali...
  Wiele razy już pisałam, że Benny Hinna  nie popieram ani ewangelii sukcesu, a Ty jednak taki wniosek wyciągasz z moich wypowiedzi o wierze i uzdrawianiu. Człowiek się produkuje i produkuje, a inni wnioski nieadekwatne do tej produkcji wyciągają - a może z tego jakiś konstruktywny wniosek wyciągniesz?
Jezus się też "produkował", a i tak powiedzieli, że to Samarytanin i ma demona, aż w końcu sam powiedział : " po co ja w ogóle z wami mówię".
Podajesz kolejne przykłady, czego niby blisko jestem - ja uważam, że jestem  w zgodzie z Biblią, a jak nie jestem, to pokaż, gdzie!
Nie musisz mnie ciągle porównywać i odnosić do jakichś ludzi, których w większości nie znam.
Moje zwrócenie uwagi na wiarę i uzdrawianie nie odbyło się przez czytanie i oglądanie jakichś ludzi, ale Bóg w swojej nadzwyczajnej mocy mnie do tego przyprowadził, bo tak dotknął mego serca, że żadnej innej możliwości nie było, żeby tym się zająć.
  Każdemu stanie się według wiary jego. Ty będziesz czekał na Bożą łaskę, ja Bój wiary będę toczyć, bo uważam, że Bóg mi właśnie to nakazuje. A udowodnij mi, że niebiblijna jest moja wiara i że zło przez to jakieś czynię!
Miłość mnie uskrzydla do toczenia boju wiary za innych i toczę bój jak ta Kananejka, która nie ustąpiła, choć Jezus jej odmawiał...

   Nie ustosunkowałeś się do wielu rzeczy i wielu argumentów, które podawałam, nie zmuszałam Cię do tego, może powinnam, bo tworzysz sobie niezobowiązujący komfort, który nie zmusza Cię do stanięcia twarzą w twarz z pewnymi rzeczami - ale to Twoja sprawa i sprawa Twojego sumienia...
  Jeśli chodzi o twoje kluczowe pytanie, to tym razem jednak  nie odpowiem, bo chyba jednak nie w tym samym klucz widzimy...

 Jeśli zechcesz to przyjąć, to mam dla Ciebie jedną radę. Zastanów się głębiej nad duchem podejrzliwości w kontekście hymnu o miłości, a szczególnie tego, że miłość nie myśli nic złego, wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy...

Wielu powie, że taka miłość to naiwność, ale taka miłość ma tajemną moc, której " zdroworozsądkowi" nie poznali.
I cóż z tego, że jakiś człowiek, któremu okazuję miłość mnie oszuka i wykorzysta i uzna za naiwną? Biblia mówi jednak o rozżarzonych węglach na głowie, a ziarna i po wielu latach wykiełkować potrafią. Wielu jednak taka miłość łamie od razu i to jest przepiękne.

   Ja chcę akcentować to, co buduje i kochać ludzi, bo to może ich dotknąć i zmienić. Kocham kochać i jestem szczęśliwa w Panu moim Jezusie Chrystusie, czego wszystkim bardzo życzę!

Serdecznie Cię pozdrawiam, Kalebie, w Jezusie Chrystusie!
Odpowiedz
#46
@aga

Skoro nie odpowiadasz na kluczowe pytanie, to z przykrością muszę powiedzieć. Zostań przy Swoim, jedyne co mogę zrobić to modlić się żeby Duch Święty otworzył Ci oczy duchowe...

Natomiast ja serdecznie Ci życzę weryfikacji Twojego stanowiska i odpowiedzenie Sobie Samej na te wszystkie trudne pytania.
Jezus Chrystus żyje i wkrótce Przyjdzie drugi i ostatni raz.
Odpowiedz
#47
Odpowiem na Twoje pytanie, skoro tak się go domagasz i w innym wątku napisałeś:

"Czy uważasz że unikanie odpowiedzi na moje fundamentalne pytanie w wątku pt. „Głoście i uzdrawiajce ” jest wyrazem światłości chrześcijanina ?"

Nie obchodzę Wieczerzy Pańskiej w katolicki sposób, bo chyba o to Ci chodziło.
A nie odpowiedziałam Ci dlatego, że pytań często wcale nie zadaje się po to, żeby otrzymać odpowiedź.
Już o tym pisałam, że Jezus wcale nie udowadniał, że jednak pochodził z Betlejem, a wielu Go na tej podstawie osądziło, bo przecież Mesjasz nie z Nazaretu miał się wywodzić.
Kiedy indziej też się Jezusa pytali, jaką mocą to czyni, ale On im również nie odpowiedział, ale sam zadał pytanie, żeby oni najpierw odpowiedzieli...
Ty mi sobie samej każesz odpowiedzieć na wszystkie moje trudne pytania, mnie zaś każesz odpowiadać na każde Twoje pytanie!
Analogii nie dostrzegasz?

O sądzie Paweł napisał, że będzie dotyczył ukrytych spraw ludzkich(Rz 2:16), a pisze on to w kontekście spełniania rzeczy zewnętrznych w zestawieniu z tymi, którzy znaków zewnętrznych nie mają, ale serce ich jest czyste.
Jeśli więc chcesz sądzić po pozorach i dokładać do prostej sprawiedliwości Chrystusowej swoje własne klucze, to sądź, masz do tego pełne prawo. Pamiętaj jednak, że niektórzy swoje własne usprawiedliwienie stworzyli i sądzili na podstawie tego, co uważali za słuszne...

Arraivald napisał coś takiego:

"Tyle w skrócie. Od razu zaznaczę, że wytłumaczyć mogę jeżeli szukasz i chcesz coś się dowiedzieć, czy poznać moje zdanie na ten temat. Natomiast debaty "czy to jest czy nie ma" mnie nie interesują ponieważ poświęciłem już na to sporo czasu i jestem tu gdzie jestem, czyli widzę na własne oczy potwierdzenie tego w co wierzę."

Wykazał się w tym dużą mądrością, bo rzeczywiście po co się "produkować" i tracić czas.
Czy Ty udowodniłeś, że on jest w błędzie, pokazałeś, że może grzeszy mając takie poglądy albo robi to szukając sensacji i ma złe motywacje?
Jeśli jest na błędnej drodze prowadzącej go na zatracenie, to go rzeczywiście ratuj i wykaż tę błędną drogę!

Ja w odróżnieniu od Arraivalda jednak się trochę naprodukowałam, bo jednak miałam nadzieję, że może rzeczywiście odpowiedzi szukasz.
Jeśli nie szukasz, to czyżbyś przyszedł tu tylko "na spytki"?
Ja się produkuję i szeroko rozpisuję, bo może ktoś jednak odpowiedzi szuka i może komuś to pomoże.
I nie musisz mi zwracać uwagi na chrześcijańską światłość, bo ja w ciemności chować się nie muszę, a zawsze rozmawiam twarzą w twarz i zawsze do tego zachęcam.
Jeśli szukasz, to zajmij się argumentami dla Ciebie niewygodnymi, twarzą w twarz!

Jeśli za ostrych i zbyt bezpośrednich słów użyłam, to Cię przepraszam, bo obrażać Cię nie mam zamiaru.

Moje świadectwo osobiste co do wiary i uzdrawiania jest oczywiście tylko moim "subiektywnym" świadectwem, ale ja wiem, że mam co do tego czyste sumienie i czyste serce i czuję, że w końcu oddycham pełną piersią. Widzę, jak bardzo wzrastam w wierze i osiągam rzeczy, których mi jeszcze było brak. Dlatego wychwalam często mego ukochanego Pana, Jezusa Chrystusa, że dał mi tę łaskę i ożywił znowu we mnie to, co miałam na początku i dodał dużo więcej!

Pozdrawiam Cię serdecznie, Kalebie, i błogosławię w imieniu Jezusa Chrystusa!
Odpowiedz
#48
@aga

Dziękuję za odpowiedz na pytanie które określiłem jako fundamentalne. Nie wiem tylko dlaczego dopiero teraz, ale chyba trochę Cię rozumiem, podobną postawę czasami ma moja Żona, która lubi się przekomarzać i droczyć.
No ale chyba zgodzisz się z tym że jak rozumiemy nakaz spożywania Ciała i Krwi, czy dosłownie czy symbolicznie, jest niezwykle ważny ? Podobnie jak to czy Jezus przyszedł na ziemię w ciele fizycznym czy duchowym.
Zwłaszcza że zamieściłem link z usługą gościa który deklaruje że jest Zielonoświątkowcem, a przyjmuje Eucharystię.

Nie zrozumiałaś co chciałem powiedzieć w zaleceniu abyś Sama Sobie odpowiedziała. Chodziło mi o MOJE trudne pytania. Jedno słówko, a ile nieporozumienia.

Nie stawanie się łowcą herezji polega właśnie na tym żeby nie klasyfikować wierzących, twierdząc z całym przekonaniem że w jakiejś drugorzędnej sprawie są w błędzie. Oczywiście z pominięciem zagadnień mających bezpośredni wpływ na zbawienie.
Powiem szczerze mam spore zamieszanie w sercu po tym jak wysłuchałem kilku nauczań z portalu „Dotyk Boga”. Ten w tym linku co prawda ma inny tytuł, lecz jest tam coś o uzdrowieniu. Słuchałem tego jakiś czas temu i zapisałem sobie w zakładkach jako uzdrawianie.
https://www.youtube.com/watch?v=bHZMghtJfcg

Też mam czyste intencje w bytności na tym forum, chcę podzielić się tym co przeżyłem i co jest wciąż żywe w moim sercu. A stawianie pytań jest też celową prowokacją do polemiki.
Też zaświadczam że aktualnie wzrastam w wierze i z każdym dniem utwierdzam się o słuszności wyboru takiego podążania za Chrystusem. Nazwany jako brat odłączony... Okoliczności zewnętrzne sprawiły że nie pracuję zawodowo i mam mnóstwo wolnego czasu. Pisząc na forach, jako skutek uboczny poznaję lepiej Boże Słowo.
Jezus Chrystus żyje i wkrótce Przyjdzie drugi i ostatni raz.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości